Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kimi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kimi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 sierpnia 2026

Kintsugi Joker

Pięć lat temu odtrąbiłem odstawienie proszków na depresję, tworząc z tej okazji maskę z blistrów po tabsach, do których nadal wracam co jakiś czas, posiłkując się jeszcze ćpieniem ketaminy. Ostatnia przerwa trwała ze trzy miesiące i aktualnie znowu ł(y)kam.

Z kolei kilka lat temu pożyczyłem pewnej transce maskę z kolekcji Mr.J., na jakiś queerowy występ, z którego niestety wróciła "odrobinę" sfatygowana. Na szczęście z pomocą ruszyła Mania, zajmująca się profesjonalnymi naprawami przedmiotów metodą kinstugi.

W tej naprawionej wersji, przypomina mi ona maskę Safina z filmu "No Time To Die".

piątek, 19 czerwca 2026

Efekt Fiony

Gdy rano wstawałem do pracy, Fiona przebudziła się i zeskakując z fotela, aby przenieść się do pokoju Kaśki zrzuciła kocyk, którym była przykryta, ten pociągnął za sobą pluszaka Sticha, który spadając wprawił w ruch psią piłeczkę, ta potoczyła się przez cały pokój wpadając na rolkę stretchu, a ona upadając przewróciła kartony, te z kolei wyprowadziły z równowagi dwie wieże ułożone z hachettowych kolekcji komiksowych Marvela oraz DC... Jak to wszystko upadło i hukło, to miałem wrażenie, że jednak nastąpiła katastrofa budowlana, zarywając podłogę od ciężaru tych wszystkich woluminów, a niebo (znaczy sufit) spadł sąsiadom na głowy. Klasyczny EFEKT MOTYLA, tylko że na poczet tego wpisu ociupinkę go ubarwiłem.

W mojej egzystencji właśnie następują zmiany, o czym wspominałem już wcześniej. Moją strategią życiową jest płynięcie z nurtem życia, choć jakieś ostatnie dwadzieścia lat to była raczej stagnacja w coraz bardziej zabagnionym bajorze... No i teraz mogę sobie pogdybać, kiedy nastąpił ten efemeryczny trzepot motylich skrzydełek, powodujący przerwanie tamy, a to akurat nastąpiło w dniu śmierci taty.
Może to było zaproszenie koleżanek na działkową imprezę, a gdy jej termin się zbliżał, u taty zdiagnozowano raka prostaty. Może parę lat wcześniej jak ojciec wylądował na świeckim SORze z krwawiącymi wrzodami żołądka. Może parę miesięcy później gdy spłonął jego holenderski domek, a osoba organizująca zbiórkę pieniędzy na jego odbudowę, przywłaszczyła całą zebraną sumę. Może to nastąpiło gdy poznałem ćpuna, alkoholika i seksoholika, który chwilę później trafił na zamknięty odwyk. Chyba, że to była chwila gdy oddziałowa wzięła mnie kiedyś na bok i oznajmiła, że zapisała mnie na specjalizację. Niewykluczone, że owym efektem było ponowne zaproszenie "kur" nad jezioro, aby opić wyleczenie ojcowego nowotworu, by parę tygodni przed balangą ten kipnął nagle i niespodziewanie. 

Ktoś mógłby się w tych wydarzeniach dopatrywać znaków-sraków, ja wolę powiedzieć jebło to jebło, na chuj drążyć, karawana jedzie dalej, a na horyzoncie majaczą nowe krajobrazy, które być może są szarymi mirażami, albo zbliżającą się Apokalipsą, skoro komiks o nim wylądował najdalej.

czwartek, 1 stycznia 2026

Pamiętny rok i plany na przyszłość

2025 będzie z tych przełomowych, które zapadają w pamięć!!! Ponarzekałem sobie na niego wcześniej, więc teraz pozostaje mi go jedynie bilansowo podsumować, jak to zrobiłem rok temu.

Niestety nie dobiłem do czterech tysięcy kilometrów przejechanych rowerem, choć i tak wynik 3552,7 km plasuje go na drugiej pozycji liczonych od pandemicznego roku. W sumie nie wiem czy jest sens jeszcze to zliczać, bo przerzuciłem się na elektryka, więc jest zdecydowanie lżej, choć staram się jeździć na minimalnym wspomaganiu, a większe włączać pod górkę czy wiatr.

W kinie tym razem byłem trochę mniej razy, bo "tylko" 117. Standardowa dwunastka najlepszych filmów wg kolejności oglądania: Sonic 3, Better Man, Flow, Dog Man, Nosferatu, Mickey 17, Bezcenny pakunek, Ostatnie podróż, Brzydka siostra, Fantastyczna Czwórka, Predator. Większość to animacje, filmy fantastyczne oraz s-f, a największym zaskoczeniem, bo nie dość że poszedłem na niego bez żadnych oczekiwań, raz przełożyłem seans, a fabuła podczas oglądania była bardzo intrygująca to Ostatni wiking.

W ograniczaniu komiksowego nałogu, udało mi się zejść do limitu zakładanego w zeszłym roku, zatem w porównaniu z 2024 wydawałem 500 złotych miesięcznie mniej, a na ten rok będę starał się zejść o kolejną pięćsetkę. Jako komplecista skupię się tylko na tych seriach, które rozpocząłem nabywać, a w nowe wchodzić bardzo świadomie i tak samo z pojedynczymi albumami. Mikrodawkowanie, jak ten odwyk nazwała Kaśka, poskutkowało tym że po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy, nie musiałem się bez przerwy zapożyczać oraz nie żałować na inne rzeczy, które do tej pory sobie odpuszczałem. Zresztą spora część tej nadwyżki, idzie teraz na zwierzyniec oraz eksploatację auta, które zakupiłem na spółkę z mamą.

Prowadzenie od ponad 10 lat rachunkowości, pozwala wychwycić różne tendencje w wydatkach, jak i zaplanować łatanie budżetu. Z takich ciekawszych obserwacji, o 40 zł spadły mi miesięczne wydatki na alkohol, bo od lipca praktycznie nie piję, po części dlatego żeby wspierać w abstynencji Kamila, chociaż bardziej z powodu przyjmowanych (znowu) antydepresantów. Zresztą na zdrowie wydawałem 1500 złotych więcej, ale głównie z powodu zaniedbanego zęba, który trzeba było wyleczyć kanałowo. Ciut mniej wydałem na szeroko pojętą kulturę, ale to raczej nie dziwi z braku na nią czasu. Ponad 100% podskoczyły mi dojazdy na wieśkę (pociągiem i autem), jednak to również nie jest zaskoczeniem, skoro aktualnie żyję na dwa domy. Dobrze, że Kaśka oficjalnie zamieszkała w Fordonie, współdzieląc czynsz oraz opiekując się teraz (w okresie zimowym) zwierzakami.

Sprawy po tacie w większości zostały wyprostowane i w sumie tylko jedna kwestia spędza mi sen z powiek, ale na chwilę obecną jest nie do rozwiązania, więc muszę się z nią po prostu oswoić i próbować znaleźć jakieś wyjście z patowej sytuacji. Prace jako takie ograniczone były do porządkowania i utylizacji "pamiątek" po Heńku, w czym ogromnie pomaga mi Kamil, bo głównie z powodów sentymentalnych nie byłem na siłach, żeby zrobić to samemu. W tym roku chciałbym dokończyć wykończeniówkę domu (ostatecznie zaizolować całość, mieć źródło wody, zrobić łazienkę). Jak starczy sił oraz finansów, to przygotować miejsce na komiksową kolekcję oraz ogródek, a sauna pozostaje jeszcze w sferze marzeń. Dopiero wtedy można zdecydować się na sprowadzenie się tutaj na stałe.

W pracy totalnie bez zmian, a specka nudna jak flaki z olejem i zwykłe zawracanie dupy. Jeszcze tylko pół roku praktyk na różnych oddziałach i jesienią egzamin.

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Trudne półrocze

Minęła dopiero połowa roku, a ja już mogę zaliczyć go do najgorszych dotychczas przeżytych, bogatych w smutki, rozterki oraz rozczarowania. Zaczęło się już na koniec minionego, gdy w USA wybrano na prezydenta Donalda Trumpa, człowieka totalnie nieprzewidywalnego i w mojej ocenie groźnego. Zima była licha i bardziej przypominała późną jesień. W połowie lutego odbyła się ostatnia edycja mojego ulubionego festiwalu komiksowego, czyli Złotych Kurczaków. Na wiosnę zachorowała na nowotwór nasza kotka Agatka, ale za to tato wyleczył swojego.
Do maja jakoś szło, a potem znowu seria zawodów. Mocno kibicowałem Justynie Steczkowskiej żeby zajęła wysoką pozycję na konkursie Eurowizji, a skończyło się zaledwie 14 miejscem. Rozczarowaniem była też pierwsza tura wyborów prezydenckich, w których niespodziewanie sporo głosów zdobyli panowie, którzy jawnie nie szanują praw innych ludzi. Natomiast totalną porażką była przegrana Rafała Trzaskowskiego w drugiej turze, który przejebał z jakimś szemranym typem.
Nadszedł czerwiec. Ojciec poleciał do Belgii, skąd wrócił spopielony, a moje dotychczasowe życie zmieniło się w garść prochu. Niby wszystko toczy się jak dawniej, świat dalej kuleje, a jednak jest zupełnie inaczej. Pomijając oczywiste w takim momencie żałobę, smutek i żal, czuję się ograniczony oraz skrępowany różnymi obowiązkami, które na mnie spadły. Umiłowana przeze mnie wolność, cicho łka gdzieś w kąciku izolatki, a ja lękam się o jutro.
W międzyczasie Kylie Minogue odwołała koncert w Łodzi, na który miałem wykupiony bilet już w zeszłym roku. W innym czasie pewnie byłbym zły i rozczarowany, ale bardziej poczułem ulgę niż żal. Miałem też spore obawy, że podczas tej czarnej serii drugi lot Polaka w kosmos, zakończy się spektakularną eksplozją. Na szczęście skończyło się na kilkukrotnym przełożeniu startu, a Sławosz Uznański-Wiśniewski szczęśliwie wrócił na Ziemię. Mógłbym jeszcze ponarzekać na zimne oraz deszczowe lato, ale dzięki temu przynajmniej woda w jeziorze przybrała.
Optymistycznie chociaż było w sporcie. Zwycięzcą 24 godzinnego wyścigu Le Mans został Robert Kubica, natomiast Iga Świątek triumfowała w Wimbledonie. Z kolei Kaśka pokazała swoje chrabąszcze w lubelskiej Galerii Labirynt. Na co dzień mogę liczyć na pomoc wielu dobrych ludzi, a w szczególności wspiera mnie Kamil, więc może przyszłość nie rysuje się tak ponuro, jak widzi ją moja wyobraźnia.

sobota, 26 lipca 2025

Narcyz 2.0

Zgodnie z regułami prowadzenia moich kilku blogów, ten wpis powinien zostać opublikowany na stronie dedykowanej ofelionowym ekscesom, ale cóż szkodzi raz na jakiś czas złamać różne zasady.

Parę dni po pogrzebie mojego taty, pojechałem na wernisaż wystawy Kaśki. Wahałem się z wyjazdem do ostatniej chwili, bo sporo na głowie, a do tego jeszcze żałoba. Ostatecznie w dzień otwarcia wystawy postanowiłem wsiąść w pociąg, żeby choć chwilę oderwać się od tych wszystkich rzeczy.

Performance Narcyz 2.0
Wernisaż wystawy Kali Katharsis
Lublin
20.06.2025.
godzina 19:00
foto - Wojciech Pacewicz
Gdy tylko dowiedziałem się o tym wernisażu, postanowiłem wykonać performance, który jest zmodyfikowaną wersją "Narcyza", zademonstrowanego 12 lat temu w Gdańsku. Tym razem w ruch poszły nożyce krawieckie po dziadku Ludwiku, a zamiast zarostu na twarzy, ostrzygłem w ciszy zapuszczane od pięciu lat włosy. Matrycy domalowałem pisakiem wąsa oraz dokleiłem kimiuszkowe storczyki na czołach.

sobota, 14 czerwca 2025

Nago-Głośno-Dumnie, czyli jak uczestniczyć i być nieobecnym

Pod koniec pandemicznego roku 2020, ni z gruchy ni z pietruchy odezwała się do mnie Kaśka, z propozycją wystąpienia w dokumentalnym serialu o życiu polskiego kłirowa, gdzie jedną ze śledzonych postaci miła być ta wariatka. Dzieło gdzieś od roku było w trakcie nagrań, zbliżając się do finiszu i Kimiuszka postanowiła dodać jeszcze HamKid'owy wątek, jako ważny etap w jej życiu.

Przyznam się, że nie byłem zachwycony tym pomysłem, ale ostatecznie wyraziłem zgodę, bo takiego doświadczenia w CV jeszcze nie posiadałem.

Dellfina Dellert
Na początku grudnia na fromdomskich włościach zawitała Maupa, żeby ogarnąć mieszkaniowy syf, bo ja nie zamierzałem. Była mocno zdziwiona, że po latach niebytu praktycznie nic się w tym mieszkaniu nie zmieniło.

Agnieszka Mazanek
W Mikołajki przyjechała ekipa realizatorska, czyli dwie reżyserki (Agnieszka i Delfina), operatorka Wera wraz z ostrzycielem, dźwiękowiec Bartek oraz producentka. Obczaili teren, wstępnie zaplanowaliśmy działania, zostawili sprzęt, by dzień później zacząć kręcić.

Plan był ambitny, napięty i rozłożony na dwa dni zdjęciowe, a że byłem w trakcie robienia rocznego, polaroidowego projektu ofelionowego, to on również został uwzględniony w harmonogramie. 
Weronika Bilska
Pierwszego dnia pojechaliśmy na spacer po Ostromecku, by na powrocie machnąć w Wiśle, specjalnie przygotowanego na tą okazję Ofeliona, w stylizacji dedykowanej jednemu z kaśkowych dzieci housowych - Johnny'emu d'Arc, który parę lat później "zasłynął" jako Pani Joanna z Krakowa.
W mieszkaniu zaaranżowaliśmy "romantyczny" obiad, a gdy po nim pojechałem do pracy na nockę, Kaśka w ramach show dziarała sobie nogę.
Rano zaliczyłem ponockową drzemkę, a jak filmowcy znowu przyjechali i się zainstalowali, to odegraliśmy wspólne śniadanie, połączone z ploteczkami na temat innych uczestników dokumentu. Następnie przystąpiliśmy do robienia tzw. setek, czyli odpowiadania na różne pytania dotyczące naszej znajomości. Muszę przyznać, że z jednej strony starałem się być boleśnie szczery, ale sprzedawałem tą prawdę grając lekko zestresowanego. Popołudniu nagrania jak transka szlaja się po fordońskich chaszczach.
Na wieczór przygotowaliśmy kolejny perfomance, polegający na goleniu mnie na łysą pałę oraz malowaniu ryjca przez Kaśkę, podczas którego spontanicznie wpadłem na pomysł, aby działa posthamkidowe nazwać KAtastrOFa.
Działania te miały na celu ucharakteryzowania mnie na kaśkowe podobieństwo do kolejnego Ofeliona.
Wieczorem wyciągnęliśmy teczki ze starymi pracami Arka, żeby powspominać przy nich wspólną, radosną tfurczość. Wzruszeń i ataków śmiechu było przy tym co niemiara.
Na tym skończyła się moja praca nad tym wiekopomnym dziełem, choć przygoda trwała dalej. Gdzieś w drugiej połowie kolejnego roku, przyjechał tutaj ubrany na pomarańczowo, brodaty freak, który był jednym z montażystów, ewidentnie zafascynowanym osobą Kaśki, ponieważ parę miesięcy później oficjalnie wyoutował się jako transpłciowa kobieta, a rok temu wzięła udział w programie "Pytanie na śniadanie", o tym jak rozmawiać o transpłciowości.
Klaudia Kowalska
Rok po nagraniach, odwiedziłem Kimiuszkę oraz Klaudię w podwarszawskiej Podkowie Leśnej, gdzie zamieszkały razem tworząc queerowy, patchworkowy dom otwarty w stylu "Pełnej chaty". Jednego wieczora urządzono imprezę, na której pojawiła się prawie cała ekipa realizatorska, dzięki czemu mogłem zrobić im polaroidowe portrety.
Tymczasem produkcja zaliczała kolejne opóźnienia, zmiany producenta (miał być Netflix, ostatecznie został HBO Max), z tego co wiem, wielokrotnie modyfikowano koncepcję serialu, a w związku z tym bez przerwy był on cięty i montowany od nowa. Początkowy zamysł był taki (przynajmniej taki mi przedstawiono), że poznajemy dziesiątkę postaci z polskiego świata burleski oraz dragu, których losy wzajemnie się przeplatają, bo to stosunkowo mikrych rozmiarów bagienko, a każdej osobie poświęcono jeden odcinek. Ostatecznie narracja mocno ewoluowała i została podporządkowana queerowej transformacji chłopaka jednego z głównych bohaterów, gdzie pozostałe postaci stają się pewnego rodzaju mentorami tejże przemiany.
Czy takie podejście jest lepsze dla tego serialu? Uważam, że TAK!!! Czy to jest sprawiedliwe i fair wobec wszystkich występujących? Absolutnie NIE!!! Czy jest mi przykro, że mój występ został totalnie wycięty? Wręcz się cieszę, że tak się stało!!! Wygibasy te w tak zaserwowanej formule, nie wnosiłyby do fabuły niczego sensownego. Od początku byłem nastawiony raczej sceptycznie i zrobiłem to tylko na prośbę Kaśki. Przeżyłem dzięki temu fajną przygodę, nabrałem kolejnych doświadczeń, poznałem ciekawych ludzi, a w szczególności odnowiłem przyjaźń z Kaśką, z którą chociażby w okresie nagrywania serialu, zarejestrowaliśmy miłosne uniesienia obcych, zaliczyłyśmy nocne ekscesy dragusek, cyknęliśmy kolejny ofelionowy duet oraz wybłagałem malowanego Farfocla co jest moim osobistym NAGO! GŁOŚNO! DUMNIE!

sobota, 22 lutego 2025

Ostentatio Genitalium

Zupełnie niedawno dowiedziałem się o pewnym wstydliwym epizodzie sztuki sakralnej. Otóż w koncepcie chodziło o to, żeby uczłowieczyć Jezusa poprzez eksponowanie jego siusiaka. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, niestety zaorano go podczas soboru trydenckiego. Teraz można już tylko sobie pogdybać, czy jakby trend nadal funkcjonował, to nagość byłaby takim tabu? Ten blog jest swoistym gabinetem terapeutycznym dla samego autora oraz czytelników, służącym oswajaniem tego tematu, choć pewnie ktoś inny może stwierdzić, że to celowe epatowanie oraz szokowanie.

Wiosną 2011 roku zaproponowałem Kaśce wyzwanie artystyczne, podczas realizacji którego musieliśmy daleko wyjść ze strefy komfortu. Ona zmierzyć się z wielkim formatem dzieła oraz olejną techniką, ja z pełną nagością w stanie podniecenia. Dopiero po niecałych dwóch latach Kaśka chwyciła za ten... miecz i śmiało zaczęła się chwalić postępami nad pracą, okraszając to oczywiście swoim bełkotem, potem prezentując detale szczegółowego szkicu oraz cały szkic w pełnej krasie.

Ten projekt jest dla mnie bardzo ważny oraz osobisty, czemu dałem wyraz w dedykowanym jemu wpisie. Swoim zwyczajem już wcześniej zostawiałem na blogu tropy, że coś ważnego się rodzi, a pochwalenie się tym dzieciątkiem, zostało czasowo dopasowane pod premierę filmu, który totalnie mnie zmiażdżył. Film oraz projekt były profetyczne, bo okazało się, że tytułowym wstydem nie są okazywane emocje, tylko depresja dopadająca mnie chwilę później na parę długich, mrocznych lat, a rozrzucone gdzieniegdzie ziarenka w postaci tagu (to blogowa wersja współczesnego hasztagu) WSTYD, zostały tutaj na dłużej i kiełkowały w kolejne wpisy i niechlubne rocznice.

Z racji tego, że blog Kimonka jest martwy jak jego/jej deadname, olbrzymia ilość linków w starych wpisach prowadzi w próżnię. Na szczęście przed kasacją swoich wypocin, udało mi się ubłagać Kaśkę, żeby wspólne rzeczy HamKidowe eksportować na dedykowanego bloga. Co prawda nie aktualizowałem archiwalnych linków (za dużo roboty), ale przynajmniej teraz mogę odsyłać zainteresowanych do odpowiednich wpisów. Jednym z nich jest całościowa prezentacja obrazu oraz jego szczegółów.

Do teraz zachodzę w głowę, skąd wziął się ten zielony maziaj? Natomiast w tej opowieści dochodzę do smutnego finału, ponieważ nigdy nie ujrzałem w realu ani szkicu, ani tym bardziej obrazu, który choć jest zaliczany do radosnej twórczości hamkidowej, to jednak był robiony na zamówienie! Zatem Artystka nie wywiązała się ze zobowiązań wobec Klienta, gdzie kasę za wykonane dzieło miała otrzymać podczas jego przekazania. Coś tam mataczyła, że nie jest zadowolona z końcowego efektu, choć ja byłem, malunek przeleżał długie lata, zwinięty w rulon na przemyskiej prerii i podobno zaginął w pomroce dziejów.
WALIĆ TO!!!

Wody w Wiśle tyle upłynęło, że już na spokojnie oraz bez zbędnej egzaltacji mogę opublikować jedno zdjęcie, które można traktować jako post scriptum całej historii. Wiedząc, że nie ma najmniejszych szans na otrzymanie od Kaśki zamówionego obrazu, postanowiłem powtórzyć ten sam motyw przed obiektywem fotograficznym. Siedząc już od dłuższego czasu w środowisku fotografii artystycznej, rozglądałem się za osobą, z którą mógłbym się podzielić tym projektem. Żeby koncept był zbliżony do malarskiego pierwowzoru, chciałem aby obraz utrwalić analogowo w wielkim formacie. Dodatkowo fotograf powinien nie bać się męskiej nagości, jeszcze w wersji bardzo erotycznej, a ja musiałem tej osobie bardzo ufać, wierząc że nie zrobi ona żadnych niemiłych rzeczy z gotową fotografią (publikować w dziwnych miejscach, pokazywać osobom postronnym czy sprzedawać odbitki bez wcześniejszego uzgodnienia). Ostatecznie padło na Renatę Młynarczyk, z którą poznaliśmy się na moim pierwszym plenerze w Michałowicach i już od tamtego momentu bardzo między nami zaiskrzyło, a każde kolejne spotkanie owocowało rewelacyjnymi kadrami. Zapodałem temat, który oczywiście został podchwycony bez mrugnięcia okiem, bo jest między nami autentyczna chemia i rewelacyjny flow. Wiedząc w jakim medium będziemy pracować, zaproponowałem żeby zdjęcie zostało zrobione w potrójnej ekspozycji, czyli en face (jak w oryginale) oraz z dwóch profili. Oczywiście była to transakcja wiązana, czyli ona realizuje mój pomysł, a ja dla niej zabawiam się fetyszowymi zabawkami oraz fristajlujemy w jej olbrzymim studiu.

Po czterech latach od publikacji kaśkowego obrazu, mamy luty 2016 roku, pojawiłem się w krakowskich włościach Renaty. Ona rozkłada swój wielki aparat, ja rozbieram do rosołu i jedziemy z tym koksem!!! Okazało się, że była to najtrudniejsza (do tej pory) sesja zdjęciowa, w jakiej brałem udział, bo mnie stres zjadł. Najpierw zaczynamy klasycznie. Staję w wyznaczonym miejscu, Renia ustawia kadr, ostrzy, stawiam farfocla do pionu, ona znowu ostrzy, bo wyjść z głębi ostrości przy tym obiektywie bardzo łatwo, a mi w tym czasie faja więdnie, no to zaczynamy od nowa. Chuja nam nie idzie, a kadry trzeba pstyknąć TRZY!!! Zmieniamy zasady! Renia ustawia ostrość i odchodzi od aparatu żeby mnie nie stresować, ja przy porno z telefonu, mozolnie walę konia, starając się nie ruszyć z miejsca, gdy ten jest gotowy wołam JUŻ!!! Ona dobiega, wyzwala migawkę, pierwszy kadr zrobiony, a w kroku znowu flak. Powtarzamy cały scenariusz jeszcze dwa razy. Upociłem się jak Łysek w kopalni! Jedno zdjęcie, w potrójnej ekspozycji robiliśmy prawie godzinę!!! Przynajmniej wiem, że do pornoli (pomijając mikre warunki) kompletnie się nie nadaję.

Podczas kolejnej wizyty u Renaty, podarowała mi wywołane, wielkoformatowe fotografie!!! WOW!!!
Tym wpisem reaktywuję cykl Saturday Zbok Fever, w którym postaram się w miarę regularnie, co sobotę wrzucić jakąś aktową sesję, w której występuję jako model albo fotograf.

sobota, 3 grudnia 2022

SpermaDonna

Pod koniec 2020 roku zdechły duet HamKid, na poczet pewnego dokumentu, został reaktywowany na FAKOf, zwany też Katastrofą. Jak zapewne stali czytelnicy tego bloga wiedzą, swego czasu była to bardzo płodna kooperatywa, dzięki której zrodziło się sporo obrazów, grafik, perfo, czy sam projekt Ofelion. Jednym z rodzajów tej działalności były moje "przeróbki" dzieł wyskrobanych łapką Maupeczki, jak chociażby DustyCover, Cernunnos, czy kolorowy tryptyk - 1, 2, 3.

Ten wskrzeszony stfur nie jest już tak aktywny, można wręcz powiedzieć efemeryczny, jednak od czasu do czasu coś tam jeszcze się w eterze wydarza. Parę miesięcy temu wziąłem na tapetę jej stary autoportret przy świeczce. Tak jak w przypadku tryptyku, za pędzel posłużył mi Farfocel zwany obecnie Ptysiakiem, tak tutaj również się nim posługuję, gdyż proces przekształcania cały czas trwa. Tam używałem kolorowej farby akrylowej, natomiast teraz za farbę służy mi sperma, a podkładem jest kurz, z angielskiego dust i w ten sposób holistycznie nawiązuję to tych poprzednich "arcydzieł".


Powolutku powstaje portret Kaśki w świetlistej aureoli, a kolekcjonerzy obrazów chwytają się za głowy.