Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturyzm. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 maja 2025

Wyjątkowo zimny maj

W zeszłym tygodniu nie było SZF, bo po pierwsze byłem w rozjazdach, a po drugie miałem mało czasu, żeby zaplanować jakąś wcześniejszą publikację, z czego dość często korzystam.

Wyjazd był bardzo intensywny oraz najeżony różnej maści atrakcjami. Ruszyłem z Bydgoszczy w czwartek po północy, by wczesnym świtem dojechać do Kamieńca Ząbkowickiego, nad którym góruje pałac Marianny Orańskiej.
Następnie przemieściłem się do Bielawy oraz Dzierżoniowa, a stamtąd spacerem w deszczu do pałacu Nowizna, gdzie Kamila Szybalska wyprawiała trzydzieste urodziny oraz kolejną edycję sanatoryjnych ekscesów.
Po hucznym wieczorze oraz wypełnionym sesjami zdjęciowymi piątku, późnym popołudniem śmigałem do Warszawy.
Sobota była dniem komiksowym, ponieważ tradycyjnie o tej porze roku odbywały się Międzynarodowe Targi Książki, a wraz z nimi Komiksowa Warszawa.
Niedziela upłynęła na podziwianiu wystaw w nowym Muzeum Sztuki Nowoczesnej, a wieczorem ekstatycznie podrygiwałem na połączonych koncertach Noviki oraz Reni Jusis. Po tak intensywnym weekendzie dosłownie padam z nóg!
Rolkę Fomapan 100, aparatem Yashica Mat, wypstrykał Grzegorz Pawelski

sobota, 10 maja 2025

Atlas wśród karkonoskich skał


foto - Piotr Pietryga
czas - 05.2015
Plener Michałowice

sobota, 22 marca 2025

Śnieżyczkowe nowalijki

Kontynuując wątek dyptykowy, tym razem wiosenne przebiśniegi uchwycone w rezerwacie Śnieżynka.


Pozował Kamil.

niedziela, 29 grudnia 2024

Freedom

Podsumowanie nie jest dostępne. Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.

piątek, 7 sierpnia 2020

R.I.P. Robert

Oficjalnie poznaliśmy się na początku czerwca, gdy poprosiłem go o zrobienie zdjęcia w projekcie ofelionowym

Był bardzo zestresowany zaistniałą sytuacją, że obcy, nagi facet, prosi go o cyknięcie fotki jakimś dziwnym aparatem, gdy ten będzie udawał trupa leżącego gdzieś w zalanej Wisłą trawie, jednak dzielnie podołał zadaniu, a w trakcie późniejszej rozmowy, nawiązała się niezobowiązująca znajomość naturystyczna.

Tak. Spotkaliśmy się na dzikiej, fordońskiej plaży naturystycznej, Właściwie to widywaliśmy się już rok wcześniej, ale wtedy chyba zaczynał swoją "przygodę" z golizną w naturze, bo był tak wystraszony, że nawet cześć nie był w stanie odkiwać i kryjąc się za rowerem, nerwowo wciągał majtki gdy widział, że ktoś patrzy.

Bawiło mnie to.

Przy bliższym poznaniu okazał się niezwykle miłym, ciekawym oraz inteligentnym rozmówcą. Pracownik poczty, z wiadomych przyczyn był bardzo zdenerwowany pseudowyborami prezydenckimi. Żona pracująca w moim zawodzie, ale w innym szpitalu, z którą pod koniec czerwca obchodził rocznicę ślubu. Dwójka nastoletnich dzieci (córka i syn), z których był bardzo dumny.

W sumie przez te dwa miesiące spotkaliśmy się kilka razy i korzystając z okazji, że już był przyuczony do obsługi Polaroida, za każdym razem "wykorzystywałem" go do robienia zdjęć.

Ostatni raz widzieliśmy się w połowie lipca. Później zaczynał urlop i wybierał się z rodziną nad morze.

Korzystając z wolnego popołudnia i pięknej pogody, dzisiaj także wypoczywałem nad rzeką. W pewnym momencie podszedł do mnie inny znajomy plażowicz, pytajać czy wiem coś o tym, że osoba bywająca tutaj, niedawno utopiła się w Sarbinowie i wczoraj odbył się jej pogrzeb w Fordonie. Chwilę później doznałem silnego uczucia deja vu, że niedawno niepokoiłem się przedłużającą się nieobecnością Roberta, po czym pojawił się nagle roześmiany i skarcił mnie za takie myśli. 

Nie zastanawiając się wsiadłem na rower i pojechałem na cmentarz, znalazłem świeży grób i wszystko co mi o sobie powiedział się zgadzało.

Jakbym dostał obuchem w potylicę. Usiadłem na pobliskiej ławce i zalałem się łzami, głównie z powodu całej niesprawiedliwości życia i śmierci.

Robert w moim życiu był zaledwie meteorem, który zjawił się tylko na chwilę.

To nic, że na nagrobku widnieje zupełnie inne imię. Pod tamtym był kochającym synem, bratem, mężem i ojcem. W mojej pamięci zostanie uśmiechniętym, ciągle wystraszonym swoją nagością rówieśnikiem, współplażowiczem i rozmówcą.

Powyższe zdjęcie wystalkowałem z jego profilu fejsbukowego, będące jego pierwszym profilowym.

Póki co mam niewielkie doświadczenie w żegnaniu bliskich i znajomych. Odeszli moi dziadkowie, ciocia którą ledwo znałem, Andrzej Bersz jako przykład znanej i lubianej postaci, która gaśnie zbyt szybko, szwagierka mojego brata, osieracająca trójkę dzieci, w pamieć wryła mi się nagła śmierć na białaczkę salowego z poprzedniej pracy, bo to ona dobitnie uzmysłowiła mi jak ulotne jest życie. Tragiczna śmierć Roberta przypomniała mi tamte uczucia i fakt, że bardzo łatwo przywiązuję się do ludzi, natomiast niezwykle trudno godzę się z ich stratą.

Byłbym beznadziejnym przypadkiem Nieśmiertelnego.

niedziela, 5 kwietnia 2020

Kanamara Matsuri

Podsumowanie nie jest dostępne. Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.

środa, 27 listopada 2019

Tęczowy rusek nad Morzem Północnym

Jak wspomniałem na zakończenie tej relacji, zamiast zostać z Izą w Amsterdamie do wieczora, żeby paradować w szpilkach po dzielnicy czerwonych latarni, po pięciokrotnych ablucjach kanałowych postanowiliśmy wyskoczyć nad pobliskie morze, żebym na dobitkę zaznał również w nim kąpieli.
Nie ma co oszukiwać! 
Rozkosze cielesne raczej wątpliwe. 
Pizgało wiatrem z zachodu, zacinając ostrym piachem po łydach, ale nawet jakby napieprzał grad wielkości kurzych jaj i tak bym wszedł.
Zresztą jak widać po perspektywie niektórych zdjęć, fotografka również weszła.

poniedziałek, 9 września 2019

Drugie spotkanie z B.

Na temat pierwszej sesji z M. rozpisywałem się w tym miejscu.
Okazało się, że mamy podobny zmysł estetyczny, co poskutkowało kolejnymi spotkaniami, przegadanymi wieloma godzinami, litrami przelanego alkoholu oraz niezliczoną ilością wspaniałych kadrów, czy całych projektów
 Kolejny raz spotkaliśmy się jeszcze przy okazji Ofeliona, w rocznicę ogłoszenia stanu wojennego. Zdjęcie, które wtedy powstało, podwójnie wyłamuje się ze ściśle założonych reguł. Po pierwsze zamiast pełnej sylwetki, kadr został ucięty gdzieś w okolicach kolan, a po drugie pojawia się tam cień tajemniczej kobiety. Po latach mogę napisać, że jest nią Izabela Kozłowska, z którą M. umówił się wtedy na sesję, w towarzystwie wielkiego, pluszowego misia.
Pełnosesyjne, drugie spotkanie nastąpiło w lutym 2014 roku.
Pojechaliśmy w to samo miejsce co poprzednio i wbrew leżącym połaciom śniegu, nie było tak kurewsko zimno jak w listopadzie. Bezwietrznie, temperatura około zera, idealnie na zdjęciowe rozbieranki.
No dobra!!!
Czerwone końcówki naszych ciał, bo tradycyjnie partnerowałem Pauli, pokazują że odrobinę idealizuję warunki meteorologiczne.
Co jednak nie przeszkadzało nam w dobrej zabawie.