Pięć lat temu odtrąbiłem odstawienie proszków na depresję, tworząc z tej okazji maskę z blistrów po tabsach, do których nadal wracam co jakiś czas, posiłkując się jeszcze ćpieniem ketaminy. Ostatnia przerwa trwała ze trzy miesiące i aktualnie znowu ł(y)kam.
Z kolei kilka lat temu pożyczyłem pewnej transce maskę z kolekcji Mr.J., na jakiś queerowy występ, z którego niestety wróciła "odrobinę" sfatygowana. Na szczęście z pomocą ruszyła Mania, zajmująca się profesjonalnymi naprawami przedmiotów metodą kinstugi.
W tej naprawionej wersji, przypomina mi ona maskę Safina z filmu "No Time To Die".


