Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2026

Yuanxiao

Od zawsze fascynowały mnie świetliste festiwale, gdzie ogień gra główną rolę. Noc Kupały (skakanie przez ognisko, puszczanie wianków, poszukiwanie kwiatu paproci), Adwent (odpalanie czterech świec co tydzień, wieczorne roraty z lampionami), Święto Zmarłych (masowe zapalanie zniczy na grobach), żydowska Chanuka (dziewięcioramienny świecznik), hinduskie Diwali, czy azjatyckie święta lampionów i wiele innych. Dzisiaj obchodzimy chińskie Yuanxiao, podczas którego w pierwszą pełnię nowego roku, zapala się czerwone latarnie.

Z racji tego, że ostatnio w jednym terminie nagromadziło się u mnie ptasich trucheł, pomyślałem sobie że zrobię im przy okazji tego święta pochówek nad jeziorem, robiąc też z nich magiczne totemy, strzegące granic posiadłości. 

Zrobiłem z nich mumie. Najpierw ich ciała zabandażowałem, nogi obwiązując czerwoną włóczką, a na piersi ułożyłem szkaplerze z muszli św. Jakuba i jednogroszówek. 

Później je całościowo zawoskowałem, a na koniec zagipsowałem przez co wyglądały jak... szynki.

Przez całą noc leżakowały jeszcze przed taty portretem pogrzebowym, z położonymi na nich agatem, kryształem górskim oraz srebrną monetą, by po zmroku, w świetle księżycowej pełni, ostatecznie spocząć w grobach. Kawka strzegąca drogi dojazdowej, jastrząb spoczął od strony lasu, natomiast czapla pilnuje ścieżki nad jezioro. Na ostatniej stronie usytuowany jest zwierzęcy cmentarz.

czwartek, 25 grudnia 2025

Pała na wysokości, a po chuj na Ziemi

Nie lubię Świąt i całej tej dłuuugiej otoczki, zaczynającej się zaraz po Zaduszkach!!!

Ludzie opętani manią zakupów prezentowych, wybieraniem choinek, gotowaniem, pieczeniem i porządkami, a na dodatek zazwyczaj zgniła pogoda i dzionek krótki jak mój siusiak po morsowaniu.

Nie zawsze tak było. Pamiętam zimy wyglądające jak na ślicznym obrazku lub w hollywoodzkim filmie. Gdy napadało śniegu przynajmniej po kolana, to utrzymywał się on do marca, bo mróz trzaskał i nie odpuszczał po kilku dniach. Lepiło się bałwany, jeździło na sankach lub łyżwach, były śnieżkowe bitwy, zapasy w zaspach i kuligi. 

Okres adwentu był czasem oczekiwania i wieczorową porą szło się z samodzielnie wykonanymi lampionami do kościoła na roraty. Dopiero kilka dni przed wigilią w domu zaczynało pachnieć świętami - żywym świerkiem przyniesionym z lasu, pomarańczami, pieczonymi piernikami i gotowanym bigosem. Jeszcze tylko strojenie choinki, wypatrywanie pierwszej gwiazdki na niebie, rodzinna wieczerza, śpiewanie kolęd, wizyta Gwiazdora, nocna pasterka, w pierwsze święto odwiedziny u rodziny, a w drugie spacery po okolicy.

Im bardziej w dorosłość, tym mniej magii. Będąc już na swoim, znaczy wynajmowanym, nigdy nie miałem bożonarodzeniowego drzewka, ani nawet namiastki. Dopiero jakieś dwa lata temu stwierdziłem że czas najwyższy, a że od dłuższego czasu bolało mnie serduszko na widok dogorywających na śmietnikach iglastych trucheł, postanowiłem jednego zombiaka przygarnąć pod swój dach, tylko przegapiłem moment adopcji.

Podzieliłem się tym oryginalnym pomysłem koleżankom w pracy i w zeszłym roku jedna z nich zostawiła po świętach swoją jodełkę dla mnie, którą w połowie grudnia przywiozłem na wieśkę i postawiłem na tarasie. Najpierw ustroiłem ją gałązkami z owocami dzikiej róży, a czubek udekorowałem jemiołą, czyli magiczną rośliną Celtów, żyjącą w zawieszeniu pomiędzy niebem, a ziemią. Na to przyszły 52 łańcuchy z kolorowej krepy, 12 wełnianych pomponów i 4 kwiaty z papieru.

W domu między salonem, a kuchnią zawiesiłem również spory jemiołowy wiecheć, robiący za podłaźniczkę, przy oknie stanęło kolejne "magiczne" drzewko zmontowane z jesionowej gałęzi, czyli nordyckiego Yggdrasila oraz przywiązanych gałązek jemioły, a na oknie aztecka poinsencja. Jeszcze tylko nasrać na środku i będzie komplet!!!

To nie jest tak, że kompletnie zgrinchowałem, bo nie przepadam po prostu za świąteczną atmosferą, ale lubię elementy związane z tym okresem. Świąteczne swetry, szczególnie te najbardziej obciachowe, zimowe piosenki popowe, makowiec mojej mamy, no i te rzadkie już momenty prawdziwej, mroźnej, śnieżnej zimy.
Mikołaj w tym roku tradycyjnie ofelionował.

niedziela, 10 marca 2019

Biskup pomocniczy Arkadiusz Okroj

W zamierzchłych początkach pisania tego bloga, wspominałem o mojej pielgrzymkowej przygodzie, która trwała dość długo.
Po rowerowym epizodzie, zacząłem wędrować pieszo i wtedy spotkałem na swojej drodze życia, jednego z najlepszych duchownych, z jakim do tej pory się zetknąłem.
1998
Niecałe dziesięć lat starszy wikary, sąsiedzkiej, drzycimskiej parafii, który był przewodnikiem naszej świeckiej grupy. 
Żeby było zabawniej, na pielgrzymkę szedł wtedy pierwszy raz, więc chcąc nie chcąc, musiał również zaliczyć "chrzest kotów".
1995
1995
Jak dla mnie jest on ideałem duszpasterza. Niezwykle elokwentny, z poczuciem humoru, pełen werwy. Nawet jak się wściekał na niesforne owieczki (oj miał prawo), to robił to z niezwykłym wyczuciem i empatią. Wywlekanie osobistych brudów podczas spowiedzi, razem z nim nie było aż tak traumatyczne, a wygłaszane przez niego kazania były mądre, życiowe i słuchało się ich z przyjemnością.
1998
Był naszym przewodnikiem przez kilka lat, a potem przez kolejnych kilka, dobrym duchem świeckiej grupy.
1999
Pod koniec lutego, zadzwoniła do mnie koleżanka Marysia, z którą poznaliśmy się właśnie na pielgrzymce, co potem przekształciło się w bardzo dobrą, kumpelską relację (wszakże to z nią i Scholastyką stworzyliśmy Uniwersytet Kiciarstwa), z propozycją spotkania po latach, ponieważ nadarzyła się ku temu okazja... 
Ksiądz Arek został nominowany na biskupa pomocniczego diecezji pelplińskiej!
Święcenia odbyły się drugiego marca, na które niestety nie pojechałem, bo wielogodzinna msza przegrała z nałogiem, ale z dziewczynami spotkałem się wieczorem gdzieś na Kaszubach, skąd pochodzi nowy biskup i spędziliśmy upojną noc w karczmie, po której zebrało mi się na wspominki.
Przeryłem foldery zdjęciowe z wszystkich pielgrzymek, w poszukiwaniu ciekawych z nim fotek.
Wybrałem tylko te najciekawsze.
1996
1996
1997
1998
1998
1998
1999
1999
1999
2000
W 2000 roku widzieliśmy się po raz ostatni.
Wspaniały człowiek!
BÓG ZAPŁAĆ OJCZE!

środa, 23 września 2015

Jak stałam się (prawie)profesjonalną Drag Queen

foto by ciężko ustalić :)
Nie od dzisiaj wiadomo, że ociupinkę kręci mnie crossdressing, czyli doprawianie babie wąsa... yyyy... czy jakoś tak.
W regionie, w którym się urodziłam oraz byłam wychowywana, zachowanie takie w pewnych sytuacjach jest zupełnie naturalne. Dokładniej chodzi o weselną tradycję zabawiania Pary Młodej i gości zwaną Maszkami, o czym kompleksowo rozpisywałam się w tym miejscu.
Zwyczaj ten udało mi się skutecznie zaszczepić w pracy, kiedy chodzimy jako delegacja. O dziwo w regionach, gdzie zabawa ta jest kompletnie nieznana, wbrew moim obawom odbierana zostaje bardzo pozytywnie.

Goszcząc tego lata na plenerze fotograficznym na wschodnich rubieżach Polski, zapragnęłam całkowitej przemiany w Pannę Młodą.
foto by Krzysztof T.
Pomogła mi w tym niezwykle uzdolniona wizażystka i fryzjerka, prezentująca swoje zdolności pod linkiem - Max Art Make Up. Nie dość, że cudownie pomalowała, to jeszcze z moich włosów, które obecnie są długie, wyplotła niesamowity wianko-warkocz.
foto by Krzysztof G.
Na tej misternej konstrukcji ostatecznie umocowała... firanę, pełniącą rolę welona ślubnego.
foto by Marta
Znalazła się też sukienka ślubna, tylko odpowiednich butów nie było mi dane założyć, co niestety widać na poniższej fotografii, gdzie partnerowałam mojemu mentorowi fotomodelingowemu.
BM

Skoro plener fotograficzny, to wszystko zostało uwiecznione dla potomnych, czego niewielki ułamek tutaj zaprezentowałam.
Główna sesja ślubna (bez Pana Młodego) powstała w czynnej kopalni kredy. Żar lał się z nieba, światło słoneczne nieprzesłonięte żadną chmurą, dodatkowo odbijało się od śnieżnobiałych ścian i podłoża.
Końcowy efekt można podziwiać na blogu fotografki, która spisała się na złoty medal!
POLECAM!!!

Do pełni przebierankowego szczęścia brakuje mi tylko butów na wysokim obcasie, a wtedy pozostanie ostatnie wyzwanie, czyli sceniczny występ przed publisią albo udział w odpowiednim reality show.

środa, 24 kwietnia 2013

Działkowiec

 Pyry? Obsypane!
 Włoszczyzna? Jest!
 Śmieci? Spalone!
Broda? Cała w fiołkach!

czwartek, 21 marca 2013

My Hair* Marzan

* czytaj Mein Herr

W ramach tradycyjnego wypędzania zimy i związanego z tym nuraniem kukły, spopielone zostały włosy i paznokcie.
Zebrane podczas końcoworocznego golenia ciała, uformowane w kształt jaja, symbolizującego odrodzenie.
Wraz z kudłami i szponami poszły z dymem wszystkie czarne i złe myśli, które namiętnie prześladowały mnie w 2012 roku. Resztki oraz popioły spłynęły nurtem Wisły do Bałtyku.

Nawiązując do dwóch ostatnich wpisów proponuję piosenkę ;D

piątek, 15 lutego 2013

Papież, meteoryty, głaz i dwie legendy

Na katolików jak grom z jasnego nieba spada wiadomość o abdykacji Benedykta 16.
Rosjanom na głowy sypie się prawdziwy deszcz meteorytów.
Pozornie niezwiązane ze sobą wydarzenia budzą skojarzenie z rzeźbą Catellan'a.

Kilka kilometrów od mojej wiochy, niedaleko rzeki Wdy, przy osadzie Leosia (niem. Teutelstein), pośród gęstego lasu leży granitowy "kamyk".
W wykazie zinwentaryzowanych pomników przyrody figuruje pod numerem 249.
Rozmiary części wystającej nad ziemię: obwód 24,5 m, szerokość 8,8 m i wysokość 3,8 m. Nikt nie wie jaka jest jego wielkość całkowita. Niektórzy twierdzą, że jest niczym wierzchołek góry lodowej, czyli widać około 1/8 całości. Sądząc po tym jak zagłębia się w grunt, coś z tym ogromem musi być na rzeczy.
Na jego temat krążą dwie legendy.

Diabelski Kamień (Diabelec)
Rokita postanowił zmienić bieg rzeki, która w tym miejscu ma dość wąski nurt, przegradzając ją olbrzymim głazem. Kamień był bardzo duży, przez co niesienie go było wielkim wysiłkiem. Diabeł co jakiś czas musiał odpoczywać. Celu nie zdążył osiągnąć przed świtem. Gdy zapiał pierwszy kur, diabeł uciekł w popłochu, porzucając skałę w tym miejscu.

Kamień św. Wojciecha
Podobno z jego szczytu Święty Wojciech głosił kazania okolicznym mieszkańcom, gdy zmierzał nawracać lud pruski.
Jeżeli byłaby to prawda okazałoby się, że te okolice wyjątkowo upodobali sobie święci kościoła katolickiego. Tuż niedaleko błogosławiony JP2 pożywiał się podczas jednego z licznych spływów.

Przywędrowanie skały w te rejony jest o wiele bardziej prozaiczne. Wiąże się z najmłodszym zlodowaceniem plejstoceńskim (północnopolskie) i powstałą po nim morenę denną.
Archeologia podpowiada, że polodowcowe głazy narzutowe służyły jako miejsca kultu bóstw przedchrześcijańskich lub były ołtarzami ofiarnymi. Ten idealnie nadaje się do tej roli, gdyż płaski szczyt posiada niewielką nieckę, z której do ziemi prowadzi szeroka rynna, przez lata służąca dzieciakom jako fantastyczna ślizgawka.
Oczyma wyobraźni widzę jak spływa tędy gęsta, czerwona posoka zarzynanych ofiar, w powietrzu unosi się duszący opar wnętrzności, pochodni i palonych ziół, a wokół kłębią się nagie ludzkie ciała w rytm szamańskiej muzyki.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Jastrowy weekend

W Wielkanocny poranek znowu się kąpałem ;)
Było zimno, wietrznie, a do tego mrużył delikatny śnieżek. Wszyscy domownicy porządnie przeziębieni, więc jest szansa, że na katar również się załapię.

Wcześniej o tym nie wspominałem, ale przy okazji Jastre wymyśliłem sobie nowożytną, popową wróżbę.
Puszczam radio przed i po kąpieli, a piosenki (głównie ich tekst), które lecą w eterze odczytuję symbolicznie.

Przed:


Po:


Bardziej symbolicznie i dosadnie chyba już nie mogło być ;]

Pamiętajcie! Chrystus Zmartwychwstał!
i strasz... tfu... błogosławi z betonowo-kamiennego "cokołu" ;DDD

czwartek, 8 marca 2012

Feta w kurniku


Ten klip jest jak dzisiejsze święto.
Celebruje kobiety!
To nic, że powierzchownie, szownistycznie, seksistowsko i raz do roku, dla świętego spokoju.
Trzeba się radować z tego, co już się ma ;DDD
Kocham Was BABY!!!

poniedziałek, 27 lutego 2012

Where's hare?

Wielkanoc pod znakiem zapytania.

środa, 22 lutego 2012

Popielec 22-02-2012

Najdrożsi!!!
Sypcie dzisiaj głowy popiołem i ograniczcie pokarm do ciemnego, czerstwego chleba, popijanego deszczówką.
Bądźcie mili dla siebie nawzajem oraz szanujcie zwierzęta i zieleń.
Uważajcie bo hds... tfu... Szatan czyha na Wasze dusze, żeby ich wyzwoloną energią, ogrzewać sobie piekielne otchłanie.
Szkicowe wstępniaki do tego dziełka, pojawiły się zeszłego roku, wywołując histerię wśród zaglądaczy, przez co wpis zdołał w niecały miesiąc wskoczyć do dziesiątki najczęściej otwieranych postów ever.

Również wtedy pojawiła się dedykacja muzyczna, którą do teraz zarzynają wszystkie, możliwie stacje radiowe, skutkując odruchem wymiotnym. Zatem teraz zapodam tylko link do parodii tegoż utworu.
Właściwa dedykacja pozostaje bardziej w temacie rysunku.

W tytule miały oczywiście pojawić się trzy szóstki, ale jaki diabeł takie jego cyfry ;DDD

Ten wpis należy traktować, jako luźniejszą, żartobliwą zapowiedź "Wstydu".

poniedziałek, 20 lutego 2012

Ostatki...

... czyli być Jokerem w pracy, a Catwoman w domowym zaciszu.

"Mroczny Rycerz" jest arcydziełem sztuki filmowej!!!
Szczególnie w scenie przesłuchania, gdy Joker śmiejąc się w twarz Batmanowi, mówi: "You have nothing..." (ile razy oglądam ten moment, za każdym razem mam te same ciary na całym ciele).
Jednak najbardziej polubiłem ten film, za Jokera w szpitalu ;)))

Czasami mam wielką chęć, zrobić ze swoim szpitalem to samo ;)))

Reżyser czerpał pełnymi garściami z "Zabójczego żartu" (odświeżona wersja do kupienia już na początku marca), czyli teoretycznie najlepszej, komiksowej opowieści o Batmanie.

Wracając do filmowego Gacka, obawiam się, że ostatnia część trylogii, nie będzie nawet w połowie tak dobra jak "The Dark Knight", a nowa, futurystyczna Catwoman, będzie zaledwie cieniem poprzedniczki.

Moje powroty z durnej pracy, niebezpiecznie często przypominają powyższy schemat ;DDD

HELLO THERE - HELL HERE

czwartek, 16 lutego 2012

Pączki Natashy

Jak co roku w Tłusty Czwartek, przerzucam się na dietę pączkową i urządzam sobie kurs po okolicznych cukierniach. Pomimo obsesji tłuszczyku obrastającego ciauko, objadam się tymi ciastkami, na cały następny rok do przodu. Niestety z roku na rok, pączki są coraz gorzej zrobione.
Konkluzja - Świat się kończy ;DDD
Powabna Natasha, bynajmniej do tłustych nie należy, choć pączki ma niezłe. Pochodzi z komiksu, w którym świat również zmierza ku zagładzie. Dotarła do mnie w Sralentynki, jako jedna z nagród do konkursu, w którym pozwoliłem sobie uczestniczyć.
Natomiast Tomek Kleszcz (znaczy się rysownik tego komiksu), to taki gostek, który robi swoje, nie oglądając się na innych ;)
Chwała mu za to!

Tak przy okazji, to chciałem się jeszcze pochwalić.
Wczoraj zostałem ojcem uroczego płoda ;DDD