Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Qch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Qch. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 września 2021

Chmielowym TRiA'Tem do EC1 przez MFKiG

Działo się to pewnego razu w mieście Łodzi, gdzie corocznie jesienią odbywa się MFKiG.
Z tej okazji w EC1, odbywała się przekrojowa wystawa Papcia Chmiela, twórcy przygód Tytusa, Romka i A'Tomka.

Poszliśmy tam z Agnieszką Surdej oraz Rafałem Błochem.
Zabawa była przednia, a po wszystkim poszliśmy na pizzę do skowronkowego Grubego Benka.

sobota, 19 kwietnia 2014

Bizzare bite 10 - Łosoś pod kołderką cytrusowo-korzenną

Jutro Wielkanoc zatem proponuję rybę na śniadaniowy stół.

ŁOSOŚ POD KOŁDERKĄ CYTRUSOWO-KORZENNĄ 
Składniki:
0,5 kg filetu z łososia (świeży),
0,5 kg marchewki,
pół selera,
2 pomarańcze,
1 grapefruit,
1 cytryna,
pół puszki ananasa w kostce + cały sok,
4 łyżki rodzynek,
4 łyżki płatków migdałowych,
4 łyżki cukru,
łyżeczka soli,
łyżeczka gałki muszkatułowej,
łyżeczka czarnuszki,
pół łyżeczki ostrej papryki,
liść laurowy,
szklanka wody.
Czas przygotowania: 1,5 godziny.

Sposób przygotowania:
Rybę porcjujemy, korzenie i owoce (oprócz cytryny) obieramy, kroimy w kostkę (2 marchewki w centymetrowe talarki), cytrynę porządnie szorujemy i kroimy na pół centymetrowe plastry.
Do garnka z szerokim dnem wlewamy wodę i sok z ananasa, wrzucamy warzywa oraz cytrusy (bez ananasa). Posłodzić, posolić, przyprawić, zamieszać, na wierzch położyć kawałki ryby, doprowadzić do wrzenia i dusić na małym ogniu przez 25 minut. Nie mieszać.
Następnie wyjąć rybę na osobny talerz, odcedzić resztę składników, a płyn zredukować na ogniu do połowy, dodając do niego rodzynki, migdały oraz ananasa.
Znowu cedzimy, wywar dodajemy do poprzednich składników (uprzednio wyjmując marchewkowe talarki oraz połowę cytrynowych plastrów) i miksujemy na jednolitą, puszystą masę.
Łączymy to z ananasem, migdałami, rodzynkami oraz talarkami marchwiowymi. Podgrzewamy.
Na dno wysokiego pojemnika wylewamy część masy, na to wykładamy kawałki ryby, zakrywamy częścią masy, znów ryba itd.
Na wierzch reszta masy. Dekorujemy płatkami migdałów, rodzynkami oraz plasterkami cytryny.

Można jeść od razu. Jednak proponuję włożyć do lodówki na kilka godzin i konsumować na zimno jak się wszystko przegryzie.

ŻYCZĘ ZDROWYCH, POGODNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH.

czwartek, 5 grudnia 2013

Bizzare Bite 9 - Dusty cow

Dzisiaj jest rocznica śmierci największego (moim zdaniem) kompozytora - Wolfi Amadeo Mozarta!
Z tej okazji pozwoliłem sobie zaprosić do wspólnego gotowania dwoje freakowatych tfurców, czyli słynny team HamKid!
Chłopaki ochoczo wzięli się do pracy i przystąpili do gotowania kulinarnej wariacji cyklu "Dusty", w którym powstały prace w najprzeróżniejszych technikach :
- tuszaki 1 i 2;
- ołówek;
- akryl;
- olej;
- grafiki warsztatowe;
- gipsoryt
- batik;
- kolaż;
- performance.
Mozart był podobno strasznym łasuchem, zatem naturalny wybór dania dla uczczenia muzyka jest deser, a dokładniej Krówka, czyli w tym układzie:

DUSTY COW
Składniki:
0,5 litra śmietanki,
0,5 litra mleka,
250 gram masła,
1 kg cukru.
Czas przygotowania: minimum 5 godzin.

Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki umieścić w jednym garnku z szerokim dnem.
Dłuuugo gotować na małym ogniu, intensywnie mieszając.
Uwaga!!! W początkowym etapie substancja mocno kipi!
Gdy płyn zgęstnieje, całość wylać na blachę wyłożoną pergaminem.
Czekamy aż wystygnie, kroimy w kostkę i ŻREMY bez umiaru.
Niestety eksperyment kulinarno-artystyczny nie udał się, gdyż na właściwej stronie krowiego placka nie odbił się wizerunek Dusty'ego, tak misternie nanoszony cynamonem na matrycę.
Super było patrzeć na dwójkę tych wariatów uwijających się w kuchni.
Wyglądali zupełnie jak w poniższym balecie.

HamKid nadaje ton!!!
Na powyższym zdjęciu pozujemy razem z pracą "Polish Fantasy".

sobota, 21 września 2013

Bizarre bite 8 - Grillowany pstrąg w sosie malinowym

Oj zapuściłem trochę bloga pod względem kulinarnym, bo od ostatniego Bizzare Bite'a minęło ponad 1,5 roku!
Sezon grillowania już za nami, jednak postanowiłem podzielić się z Wami, przepisem na rybę z grilla w wersji jesiennej.
Z góry przepraszam za dość marnej jakości zdjęcia, ale danie było przygotowywana przed zmrokiem, w miejscu gdzie brak sztucznego oświetlenia.

GRILLOWANY PSTRĄG W SOSIE MALINOWYM
Podstawą całego dania jest oczywiście pstrąg, o złowienie którego poprosiłem Pana Opheliona.
05.07.2013.
Składniki:
1 pstrąg,
1 twarde, kwaśne jabłko,
2 marchewki,
2 średnie buraki,
garść malin,
2 gałązki świeżego lubczyku,
olej rzepakowy,
ostra papryka i cukier.
Czas przygotowania: 1 godzina.

Sposób przygotowania:
Rybę patroszymy, a do brzuszka wkładamy lubczyk oraz ćwiartki jabłka. Tak spreparowane truchełko zawijamy w folię aluminiową.
Umyte, nieobrane, całe buraki oraz obraną i pokrojoną w talarki marchewkę również ładujemy do osobnego amelnium.
Ryba wędruje na ruszt, a warzywa do żaru (ogień na zdjęciu jest celowo, żeby było cokolwiek widać).
Warzyw nie ruszamy, a pstrąga pieczemy po 15-20 minut na każdym boku.
Do rozgrzanego małego garnuszka lub głębokiej patelni wlewamy odrobinę oleju i wsypujemy maliny.
Gdy owoce się rozbełtają, a płyn ulegnie redukcji, dodajemy paprykę oraz cukier (wedle upodobań smakowych).
Upieczoną, a właściwie uduszoną rybę wyjmujemy z folii, oddzielamy mięso od ości i skóry (odchodzi bezproblemowo).
Buraki obieramy ze skórki, kroimy w plastry.
Wykładamy na półmisek, razem z marchewką i jabłkami z brzucha.
Całość polewamy sosem oraz dorzucamy kilka malin (zapomniałem dodać do zdjęcia) w celach dekoracyjnych.
Et voila!

W przygotowaniu oraz konsumpcji dzielnie pomagała mi Pan Kimonek.
Dziękuję z całego serduszka!

Jeśli ryba nam zostanie, albo jeszcze lepiej jesteśmy w posiadaniu wędzonej, to na śniadanie można zrobić takie pyszne kanapki.

wtorek, 3 lipca 2012

Fafik's travels 27 - Podlasie: Zapomniany Drohiczyn

Wspomniana wczoraj historyczna stolica Podlasia, miejsce koronacji jedynego króla w dziejach Rusi (Daniela Romanowicza - prawnuka Krzywoustego), występujący w "Potopie" Sienkiewicza, wówczas największe miasto w regionie, który w zawierusze dziejów przekształcił się w prowincjonalne miasteczko do tego stopnia, że w filmiku promocyjnym województwa podlaskiego, nie poświęcono mu ani sekundy.
Karygodny błąd!
Żadna Białowieża, żaden Goniądz, ani Supraśl, tym bardziej Siemiatycze, a już wcale pominięte w podlaskiej relacji Krynki (kompletnie marnują swój potencjał), nawet bajkowy Tykocin, nie zasługują na miano najbardziej malowniczego miasteczka Podlasia (jeśli nie całej Polski).
Położony na wysokim brzegu Bugu,
skąd rozpościera się przepiękny widok na tą dziką rzekę.
Taki mały (żwawym krokiem można go obejść w pół godziny), a przy tym niezwykle bogaty w zabytki.
Na początku XVII w. (w czasach swojej świetności) były tutaj 3 kościoły, 5 cerkwi i 4 klasztory w tym dwa katolickie (franciszkanów i benedyktynek), dodatkowo szpital, apteka i szkoła. 
Obecnie podziwiać można: 
Zespół klasztorny Jezuitów
z Katedrą Trójcy Przenajświętszej.
Kościół Franciszkanów pw. Wniebowzięcia NMP
Zespół klasztorny Benedyktynek z kościołem pw. Wszystkich Świętych, który swoją fasadą kojarzył mi się z Soborem Zmartwychwstania Pańskiego w Petersburgu.
Cerkiew Świętego Mikołaja
Przydrożną kapliczkę barokową, z drewnianą figurą św. Jana Nepomucena
oraz kilka dodatkowych atrakcji (bunkry, zabytkowe domy, czy nieistniejącą obecnie lewobrzeżną część miasta, zwaną Ruską Stroną).
Nawet miejskie toalety są zabytkowe, a do tego wyposażone jak na XXI wiek przystało (na ścianie wisi komputer z darmowym dostępem do internetu).
W ramach poznawania nowych smaków (jeść przecież trzeba), gorąco zachęcam Państwa do wizyty w Pensjonacie Irena (można tam również otrzymać tani, wygodny nocleg), 
gdzie serwowane są regionalne zaguby (kluski nadziewane surowymi, tartymi ziemniakami).
Niebo w pyszczku!!!
Nie zjeść zagubów w Drohiczynie, to jak nie skosztować śledzia nad Bałtykiem, czy oscypka w górach.
Nasza towarzyszka podróży, która była już tutaj poprzednim razem, specjalnie dzwoniła do lokalu dzień wcześniej (żeby na pewno były), a później wyciskała ze swojego autka maksymalne parametry (żeby koniecznie zdążyć przed zamknięciem).

Jeżeli jesteście już na Podlasiu, w żadnym wypadku nie omijajcie tego miasteczka!

czwartek, 28 czerwca 2012

Fafik's travels 27 - Podlasie: Restauracja Carska

Nieco na uboczu, w zabytkowym budynku stacji kolejowej Białowieża Towarowa, znajduje się ekskluzywna Restauracja Carska
Na torach kolejowych są stare lokomotywy parowe, 
samochód Warszawa, przerobiony na drezynę, 
a na peronach postawiono stoliki pod parasolkami. 
Wchodząc do wnętrza, można poczuć carski klimat (to zasługa bogatego wystroju, który jest pokazany na tym nieprofesjonalnym filmiku), 
a także poczuć się jak carska... służba (to zasługa nadętego kelnera, który klasyfikuje gości według ubrania). Patrząc na nasze "leśne stroje", natychmiastowo posadził nas w "ubogiej", kameralnej, salce bocznej (tłumaczymy to sobie, że pewnie wziął Panka i jego towarzyszkę za romantyczną parę zakochanych). 
Ze względu na ograniczone możliwości czasowo-finansowe, wpadliśmy tam tylko na deser, zamawiając intrygująco brzmiącą babkę owsianą z bakaliami i miodem (cena 20 zł). 
Pomysł ciekawy (odrobinę kojarzący się z żydowską paschą, na bazie białego sera), wykonanie takie sobie. 
Ot, płatki owsiane na mleku, zagęszczone żelatyną (sic!), całość obsypana bakaliami i obficie polana miodem (chyba dla zamaskowania nijakiego smaku). 

Zerkając do Gastronautów, knajpa rzeczywiście zbiera cięgi za fatalną obsługę i słabe żarcie. 
Koniecznie zajrzyjcie tam w celach turystycznych (zdecydowanie warto). 
Posiłki odradzam!

czwartek, 21 czerwca 2012

Fafik's travels 27 - Podlasie: Tatarska Jurta

We wspominanych wczoraj Kruszynianach jest gospodarstwo agroturystyczne prowadzone przez Panią Dżenettę Bogdanowicz - Tatarska Jurta
Jest ona obowiązkowym punktem programu, podczas pobytu w tej miejscowości, zatem nie dziwi fakt, że nawet sam Książę Karol wpadł tutaj z wizytą

Z jadłodajnią Pani Dżenetty mam problem (jak też popularni Gastronauci), bo z jednej strony jest to jeden z niewielu lokali w kraju, gdzie można poczuć prawdziwy smak polskiej egzotyki i klimat przedrozbiorowej wielokulturowości, z drugiej strony z racji sporej ilości przewijających się tędy turystów, ma się wrażenie stołówkowej "masówki". 
Przechodząc do samych potraw są to typowe dania jednogarnkowe. 
Jak pamiętamy, Tatarzy byli nacją charakteryzującą się w dawnych czasach dużą mobilnością (koczownicy), zatem jedzenie przygotowywano jak najprościej, z tego co aktualnie było pod ręką (mięso, warzywa, ciasto, przyprawy, wrzucone do jednego naczynia, zapieczone, usmażone lub ugotowane). 
Koronnym przykładem jest pierekaczewnik
Stali klienci pamiętający bardziej kameralne czasy tego lokalu, podkreślają że jakościowo dania trzymają cały czas wysoki, równy poziom. 
O ile do głównych dań nie mam żadnych zastrzeżeń (baaardzo smaczne), o tyle do sposobu podania już tak, gdyż obojętnie co było na talerzu, towarzyszył temu "nieśmiertelny", polski zapychacz - surówka z kapusty (zgroza!!!). 
Wnętrze z długimi, drewnianymi ławami, ozdobione tatarskimi gadżetami, kojarzy się z nieco egzotyczną stołówką. Niestety podobnie jest z węzłem sanitarnym, w którym akurat gdy tam przebywałem, strach było czegokolwiek się dotknąć. 

Podsumowując mogę stwierdzić, że jest to miejsce nierówne. 
Na plus zasługują: 
- egzotyczne, pyszne dania główne, 
- niewygórowane ceny, 
- miła, szybka obsługa, 
- pani Dżenetta, przechodząca się wśród gości i zagadująca ich. 
Minusami są: 
- powtarzalność potraw (wspomniana jednogarnkowość) i dodatki, 
- cepeliowy, masowy klimat.

Jak zwykle zachęcam Was do samodzielnego wyrobienia sobie opinii.