środa, 17 lipca 2019

Misyjne polaroidy

Ania Urbańska
Ania Czerwińska
Kasia Ocicka
Lenka
Magda Snarska
Martyna Solpa
Vero Błaszczyk
Angelika Bykowska
Marta Bagińska
Agata Żabińska
Marta Bagińska
Nana Leszczyńska

piątek, 12 lipca 2019

Posejdon z M3

Podsumowanie nie jest dostępne. Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.

środa, 10 lipca 2019

Pamiątkowy Open'er 05.07.2019.

W kwestii Open'er biłem się z myślami na kilku frontach.
Jechać - Nie jechać?
Ubrać się odlotowo - Czy przeciętnie?
Zabrać rower - Czy zdać się całkowicie na transport publiczny?
Z polaroidem - Czy bez?
Tutaj bitwa trwała do ostatniej chwili, bo z jednej strony tysiące kolorowych ludzi i potencjalnych kadrów oraz wkłady idealnie pasujące do tematyki. Z drugiej strony dodatkowe obciążenie, a także prognoza pogody, która zapowiadała pochmurności i przelotne deszcze. Po ostatniej nauczce wolałem nie ryzykować utraty aparatu, zatem ostatecznie zostawiłem go bezpiecznie w domu, no i okazało się, że kompletnie bez sensu, bo owszem deszczyk jakiś mały pokropił i baranki po niebie śmigały, ale głównie to jednak dominowało słońce.
Wielka szkoda, gdyż faktycznie mógłbym się fotograficznie wyżyć, a tak został pamiątkowy Instax Mini, którego z zaskoczenia zrobiła mi przechodząca dziewczyna.
Fotka w gratisowej ramce magnesowej

wtorek, 9 lipca 2019

Naturystyczne Boże Ciało

Wybrałem się w minione Boże Ciało na jednodniowy wypad do Chałup. Co prawda pogodynka przewidywała jakieś przelotne deszcze, ale przecież z cukru nie jestem.
Wysiadłem w Kuźnicy, bo chałupska plaża naturystyczna jest dokładnie w połowie pomiędzy. Akurat przez wioskę szła procesja, skutecznie blokując ruch samochodowy. Po szybkich zakupach oraz beforowym piwku, szybkim krokiem popędziłem nad morze. Wychodząc z lasu na piasek, mijałem sporą ilość ludzi ewakuujących się pośpiesznie. W sumie nic dziwnego, skoro na zachodzie rysował się taki widoczek.
Myślę sobie, też mi coś. 
Przelotna burza. 
Przeczekam. 
Zmoknę i później wyschnę na słońcu. 
Rozłożyłem ręcznik, usiadłem na nim nie zdejmując ciuchów, deszcz zaczął kropić i chwilę później jebła mnie ściana piachu (to ten biały tuman majaczący na horyzoncie). Przyjemności z tego żadnej, więc postanowiłem przenieść się do lasu pod pobliski kamień. Tak wiem, że siedzenie w lesie podczas burzy nie jest zbyt inteligentnym pomysłem, ale po pierwsze miejscówka jest w obniżeniu terenu, więc ryzyko oberwania piorunem znikome, po drugie jakby leciały gałęzie z drzew, to najprawdopodobniej najpierw uderzałyby w głaz, po trzecie wszelkie zabudowania i tak fhój daleko.
Umościłem sobie gniazdko pod tym obeliskiem i rozpętał się ARMAGEDON!
Grad z deszczem, gromy huczą jednostajnie, ściółka wokół płynie, a ja sobie siedzę półnagi, bo przecież po co brać cokolwiek przeciwdeszczowego, starając się ciałem chociaż ochronić plecak przed zamoknięciem. Po godzinie takiego napierdalania wreszcie przestało, ale chęć na plażowe wysychanie odeszła w zapomnienie. 
Jeszcze nigdy w życiu tak mnie nie zgnoiło!
Bagażu też nie uratowałem, czyli cztery komiksy straciły jakąkolwiek wartość rynkową.
Zziębnięty, mokry, oblepiony piaskiem wróciłem do Emila. Racząc się szprotkowymi czipsami oraz dogrzewając herbatą i winem, doczekałem do pociągu powrotnego.
Mimo, że kąpieli w morzu nie zaliczyłem, to jednak wody miałem po dziurki w nosie.
Nauka na przyszłość - pakować komiksy w reklamówkę (najlepiej podwójnie)! 

poniedziałek, 8 lipca 2019

LOVE Kylie

Kylie Minogue jest moją ulubioną piosenkarką zagraniczną.
Kompletnie nie jestem w stanie określić dlaczego właśnie ona, a nie Madonna, Lady Gaga czy Cher.
Być może to jest jeden z kluczy tej fascynacji, gdyż wszystkie te wokalistki mocno wspierają środowisko LGBTQ+, tylko że jakoś średnio mnie to interesuje, po prostu to miłe z ich strony.
Mogę natomiast wskazać moment, od którego zaiskrzyło, czyli 2001 rok i premiera płyty "Fever".
Białe wdzianko z teledysku "Can't get you out of my head" mocno pobudzało moją wyobraźnię, ale to muzyka i sceny z "In your eyes" pojawiły się w erotycznym śnie, zakończonym morning wood'em z finalną zmazą.
Wstyd się przyznać, ale na początku jej kariery nie odróżniałem Kylie od Kim Wilde, tak jak George'a Michaela od Michael'a Jacksona, bo w sumie ci wszyscy wykonawcy są w worku z napisem POP, czyli muzyka ładna, zgrabna, rytmiczna i przyjemna, bez głębszych treści, co nie znaczy, że takich nie lubię, skoro na polskim poletku w moim rankingu rządzi Kasia Nosowska
Po obejrzeniu w internetach koncertu promującego płytę "Aphrodite", zamarzyłem że chciałbym przed śmiercią zobaczyć Kylie na żywo. Wystąpiła w Polsce w 2014 roku, tylko ani nie było mnie wtedy stać, ani nie potrafiłem przełamać swojego lęku przed tłumami.
Artystka nagrywała kolejne płyty, raz lepsze, czasem gorsze, a youtube'owy algorytm większość jej piosenek proponuje jako ulubione, choć nie subskrybuję jej kanału.
Na początku czerwca gruchnęła niespodziewana wiadomość, że na zbliżającym się Open'er w Gdyni wystąpi ONA!
Wspomniana obawa odnośnie zgromadzeń ludzkich, skutecznie blokowała mnie przed tego rodzaju festiwalami, ale jak z większością własnych kompleksów, blokad i lęków, postanowiłem z tą również w końcu zawalczyć, zaczynając chodzić na koncerty, począwszy od tych bardziej kameralnych, ale zawsze stojąc gdzieś z boku lub na tyłach, mając upatrzone wszystkie możliwości szybkiego spierdolenia.
Przyjechałem na event dość wcześnie, żeby na spokojnie zobaczyć atrakcje oferowane w tej wygórowanej dla pielęgniarza cenie.
Pięć scen z różną muzyką, morze foodtracków z żarciem i alkoholem drogim jak za zboże, strefa modowa z pokazami na żywo,
teatry na które nie poszedłem, bo jednak byłem za późno, muzeum z wystawą Daniela Rycharskiego, itd.
Jakieś siedem godzin spędziłem na łażeniu po tym rozległym terenie, mijając pijaną młodzież i zblazowaną hipsteriadę oraz oderwaną od rzeczywistości influencerkę.
Kompletnie nie moja bajka, klimatu nie poczułem, nie mój target. Dziękuję, raczej nie powtórzę, chyba że...
Dopiero o 22:00 na dłużej zasłuchałem się w występ The Smashing Pumpkins, po których chwilę po północy na scenę wyszła Bogini Popu.
W myśl powiedzenia RAZ KOZIE ŚMIERĆ, wbiłem się prawie pod samą scenę.
Pokoncertowe confetti
Zdarłem gardło, nóg nie czuję, mózg rozjebany, mogę umierać!
Fanty znalezione po występie

środa, 3 lipca 2019

Polaroid Misja

Misjonarki na tle repliki Pałacu Carskiego z Białowieży
Vero Błaszczyk / Sławek Śleszyński / Agnieszka Stępka
Anna Urbańska / Yuliia Mykhaliuk / Marta Bagińska
Vero Błaszczyk i Marzen(i)a
Sławek Patoka
Ula Maksymiuk i Wojtek Marczak
Wojtek Marczak

poniedziałek, 1 lipca 2019

Piknik pod wierzbą

Było ciepłe, majowe popołudnie, gdzieś na podlaskich rubieżach...
Cesarzowa polskiego kolodionu zaprosiła nas na tea time w cieniu wierzby.