Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lipca 2026

Aktywna prokrastynacja

Dom nad jeziorem stoi... Jego wykańczanie również. Znaczy coś tam zostało zrobione, ale nie w takim tempie, w jakim bym sobie życzył. Zamiast robić cokolwiek maluśkimi kroczkami, prokrastynuję dookoła głównego tematu, czyli dokończyłem szklane ściany pod domkiem letniskowym, dbam o ogródek i kwiatki, poprawiam i reperuję jeziorne nabrzeże. 
Dzisiaj wybiórczo pieliłem pole, czyli wyrywałem dwa gatunki roślin, a zostawiałem całą resztę "chwastów", żeby się rozsiewała i wzmacniała, tworząc przez kolejne lata namiastkę kwietnej łąki. Przez cały dzień ogarnąłem zaledwie ułamek całego pola, a zebrane "plony" posłużyły do swoistego faszynowania drogi dojazdowej.
 

czwartek, 30 kwietnia 2026

Rzutem na taśmę...

 ... wrzucam jakiś pościk, żeby choć jeden był w miesiącu kwietniu.

Zapierdalando trwa w najlepsze, dzieje się mnóstwo i choć pomysły na wpisy są, to nie ma kiedy ich produkować. Jednym z nich miał być nawiązujący do bożonarodzeniowego, gdzie opowiadałem o swojej pierwszej choince, która trwała aż do pierwszego dnia wiosny, aby to strojne drzewko spalić jako Marzannę.

Aktualnie jestem na urlopie i ogarniam wiejskie tematy. Porządków po tacie nie ma końca: segregacja przydasi, katalogowanie księgozbioru, wyjadanie resztek po nim. Zima się skończyła, trzeba ukulać opału na kolejną (kupiłem sobie piłę łańcuchową), założyłem miniogródek, załadowałem kompostownik na full, zrobiłem dwa kolejne podejścia, umocniłem groblę nad jeziorem, bo się lekko rozjechała. 

Z racji wypowiedzenia po dwudziestu latach mieszkania we Fordonie, muszę hacjendę względnie ogarnąć do końca roku. Powoli zacząłem zwozić rzeczy z miasta tutaj, niedługo zacznę ocieplać pozostałą resztę, a potem kopanie studni, wykończenie łazienki i stworzenie komiksoteki marzeń.

niedziela, 18 stycznia 2026

Downhill convention

Po prawie dwóch tygodniach dość sporych mrozów, kilka dni temu nastąpiła odwilż, a wraz z nią gołoledź, by znowu przymrozić. Było bajkowo, choć niebezpiecznie, a spontaniczny jednodniowy wyjazd na wieśkę skończył się wielogodzinnym czekaniem na kolei na pociąg powrotny. Jak byłem na stacji po 19tej, to pociągu z16tej jeszcze nie było, a jak wreszcie po 21 przyjechał zupełnie inny skład, to tamtego nadal ni widu ni słychu.
Od jutra zaczynam praktyki ze specki, czując lekki stres. Nie jest on związany z tym, że lękam się powinięcia nogi, niczym na ślizgawce, tylko bardziej tego, że ogarnięcie tego czasowo będzie wymagało dość sporych fikołków logistycznych, ale skoro robiło się studia na dwóch kierunkach, z często pokrywającymi się zjazdami, to co tam jakaś nauka, praca, życie na dwa domy i inne przyjemności, przez najbliższe minimum pół roku.
Choć aura za oknem wymarzona, zimowa, z mrozem szczypiącym w policzki i nos, krą spływającą Wisłą, ino zasp śnieżnych brakuje do pełni szczęścia, to psychicznie czuję jakbym zjeżdżał z górki. Może nie jest to niekontrolowany ślizg z Nosala, a raczej slalom na oślej łączce, to jednak z każdym dniem jestem coraz niżej, pomimo dorzucenia dodatkowego leku. Choć ciemna dolina jeszcze daleko, to chciałbym się już zatrzymać, a nie potrafię.

czwartek, 1 stycznia 2026

Pamiętny rok i plany na przyszłość

2025 będzie z tych przełomowych, które zapadają w pamięć!!! Ponarzekałem sobie na niego wcześniej, więc teraz pozostaje mi go jedynie bilansowo podsumować, jak to zrobiłem rok temu.

Niestety nie dobiłem do czterech tysięcy kilometrów przejechanych rowerem, choć i tak wynik 3552,7 km plasuje go na drugiej pozycji liczonych od pandemicznego roku. W sumie nie wiem czy jest sens jeszcze to zliczać, bo przerzuciłem się na elektryka, więc jest zdecydowanie lżej, choć staram się jeździć na minimalnym wspomaganiu, a większe włączać pod górkę czy wiatr.

W kinie tym razem byłem trochę mniej razy, bo "tylko" 117. Standardowa dwunastka najlepszych filmów wg kolejności oglądania: Sonic 3, Better Man, Flow, Dog Man, Nosferatu, Mickey 17, Bezcenny pakunek, Ostatnie podróż, Brzydka siostra, Fantastyczna Czwórka, Predator. Większość to animacje, filmy fantastyczne oraz s-f, a największym zaskoczeniem, bo nie dość że poszedłem na niego bez żadnych oczekiwań, raz przełożyłem seans, a fabuła podczas oglądania była bardzo intrygująca to Ostatni wiking.

W ograniczaniu komiksowego nałogu, udało mi się zejść do limitu zakładanego w zeszłym roku, zatem w porównaniu z 2024 wydawałem 500 złotych miesięcznie mniej, a na ten rok będę starał się zejść o kolejną pięćsetkę. Jako komplecista skupię się tylko na tych seriach, które rozpocząłem nabywać, a w nowe wchodzić bardzo świadomie i tak samo z pojedynczymi albumami. Mikrodawkowanie, jak ten odwyk nazwała Kaśka, poskutkowało tym że po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy, nie musiałem się bez przerwy zapożyczać oraz nie żałować na inne rzeczy, które do tej pory sobie odpuszczałem. Zresztą spora część tej nadwyżki, idzie teraz na zwierzyniec oraz eksploatację auta, które zakupiłem na spółkę z mamą.

Prowadzenie od ponad 10 lat rachunkowości, pozwala wychwycić różne tendencje w wydatkach, jak i zaplanować łatanie budżetu. Z takich ciekawszych obserwacji, o 40 zł spadły mi miesięczne wydatki na alkohol, bo od lipca praktycznie nie piję, po części dlatego żeby wspierać w abstynencji Kamila, chociaż bardziej z powodu przyjmowanych (znowu) antydepresantów. Zresztą na zdrowie wydawałem 1500 złotych więcej, ale głównie z powodu zaniedbanego zęba, który trzeba było wyleczyć kanałowo. Ciut mniej wydałem na szeroko pojętą kulturę, ale to raczej nie dziwi z braku na nią czasu. Ponad 100% podskoczyły mi dojazdy na wieśkę (pociągiem i autem), jednak to również nie jest zaskoczeniem, skoro aktualnie żyję na dwa domy. Dobrze, że Kaśka oficjalnie zamieszkała w Fordonie, współdzieląc czynsz oraz opiekując się teraz (w okresie zimowym) zwierzakami.

Sprawy po tacie w większości zostały wyprostowane i w sumie tylko jedna kwestia spędza mi sen z powiek, ale na chwilę obecną jest nie do rozwiązania, więc muszę się z nią po prostu oswoić i próbować znaleźć jakieś wyjście z patowej sytuacji. Prace jako takie ograniczone były do porządkowania i utylizacji "pamiątek" po Heńku, w czym ogromnie pomaga mi Kamil, bo głównie z powodów sentymentalnych nie byłem na siłach, żeby zrobić to samemu. W tym roku chciałbym dokończyć wykończeniówkę domu (ostatecznie zaizolować całość, mieć źródło wody, zrobić łazienkę). Jak starczy sił oraz finansów, to przygotować miejsce na komiksową kolekcję oraz ogródek, a sauna pozostaje jeszcze w sferze marzeń. Dopiero wtedy można zdecydować się na sprowadzenie się tutaj na stałe.

W pracy totalnie bez zmian, a specka nudna jak flaki z olejem i zwykłe zawracanie dupy. Jeszcze tylko pół roku praktyk na różnych oddziałach i jesienią egzamin.

środa, 28 maja 2025

Polaroidowe góry

Kasprowy Wierch

Kościelec

Śnieżne Kotły

Rudawy Janowickie

sobota, 24 maja 2025

Wyjątkowo zimny maj

W zeszłym tygodniu nie było SZF, bo po pierwsze byłem w rozjazdach, a po drugie miałem mało czasu, żeby zaplanować jakąś wcześniejszą publikację, z czego dość często korzystam.

Wyjazd był bardzo intensywny oraz najeżony różnej maści atrakcjami. Ruszyłem z Bydgoszczy w czwartek po północy, by wczesnym świtem dojechać do Kamieńca Ząbkowickiego, nad którym góruje pałac Marianny Orańskiej.
Następnie przemieściłem się do Bielawy oraz Dzierżoniowa, a stamtąd spacerem w deszczu do pałacu Nowizna, gdzie Kamila Szybalska wyprawiała trzydzieste urodziny oraz kolejną edycję sanatoryjnych ekscesów.
Po hucznym wieczorze oraz wypełnionym sesjami zdjęciowymi piątku, późnym popołudniem śmigałem do Warszawy.
Sobota była dniem komiksowym, ponieważ tradycyjnie o tej porze roku odbywały się Międzynarodowe Targi Książki, a wraz z nimi Komiksowa Warszawa.
Niedziela upłynęła na podziwianiu wystaw w nowym Muzeum Sztuki Nowoczesnej, a wieczorem ekstatycznie podrygiwałem na połączonych koncertach Noviki oraz Reni Jusis. Po tak intensywnym weekendzie dosłownie padam z nóg!
Rolkę Fomapan 100, aparatem Yashica Mat, wypstrykał Grzegorz Pawelski

sobota, 10 maja 2025

Atlas wśród karkonoskich skał


foto - Piotr Pietryga
czas - 05.2015
Plener Michałowice

sobota, 22 marca 2025

Śnieżyczkowe nowalijki

Kontynuując wątek dyptykowy, tym razem wiosenne przebiśniegi uchwycone w rezerwacie Śnieżynka.


Pozował Kamil.

środa, 1 stycznia 2025

Krótki bilans 2024

W dzienniczku rozpoczętym jeszcze w zeszłym roku, w dzień sylwestrowy zamieściłem króciutkie podsumowanie mijającego 2023, bo z racji pozornego marazmu, nie było zbytnio czego wyliczać. Nie wiem czy to skutek tamtej pisaniny, czy zadziałały inne czynniki, ale tegoroczny bilans zysków (straty pomińmy milczeniem) będzie ciut dłuższy.

Przejechałem rowerem najwięcej odkąd zacząłem szczegółowo liczyć, czyli od 2020 roku. Stuknęło 3826,4 km, więc jak tak dalej pójdzie, być może niedługo przekroczę 4000 km rocznie!

Korzystając z karty Cinema Unlimited, wyciskam z niej MAX!!! Chyba ogranicza mnie tylko czas, który nie jest z gumy. Na wielkim ekranie zobaczyłem 134 seanse, z czego jeden to była sztuka teatralna w kinowym formacie, raz byłem na maratonie filmów Studia Ghibli, więc za jednym zamachem zaliczyłem 4 filmy, kilka filmów obejrzałem po dwa razy, a trzy przeżyłem w formacie 4DX, płatnym dodatkowo. Dwanaście dzieł (tyle co miesięcy w roku) jakie zrobiły na mnie największe wrażenie, to w kolejności pojawiania się na dużym ekranie. Biedne istoty, Przesilenie zimowe, Anatomia upadku, Challengers, Deadpool & Wolverine, Wredne liściki, Bulion, Substancja, Smok Diplodok, Joker 2, Kąpiel diabła oraz Perfect days, który zachwycił mnie najbardziej.

Miało być tak ambitnie z ograniczaniem kompulsywnego kupowania komiksów, a z rachunkowości wychodzi, że cały plan poszedł się jebać i wydałem więcej niż w roku poprzednim. Prawdopodobnie wynika to z tego (tutaj mogę tylko pogdybać, bo nie prowadzę bilansu ilościowego), że choć wydawało mi się iż kupuję mniej komiksów (dlatego kłuły w serduszko te, z których świadomie rezygnowałem), to pewnie wybierałem te droższe, więc pewnie ilość była faktycznie mniejsza, a finalnie wydatek wyszedł większy. Cóż... W przyszłym roku dalsze próby samoograniczania, które mam nadzieję będą bardziej skuteczne. 

Powody większego pilnowania budżetu są dwa. Po pierwsze zapisałem się na specjalizację z pielęgniarstwa anestezjologicznego, która niestety jest odpłatna. Pierwszy zjazd był zupełnie bezbolesny, bo odbywał się online, czyli odpalałem prezentacje danego dnia i zajmowałem się swoimi sprawami. Drugi powód to pożyczka jaką wziąłem od pracodawcy i przez najbliższe trzy lata będę ją spłacał. Nie jestem zwolennikiem takich rozwiązań finansowych, ale niestety sytuacja mnie do tego zmusiła. Może kiedyś będę mógł podzielić się tą historią bardziej otwarcie.

Będąc przy rodzicielskiej działce w tym roku prowadziłem intensywne, ziemno-wodne prace inżynieryjne. Postanowiłem ucywilizować brzeg jeziora, machając szpadlem (2 złamane) od wiosny do jesieni. Zejście do wody od zawsze funkcjonowało tylko poprzez stalowo-drewniany pomost, który po wielu latach i niszczycielskiej sile lodu, totalnie chylił się ku upadkowi, a wielu desek brakowało. Wykarczowałem więc sporą połać trzcin, ale w taki sposób żeby od brzegu mieć zaciszną zatokę, osłoniętą od strony jeziora resztą trzcin, zostawiając tylko wąski przesmyk dla ludzi i łodzi. Pozyskany dzięki temu materiał roślinno-ziemny, wykorzystałem do wyrównania terenu przy samym brzegu, żeby stworzyć wygodne miejsce pod namiot oraz na rozłożenie kocyków. Jednak najwięcej pracy kosztowało zbudowanie grobli w miejsce zdemontowanego pomostu. Jestem baaardzo dumny z tej pracy!!! "Trochę" też pomagałem przy budowie nowego domku taty oraz ogarnianiu infrastruktury wokół. Szpadel, piła i sekator to moje ulubione narzędzia, choć nadal uważam, że jestem majsterkowym melepetą.

poniedziałek, 15 maja 2023

Matka Gaja

Zamieszkiwana przez nas planeta nie ma łatwo z tymi lokatorami. Przez długi okres czasu funkcjonowaliśmy na tym globie w sposób zrównoważony. W wielu kulturach powstał mit Matki Ziemi, choć w niektórych przewijał się ojciec, ale kto by się współcześnie szarpał o płeć rodziciela. Chodziło w nim o to, że powołując nas (ludzkość) do życia, traktowała jak resztę swojej dzieciarni, czyli głównie dbała, pielęgnowała, zapewniała wikt i opierunek, czasem pogroziła palcem, a zdarzało się też troszeczkę przetrzebić niesforne pogłowie.

Aktualnie żyjemy w ciekawych czasach, w których część z ludzi stara się dbać o tą Matkę, to jednak większość wydaje się totalnie jej nie zauważać oraz ignorować, będąc sami sobie "sterem, żeglarzem i okrętem", przez co jako populacja weszliśmy w okres pasożytniczy w ekosystemie, powoli zabijając organizm nas żywiący. 
Stoimy w tej chwili na rozdrożu, mając jeszcze możliwość opamiętania i życia w równowadze. Obawiam się jednak, że kroczymy jeżeli nie ku samozagładzie, to unicestwieniu reszty tej całej różnorodności, powoli znikającej przez człowiecze działania i na naszych oczach. Sami być może zdążymy się dostosować do tych niekorzystnych zmian, egzystując w tej ruinie, którą sami tworzymy.
W rolę Gai wcieliła się Kamila Szybalska.

wtorek, 9 maja 2023

Flower Power

Ponad rok temu zrobiłem polaroidem swoją pierwszą podwójną ekspozycjępierwszą podwójną ekspozycję

Widocznie był to fart debiutanta, bo później robiłem kolejne podejścia do tej techniki, ale nic z tego już nie wychodziło, aż do teraz.

poniedziałek, 17 stycznia 2022

MERCURY retrograde & wolf MOON

Do podwójnej ekspozycji polaroidem przymierzałem się od bardzo dawna i choć nie jest to jakoś specjalnie skomplikowane, to miałem spore opory żeby się przełamać.

Właśnie trwa retrogradacja merkurego, a na nocnym niebie jasno świeci wilczy księżyc, jeżeli dołożyć do tego blue monday, to mamy znaki-sraki, czyli teraz albo nigdy.