Kolejny tydzień kulturowej posuchy...

Zatem znowu muszę się sprężyć oraz spiąć poślady i próbować coś popisać oględnie qlturalnie.
Niech będzie.
Tym razem popastwię się nad lubelskimi, bilbordowymi Przygodami Leszka, które miałem przyjemność obejrzeć, dotknąć i polizać.
Przebieg akcji, został tydzień temu
opisany na łamach internetowego
Zinola.
Teraz przedstawię Wam własną wizję lokalną, której dokonałem wczorajszym popołudniem.
Gdzieś w połowie drogi między Placem Litewskim, a Ogrodem Saskim, czyli w ścisłym centrum miasta, aczkolwiek w bocznej uliczce, na tyłach, a dokładnej bocznej ścianie dyskontu spożywczego, znajduje się 5 (pięć) zdezelowanych ram bilbordowych, które posłużyły jako plansze tegoż komiksu.

We wspomnianej relacji, nie ma zamieszczonej pełnej wersji przygód, dlatego zanim przejdę do samej oceny akcji, macie niepowtarzalną okazję, zapoznać się z całością.
Jak powiedział scenarzysta, komiks równie dobrze można czytać w obu kierunkach, ja pozwolę sobie zamieścić plansze w wersji klasycznej, czyli od lewej do prawej (za pierwsze nieostre zdjęcie, serdecznie przepraszam).




Jak widać na ostatnim zdjęciu, KOMIKS wzbudza zainteresowanie wśród przechodniów.

O samym scenariuszu wiele powiedzieć się nie da, bo cóż można przedstawić w pięciu odrębnych kadrach, w dodatku będąc ograniczonym wymaganiami (treściami) narzucanymi przez sponsora/kuratora akcji.
Zatem odrobinę uwagi poświęcę samym rysunkom Macieja Pałki, który moim zdaniem zmalował się świetnie.
Obrazki najlepiej oglądać z bliska, gdyż na takich dużych powierzchniach, znajduje się dużo szczególików (patrz zdjęcie otwierające posta) oraz mistrzowskie wykorzystanie dostępnego materiału i faktury.

Zastanawiam się, czy malownicze okoliczności przyrody (obecność azotolubnych pokrzyw i czarnych bzów, wskazuje na częste nawiedzanie tego miejsca, przez miłośników złotego trunku, którzy dodatkowo pozostawiają tu materiał dowodowy), były brane przy odmalowaniu treści na planszach.

Sami przyznacie, że jedno z drugim fajnie kontrastuje i koresponduje ;)
W szerszym kontekście, idealnie pokazuje to, gdzie w społecznych (polskich) potrzebach, funkcjonuje szeroko pojęta KULTURA.
Mimowolnie, codziennie się z nią stykamy, lejąc zazwyczaj szerokim strumieniem ignorancji i niezrozumienia.

Jeszcze gorzej ma się KOMIKS, który...

... czyli stanowi integralną część tejże olewanej kultury.
Podsumowując króciutko.
Chłopaki-Lubliniaki! Odwaliliście kawał zajebistej roboty!
Pokazujecie, że jak się chce, to się może ;)
Inna sprawa jest taka, że zwykli ludzie i środowisko komiksowe, leją na to sikiem prostym ;]
Trzymam kciuki za kolejne akcje ;D
Nie zapominajcie o kropli, która drąży kamień ;)))
Na zakończenie chciałbym zauważyć, że Lublin jest jednym z piątki finałowych miast (pozostałe to: Gdańsk, Katowice, Warszawa, Wrocław), ubiegających się o miano
Europejskiej Stolicy Kultury.

Widać to na każdym kroku, bo miasto, włodarze, działacze i mieszkańcy, starają się na każdym kroku, żeby nią się stało. Ewidentnie widać, że wszystkim bardzo zależy, a ja mocno kibicuję temu zadupiu ;D
Jutro przyjeżdżają jurorzy konkursu oceniać postępy, a przy okazji wydawana jest
książka o lokalnej kulturze (w tym o komiksie).