Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 lipca 2025

Katedra Wawelska

Złocona Kopuła Zygmuntowska oraz bliźniacza Wazów, podczas mojej pierwszej wizyty na Wawelu, zrobiły na mnie tak duże wrażenie, że załapały się na zdjęcie w moim pierwszym, samodzielnie wypstrykanym filmie.

sobota, 22 lutego 2025

Ostentatio Genitalium

Zupełnie niedawno dowiedziałem się o pewnym wstydliwym epizodzie sztuki sakralnej. Otóż w koncepcie chodziło o to, żeby uczłowieczyć Jezusa poprzez eksponowanie jego siusiaka. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, niestety zaorano go podczas soboru trydenckiego. Teraz można już tylko sobie pogdybać, czy jakby trend nadal funkcjonował, to nagość byłaby takim tabu? Ten blog jest swoistym gabinetem terapeutycznym dla samego autora oraz czytelników, służącym oswajaniem tego tematu, choć pewnie ktoś inny może stwierdzić, że to celowe epatowanie oraz szokowanie.

Wiosną 2011 roku zaproponowałem Kaśce wyzwanie artystyczne, podczas realizacji którego musieliśmy daleko wyjść ze strefy komfortu. Ona zmierzyć się z wielkim formatem dzieła oraz olejną techniką, ja z pełną nagością w stanie podniecenia. Dopiero po niecałych dwóch latach Kaśka chwyciła za ten... miecz i śmiało zaczęła się chwalić postępami nad pracą, okraszając to oczywiście swoim bełkotem, potem prezentując detale szczegółowego szkicu oraz cały szkic w pełnej krasie.

Ten projekt jest dla mnie bardzo ważny oraz osobisty, czemu dałem wyraz w dedykowanym jemu wpisie. Swoim zwyczajem już wcześniej zostawiałem na blogu tropy, że coś ważnego się rodzi, a pochwalenie się tym dzieciątkiem, zostało czasowo dopasowane pod premierę filmu, który totalnie mnie zmiażdżył. Film oraz projekt były profetyczne, bo okazało się, że tytułowym wstydem nie są okazywane emocje, tylko depresja dopadająca mnie chwilę później na parę długich, mrocznych lat, a rozrzucone gdzieniegdzie ziarenka w postaci tagu (to blogowa wersja współczesnego hasztagu) WSTYD, zostały tutaj na dłużej i kiełkowały w kolejne wpisy i niechlubne rocznice.

Z racji tego, że blog Kimonka jest martwy jak jego/jej deadname, olbrzymia ilość linków w starych wpisach prowadzi w próżnię. Na szczęście przed kasacją swoich wypocin, udało mi się ubłagać Kaśkę, żeby wspólne rzeczy HamKidowe eksportować na dedykowanego bloga. Co prawda nie aktualizowałem archiwalnych linków (za dużo roboty), ale przynajmniej teraz mogę odsyłać zainteresowanych do odpowiednich wpisów. Jednym z nich jest całościowa prezentacja obrazu oraz jego szczegółów.

Do teraz zachodzę w głowę, skąd wziął się ten zielony maziaj? Natomiast w tej opowieści dochodzę do smutnego finału, ponieważ nigdy nie ujrzałem w realu ani szkicu, ani tym bardziej obrazu, który choć jest zaliczany do radosnej twórczości hamkidowej, to jednak był robiony na zamówienie! Zatem Artystka nie wywiązała się ze zobowiązań wobec Klienta, gdzie kasę za wykonane dzieło miała otrzymać podczas jego przekazania. Coś tam mataczyła, że nie jest zadowolona z końcowego efektu, choć ja byłem, malunek przeleżał długie lata, zwinięty w rulon na przemyskiej prerii i podobno zaginął w pomroce dziejów.
WALIĆ TO!!!

Wody w Wiśle tyle upłynęło, że już na spokojnie oraz bez zbędnej egzaltacji mogę opublikować jedno zdjęcie, które można traktować jako post scriptum całej historii. Wiedząc, że nie ma najmniejszych szans na otrzymanie od Kaśki zamówionego obrazu, postanowiłem powtórzyć ten sam motyw przed obiektywem fotograficznym. Siedząc już od dłuższego czasu w środowisku fotografii artystycznej, rozglądałem się za osobą, z którą mógłbym się podzielić tym projektem. Żeby koncept był zbliżony do malarskiego pierwowzoru, chciałem aby obraz utrwalić analogowo w wielkim formacie. Dodatkowo fotograf powinien nie bać się męskiej nagości, jeszcze w wersji bardzo erotycznej, a ja musiałem tej osobie bardzo ufać, wierząc że nie zrobi ona żadnych niemiłych rzeczy z gotową fotografią (publikować w dziwnych miejscach, pokazywać osobom postronnym czy sprzedawać odbitki bez wcześniejszego uzgodnienia). Ostatecznie padło na Renatę Młynarczyk, z którą poznaliśmy się na moim pierwszym plenerze w Michałowicach i już od tamtego momentu bardzo między nami zaiskrzyło, a każde kolejne spotkanie owocowało rewelacyjnymi kadrami. Zapodałem temat, który oczywiście został podchwycony bez mrugnięcia okiem, bo jest między nami autentyczna chemia i rewelacyjny flow. Wiedząc w jakim medium będziemy pracować, zaproponowałem żeby zdjęcie zostało zrobione w potrójnej ekspozycji, czyli en face (jak w oryginale) oraz z dwóch profili. Oczywiście była to transakcja wiązana, czyli ona realizuje mój pomysł, a ja dla niej zabawiam się fetyszowymi zabawkami oraz fristajlujemy w jej olbrzymim studiu.

Po czterech latach od publikacji kaśkowego obrazu, mamy luty 2016 roku, pojawiłem się w krakowskich włościach Renaty. Ona rozkłada swój wielki aparat, ja rozbieram do rosołu i jedziemy z tym koksem!!! Okazało się, że była to najtrudniejsza (do tej pory) sesja zdjęciowa, w jakiej brałem udział, bo mnie stres zjadł. Najpierw zaczynamy klasycznie. Staję w wyznaczonym miejscu, Renia ustawia kadr, ostrzy, stawiam farfocla do pionu, ona znowu ostrzy, bo wyjść z głębi ostrości przy tym obiektywie bardzo łatwo, a mi w tym czasie faja więdnie, no to zaczynamy od nowa. Chuja nam nie idzie, a kadry trzeba pstyknąć TRZY!!! Zmieniamy zasady! Renia ustawia ostrość i odchodzi od aparatu żeby mnie nie stresować, ja przy porno z telefonu, mozolnie walę konia, starając się nie ruszyć z miejsca, gdy ten jest gotowy wołam JUŻ!!! Ona dobiega, wyzwala migawkę, pierwszy kadr zrobiony, a w kroku znowu flak. Powtarzamy cały scenariusz jeszcze dwa razy. Upociłem się jak Łysek w kopalni! Jedno zdjęcie, w potrójnej ekspozycji robiliśmy prawie godzinę!!! Przynajmniej wiem, że do pornoli (pomijając mikre warunki) kompletnie się nie nadaję.

Podczas kolejnej wizyty u Renaty, podarowała mi wywołane, wielkoformatowe fotografie!!! WOW!!!
Tym wpisem reaktywuję cykl Saturday Zbok Fever, w którym postaram się w miarę regularnie, co sobotę wrzucić jakąś aktową sesję, w której występuję jako model albo fotograf.

piątek, 13 sierpnia 2021

Rok 1984


Ostatnio cofamy się w czasie w zastraszajacym tempie, więc orwellowski 1984 rok puka do polskich bram. 
S(z)ejm przepchnął kolejną ustawę "kagańcową", a tym razem padło na niezależne (wg władzy) media. Orlen parę miesięcy temu wykupił spory pakiet prasowy, a teraz "amerykański" TVN prawdopodobnie straci rację bytu. 






Sesję popełniłem razem z Renatą Młynarczyk. 

wtorek, 13 kwietnia 2021

Wiosenny spacer po Krakowie

Dom pod Jeleniem

Most Piłsudskiego

Cricoteka

środa, 15 stycznia 2020

Russockie harlekiny

Na początku listopada spędziliśmy z Karolcią w małopolskiej chacie kilka romantycznych nocy i dni, na zaproszenie niesamowitej Madzi Russockiej.
Paradoksalnie był to jeden z dłuższych okresów spędzonych wspólnie, bo choć razem to jednak osobno. 
Chuć chucią, ale studia skończyć trzeba więc nie ma zmiłuj.
Bywanie od święta łatwe nie jest, ale jakieś tam plusy posiada, a zresztą praca w medycynie ma zazwyczaj to do siebie, że głównie ludzie się mijają.
Grunt żeby się nie migać od KOCHANIA i celebrować te rzadkie wspólne chwile!
 Mam nadzieję, że jeszcze będzie nam dane zawitać w gościnnych progach Magdy, by odrywając się od szarej rzeczywistości, zanurzyć się baśniowej krainie.

piątek, 3 stycznia 2020

Wojna i pokój

Słońce i deszcz
Wzloty i upadki
Gorycz i słodycz
Rozstania i powroty
MIŁOŚĆ I NIENAWIŚĆ
Jeszcze więcej czasu spędzamy ze sobą w rzeczywistości, tylko na chwilę obecną z różnych bardziej priorytetowych powodów jest ona głównie wirtualna.
Mam nadzieję, że to nas wzmocni!
 Fotografowała Magda Russocka

sobota, 21 grudnia 2019

Witajcie w naszej bajce

 Przy okazji tej sesji, powstała również kleksowa inscenizacja.
TAK!
Julcia również w niej występuje.

poniedziałek, 16 września 2019

Wadera

Julia jest jedną z najsilniejszych psychologicznie osób jakie znam!
Każdego mężczyznę, któremu wydaje się, że jest alfą, bardzo szybko, metodycznie i merytorycznie sprowadza do poziomu szczeniaczka, uciekającego przed jej gniewem, bądź błagającego o chwilę atencji.
 Pozując do tej sesji niezastąpionej Renacie Młynarczyk, w styczniu 2017 roku, nie widziałem kompletnie żadnej innej możliwości jak poddać się tej sile, bez prężenia muskułów, wciągania brzucha, wojny płci, z boleśnie skurczonym siurem.

środa, 3 października 2018

DRAG

W Teatrze Barakah trwa właśnie wystawa zdjęć Piotra Mleczki pt. "Drag".
Cztery Królowe udało mi się ustrzelić na tle tych fotografii.
Papina McQueen

Ka Katharsis

Lady Brigitte

Savannah Crystal

poniedziałek, 1 października 2018