Od śmierci taty funkcjonuję w przelocie pomiędzy Bydgoszczą, a wieśką, nie mając czasu na zwykły relaks, bo ciągle coś. Wernisaż Kaśki w lubelskiej Galerii Labirynt, który był zaraz po pogrzebie, to był tylko ekspresowy wypad, żeby choć na sekundę oderwać się. Dopiero w ostatni czwartek udało mi się wyjechać rozrywkowo, na dwa koncerty w różnych miastach, z biletami kupionymi na początku roku.
Najpierw wyjazd do Wrocławia, gdzie zupełnie przypadkiem, niedaleko wynajmowanego apartamentu, natknąłem się na postmodernistyczną kamienicę zaprojektowaną przez Wojciecha Jarząbka, którą chciałem zobaczyć od bardzo dawna.
Wieczorem w Hali Stulecia odbył się koncert Kasi Nosowskiej i Piotra Roguckiego zatytułowany "Światło i Mrock", reklamowany jako pierwszy w Polsce koncert immersyjny, w którym podobno publiczność decyduje w jakiej aranżacji chce usłyszeć utwory. Nie do końca chce mi się wierzyć, że słuchacze faktycznie mieli na to wpływ, ale nie zmienia to faktu, że show było zajebiste, a wykonywane utwory idealnie wybrane pod wykonawców. Dodatkowo występowali jeszcze goście specjalni, czyli Doda i Kazik Staszewski.
W piątek wczesnym rankiem wyjazd Pendolino do Warszawy. To był mój pierwszy raz i szczerze mówiąc, gdyby nie promocyjna cena to bym się nie zdecydował, bo nie poczułem specjalnej różnicy od zwykłego "pośpiecha".
W stolicy najpierw zostałem zaciągnięty na wystawę immersyjną o Chopinie i było to tak gówniane doświadczenie, że nawet jednego zdjęcia tam nie zrobiłem. Później w Muzeum Warszawy wystawa "Lato, które zmieniło wszystko", opowiadająca o Festiwalu Młodzieży w 1955 roku. Rewelacja!!!
Na koniec dnia w klubie Niebo, wystąpiła szwedzka artystka Ionnalee, której aktualna trasa została zorganizowana z okazji dziesięciolecia wydania przepięknego albumu "Blue". Wyszedłem stamtąd zachwycony, z nową jej płytą pod pachą.Jeszcze chciałem być na wernisażu wystawy Zbigniewa Kasprzaka, na który pobiegłem lekko spóźniony do Muzeum Karykatury, by dopiero na miejscu przekonać się, że... pojebałem muzea, bo event odbywał się w Muzeum Komiksu... w Krakowie, więc wracając spacerkiem do mieszkania, zahaczyłem o socmodernistyczny blok.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 19 października 2025
czwartek, 24 czerwca 2021
Paradne czuczła
W miniony weekend odbyła się kolejna, jubileuszowa Parada Równości w Warszawie.
Po rocznej przerwie z powodu pandemii, tęczowi ludzie znowu gromadnie przeszli ulicami stolicy.
![]() |
| Lulla la Polaca |
![]() |
| Bastian |
![]() |
| Dekagma Spritz |
![]() |
| Filodendron DQ |
![]() |
| Graża Grzech |
![]() |
| Hekate Sama |
![]() |
| Lola Eyeonyou Potocki |
![]() |
| Lucy D'Arq |
![]() |
| Spell Wi |
![]() |
| Vrona |
poniedziałek, 9 września 2019
Drugie spotkanie z B.
Na temat pierwszej sesji z M. rozpisywałem się w tym miejscu.
Okazało się, że mamy podobny zmysł estetyczny, co poskutkowało kolejnymi spotkaniami, przegadanymi wieloma godzinami, litrami przelanego alkoholu oraz niezliczoną ilością wspaniałych kadrów, czy całych projektów.
Kolejny raz spotkaliśmy się jeszcze przy okazji Ofeliona, w rocznicę ogłoszenia stanu wojennego. Zdjęcie, które wtedy powstało, podwójnie wyłamuje się ze ściśle założonych reguł. Po pierwsze zamiast pełnej sylwetki, kadr został ucięty gdzieś w okolicach kolan, a po drugie pojawia się tam cień tajemniczej kobiety. Po latach mogę napisać, że jest nią Izabela Kozłowska, z którą M. umówił się wtedy na sesję, w towarzystwie wielkiego, pluszowego misia.
Pełnosesyjne, drugie spotkanie nastąpiło w lutym 2014 roku.
Pojechaliśmy w to samo miejsce co poprzednio i wbrew leżącym połaciom śniegu, nie było tak kurewsko zimno jak w listopadzie. Bezwietrznie, temperatura około zera, idealnie na zdjęciowe rozbieranki.
No dobra!!!
Czerwone końcówki naszych ciał, bo tradycyjnie partnerowałem Pauli, pokazują że odrobinę idealizuję warunki meteorologiczne.
środa, 31 lipca 2019
Polaskowy street
Sporadycznie zdarza mi się strzelić polaska w przestrzeni miejskiej.
Pokazywałem już zbiór fotografii warszawskich, poniżej zdjęcie poczynione podczas ostatniej Parady Równości.
Szczecińską Filharmonię ustrzeliłem podczas wyjazdu na Plener Zachodniopomorski.
Dwa nieudane polaroidy są jednymi z pierwszych jaki poczyniłem, przy użyciu pożyczonego aparatu typu 600, czyli uroki nauki nowego medium.
Pierwsze zostało zrobione w holu łódzkiego hotelu Andel's, gdzie było po prostu zbyt ciemno i ledwo widać ludzką sylwetkę, znajdującą się na pierwszym piętrze.
Drugie jest podwójnie nieudane. Po pierwsze z racji minusowych temperatur, a wówczas nie wiedziałem, że ten parametr ma znaczący wpływ na chemię, fotografia jest niewyraźna i zzieleniała. Po drugie, obstawiam, że z tego samego powodu, choć to dziwne i zaskakujące, po lewej stronie, na pierwszym planie, powinien zwisać okazały, ludzki kutas, tymczasem zarysował się kawałek ciemnej kurtki.
Ostatnie zdjęcie przedstawia odwrócony sedesowiec wrocławskiego Manhattanu.
Tym wpisem kończę regularne, cotygodniowe prezentowanie polaroidów, które oficjalnie zainicjowałem w zeszłym roku.
Polaroidy to drogi sport fotograficzny i najzwyczajniej skończyły mi się na niego fundusze.
W archiwum jeszcze trochę zdjęć do publikacji zostało i będę z nich wyskakiwał nieregularnie, oczywiście zawsze w środę.
środa, 12 czerwca 2019
środa, 20 marca 2019
Plastyczna stolica
Tak jak Warszawy nie lubię, tak muszę przyznać, że jest inspirującym miejscem do robienia zdjęć.
Poniższy polaroid jest jednym z moich ulubionych!
Jak przechodziłem tamtędy, od razu ujrzałem ten motyw w kadrze, tylko akurat nie miałem przy sobie aparatu. Z duszą na ramieniu leciałem co sił po niego, a później ustawiałem kadr, żeby tylko osoba trzymająca balony, nie zmieniła w tym czasie pozycji.
Trzy kolejne to jedne z prób sprzętowych, tutaj mające na celu sprawdzenia możliwości wkładów SX-70, robionych przy świetle zastanym, robionych we wnętrzach muzeum Polin.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































