Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MH. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MH. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 kwietnia 2021

wtorek, 9 lipca 2019

Naturystyczne Boże Ciało

Wybrałem się w minione Boże Ciało na jednodniowy wypad do Chałup. Co prawda pogodynka przewidywała jakieś przelotne deszcze, ale przecież z cukru nie jestem.
Wysiadłem w Kuźnicy, bo chałupska plaża naturystyczna jest dokładnie w połowie pomiędzy. Akurat przez wioskę szła procesja, skutecznie blokując ruch samochodowy. Po szybkich zakupach oraz beforowym piwku, szybkim krokiem popędziłem nad morze. Wychodząc z lasu na piasek, mijałem sporą ilość ludzi ewakuujących się pośpiesznie. W sumie nic dziwnego, skoro na zachodzie rysował się taki widoczek.
Myślę sobie, też mi coś. 
Przelotna burza. 
Przeczekam. 
Zmoknę i później wyschnę na słońcu. 
Rozłożyłem ręcznik, usiadłem na nim nie zdejmując ciuchów, deszcz zaczął kropić i chwilę później jebła mnie ściana piachu (to ten biały tuman majaczący na horyzoncie). Przyjemności z tego żadnej, więc postanowiłem przenieść się do lasu pod pobliski kamień. Tak wiem, że siedzenie w lesie podczas burzy nie jest zbyt inteligentnym pomysłem, ale po pierwsze miejscówka jest w obniżeniu terenu, więc ryzyko oberwania piorunem znikome, po drugie jakby leciały gałęzie z drzew, to najprawdopodobniej najpierw uderzałyby w głaz, po trzecie wszelkie zabudowania i tak fhój daleko.
Umościłem sobie gniazdko pod tym obeliskiem i rozpętał się ARMAGEDON!
Grad z deszczem, gromy huczą jednostajnie, ściółka wokół płynie, a ja sobie siedzę półnagi, bo przecież po co brać cokolwiek przeciwdeszczowego, starając się ciałem chociaż ochronić plecak przed zamoknięciem. Po godzinie takiego napierdalania wreszcie przestało, ale chęć na plażowe wysychanie odeszła w zapomnienie. 
Jeszcze nigdy w życiu tak mnie nie zgnoiło!
Bagażu też nie uratowałem, czyli cztery komiksy straciły jakąkolwiek wartość rynkową.
Zziębnięty, mokry, oblepiony piaskiem wróciłem do Emila. Racząc się szprotkowymi czipsami oraz dogrzewając herbatą i winem, doczekałem do pociągu powrotnego.
Mimo, że kąpieli w morzu nie zaliczyłem, to jednak wody miałem po dziurki w nosie.
Nauka na przyszłość - pakować komiksy w reklamówkę (najlepiej podwójnie)! 

środa, 2 stycznia 2019

wtorek, 21 sierpnia 2018

Bałtyckie reminiscencje

Lubię lato, uwielbiam słoneczne oraz wodne kąpiele.
Polska ma to szczęście, że posiada dostęp do morza, a skoro z Bydgoszczy do niego jest stosunkowo blisko, to przynajmniej raz w roku staram się nad nim spędzić odrobinę czasu.
Z racji braku auta, jestem uzależniony od transportu publicznego, w związku z tym najwygodniej jest mi jeździć na Mierzeję Helską, a dokładnie do Chałup. Choć najbardziej z wszystkich usytuowanych tam  miejscowości lubię Kuźnicę.
Władysławowa nienawidzę, bo nie dość, że jest okropny architektonicznie, to jeszcze jest tam wpisdu turystów.
Jastarnia jak dla mnie jest kompletnie nijaka, Jurata wiadomo - blichtr, snobizm i Bryza.
Hel jest fajny, tylko, że tam również jest masa ludzi.
Kuźnica jest malutka oraz kameralna.
Chałupy wybrałem jako bazę noclegowo-wypadową, bo po pierwsze jest tam masa kampingów, a zazwyczaj sypiam pod namiotem. Po drugie znajduje się tam słynna plaża naturystyczna.
 Po części o niej jest ten wpis, pośrednio o Bałtyku oraz ludzkiej naturze
Na Mierzei bywam od 2002, więc mam jako taki pogląd jak się przez ten czas zmieniła.
Niestety nie załapałem się na okres świetności plaży naturystycznej, który przypadał na lata '80.
Podobno wtedy naga brać była bardzo zintegrowana, organizowano różne zabawy i konkursy.
Obecnie z roku na rok, ludzie coraz bardziej się grodzą oraz alienują.
Mając megazajawkę na polaroidy oraz zainspirowany pewnym albumem fotograficznym postanowiłem teraz popstrykać swoje polaski.
Nie mając nic do stracenia, pytałem ludzi którzy wpadli mi w oko, czy nie zapozowaliby mi anonimowo do zdjęć. Chciałem skupić się na detalach ciała, więc portrety odpadały, a skoro anonimowo, to ludzi z tatuażami również wykluczałem.
Zderzyłem się ze ścianą. 
O ile rozmowa o przysłowiowej dupie Maryni przebiegała bezproblemowo, to na hasło robienie zdjęć następowała blokada i na nic zdawały się szczegółowe wyjaśnienia.
Chałupy i reszta miejscowości, kampingi oraz plaże... 
Wszystko uległo zmianie.
Na ówczesnych polach namiotowych królowały kiedyś... namioty, a teraz jest coraz więcej przyczep oraz kamperów. We wioskach ścisk, kicz i cepeliada, a na plażach coraz więcej śmieci. Doszło do tego, że nad morze idę z pustym workiem na śmieci i skupiając się na najbliższej okolicy mojego grajdoła, wracam z pełnym.
Jestem plażowym wędrowniczkiem i leżenie plackiem średnio mi wychodzi. Natomiast spacerowanie po piasku wychodzi mi wyśmienicie i wyrabiam wtedy niezłą kilometrówkę.
Pięć lat temu również tak sobie chadzałem wzdłuż i wszerz. Jakiś niecały rok później napisał do mnie anonimowy przeglądacz internetowy, który jakimś trafem znalazł w sieci moje zdjęcia. Zakomunikował mi, że widział mnie zeszłego lata w Chałupach. Od słowa do słowa, okazało się że faktycznie mogłem to być ja. Pogadaliśmy jeszcze trochę, po czym on przyznaje się, że robił mi wtedy ukradkiem zdjęcia. Z jednej strony mnie to rozbawiło, z drugie przeraziło i tak w nawiązaniu do tych ludzi, którzy teraz nie odważyli się stanąć przed obiektywem, tak sobie myślę, że i tak nie znasz dnia, ani godziny gdy Ci foty strzelają.
foto Krzysztof Fafiński
Według mnie powinien zostać zrealizowany utopijny pomysł limitu ludzi wpuszczanych na półwysep, który co jakiś czas wraca w publicznej debacie.
Zdaję sobie sprawę, że tubylcy zarabiający głównie podczas krótkiego sezonu letniego, roznieśli by w pył realizatora takiej idei, jednak długoterminowo, a tak się w naszym kraju nie planuje, byłoby to z korzyścią dla wszystkich.
Już teraz widać, że turystów jest tam zbyt wielu!
Chociaż limit wjeżdżających aut, jak przy nowoczesnych parkingach, byłby jakimś rozwiązaniem. 

Ten wpis ilustrowany jest właśnie tymi paparazzowymi fotkami.
Natomiast ostatnie było już pozowane, podczas tego samego wyjazdu.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Pol(a)skie morze

Ewidentnie rozminąłem się z epoką!
Powinienem młodość, a nie dzieciństwo przeżywać na przełomie lat 70 i 80. Uwielbiam tą mieszankę kiczu, nieskrępowanej wolności i radości. Oczywiście mam na myśli to co się działo w szeroko pojętej popkulturze (głównie) światowej, a nie rzeczywistości geopolitycznej.
Bezpośrednią inspiracją do tych wakacyjnych polaroidów jest album "Fire Island" Toma Bianchi.








poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Fafik's travels 6 - Mierzeja Helska: Okolice

PUCK
Miasteczko nad zatoką, od którego wzięła ona swoją nazwę.
W 1920 roku odbyły się tutaj zaślubiny Polski z morzem, na pamiątkę czego postawiono generałowi Hallerowi popiersie,

a tuż obok pomniczek-obrączkę upamiętniający to wydarzenie.

Warty uwagi jest gotycki kościół z XIII wieku.

ROZEWIE

Idąc wzdłuż wybrzeża w kierunku zachodnim, dojdziemy do przylądka Rozewie, uważany do niedawna za najdalej na północ wysuniętą cześć naszego kraju.
Przedtem jednak warto zboczyć do Lisiego Jaru, gdzie rośnie chroniony rokitnik.

Na wysokim klifie porośniętym wiekową buczyną, usytuowana jest charakterystyczna metalowa latarnia morska, w której umieszczono izbę pamięci Stefana Żeromskiego, przebywającego tutaj przez pewien okres.


JASTRZĘBIA GÓRA

Kawałek dalej znajduje się Jastrzębia Góra z kamienistą plażą.

Tutaj teraz znajduje się najbardziej północny ląd Polski czyli "Gwiazda Północy".

sobota, 21 sierpnia 2010

Fafik's travels 6 - Mierzeja Helska: Władysławowo


U nasady półwyspu jest Władysławowo - młode miasto, założone w latach 20-tych XX wieku.
To tutaj jeździ spora rzesza turystów, żeby na plaży poczuć się jak ryba... w puszce.
Tłok jest nieziemski, gdziekolwiek się znajdziemy!!!

Z racji swojego położenia jest świetnym punktem początkowym dla okolicznych wycieczek.
Linia autobusowa kursująca po półwyspie ma numer 666.
Zastanawiam się czy wybrano go z rozmysłem, biorąc pod uwagę co słowo hell znaczy w języku Szekspira?

Wysoka wieża ratusza oferuje wspaniałe widoki na miasto, morze, zatokę i półwysep.

W dużym porcie morskim możemy kupić świeżutką rybkę prosto z kutra, wybrać się na krótki rejs po okolicy lub pochodzić bez celu i podziwiać stateczki.

Na smażoną rybę najlepiej wybrać się do Smażalni u Golli, znajdującą się tuż przy plaży, na końcu miejskiego deptaka.
Jest to lokal prowadzony przez rodzinę i odkąd go odkryłem, obsługują tam bez przerwy te same osoby, wykonując niezmiennie te same funkcje.
Ryby są świeże, smaczne i szybko podane.
Knajpa jest godna polecenia, co też widać po frekwencji gości - ciężko znaleźć wolny stolik.

Raz na jakiś czas, w ramach pławienia się w luksusie, jeżdżę do hotelu Velaves.

Jest to dość kuriozalny hotel, gdyż na każdym kroku widać, że właściciel szyje tak jak może.
Z zewnątrz straszy sztucznymi palmami w nienaturalnym kolorze.
Śniadania nie są najlepsze, w menu bez przerwy czegoś nie ma, obsługa zmienia się w tempie ekspresowym.
Natomiast w jego podziemiach znajduje się bardzo milutkie SPA z profesjonalnymi, filipińskimi (?) masażystkami,
Jak mnie jedna ostatnio wydeptała to czułem się jak w siódmym niebie ;D
Do tego są dwa baseny (wewnętrzny i zewnętrzny), spory taras wypoczynkowy, przytulny kącik sauniano-jacuzzi, mini siłownia i kort do squash'a.

piątek, 20 sierpnia 2010

Fafik's travels 6 - Mierzeja Helska: Chałupy


Ostatnia miejscowość znajdująca się bezpośrednio na półwyspie to Chałupy.
Jest to idealne miejsce (jeżeli przyjechało się tutaj pociągiem) jako baza wypadowa w inne rejony. Największa zaleta polega na tym, że wszystkie pociągi jadące z Helu w Polskę są zawsze koszmarnie zatłoczone i tutaj jest ostatnia możliwość wejścia do pociągu i znalezienia wolnego siedzenia.
We Władysławowie często, gęsto wielu ludzi nie ma nawet szans żeby do wagonu wsiąść ;/
Z drugiej strony niewielka odległość od tego miasta powoduje, że w każdej chwili można sobie wyskoczyć tam za jakąkolwiek potrzebą.
Jest tutaj zatrzęsienie pól kempingowych, ciągnących się prawie do samego Władka. Upodobałem sobie Polaris, po części dlatego że nie jest tak zatłoczone. Z drugiej strony część terenu jest bardzo nisko położona i po większej ulewie można marnie skończyć. Nie jest aż tak strzeżone, więc przy odrobinie sprytu da się rozbić namiot na dziko.

Zabytków tu nie ma żadnych, natomiast ze względu na niewielką głębokość zatoki, Chałupy są doskonałym (znanym na całym świecie) miejscem do uprawiania wind i kitesufingu.

Zatem w kilku beach barach, imprezuje do białego rana cała masa surferów.

Jednak dla potomnych uwiecznił tą osadę Zbigniew Wodecki, śpiewając o paradujących tutaj golasach.

Jak dojść do naturystycznej plaży, dość zgrabnie wyjaśnił mój Pan pewnemu inwalidzie, na końcu tego tematu na forum NHP.

Na samej plaży, oprócz legalnego biegania na golasa, można lepić zamki z piasku i... bałwany... o takie oraz takie ;D

W przystani na skraju wsi jest niezła smażalnia i wędzarnia ryb.
Pod koniec lipca odbywają się tutaj regaty starych łodzi rybackich "Kaszubskie Łodzie pod Żaglami".
Pewnego razu udało mi się tu pstryknąć bardzo klimatyczną fotografię.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Fafik's travels 6 - Mierzeja Helska: Kuźnica


Najmniej atrakcyjna pod względem turystycznym jest Kuźnica.
Jej kaszubska nazwa Kusfeld (Miejsce Pocałunku) opisuje symbolicznie fakt dotykania się morza ('całowania') z zatoką, ponieważ mierzeja jest tutaj najwęższa – ma tylko niespełna 200 metrów.
W związku z tym tory kolejowe są położone najbliżej brzegu morskiego na całym polskim Wybrzeżu (prawie że pociągi jeżdżą po plaży).

Do obejrzenia neogotycki kościół i port rybacki.

Mimo to, można wynaleźć tutaj kilka doskonałych plenerów fotograficznych.

środa, 18 sierpnia 2010

Fafik's travels 6 - Mierzeja Helska: Jastarnia


Kolejna miejscowość na naszej trasie to Jastarnia, która jest na tyle duża, że została podzielona na dwie "dzielnice" - Jastarnia Pucka (właściwe miasto) i Bór (letniska, kempingi).
Generalnie nie ma tutaj zbyt wiele atrakcji do zwiedzania.
Ot jakiś kościół, port, chata rybacka i inne pierdółki.
Dopiero dwa kilometry za miastem w kierunku Władysławowa, znajduje się Ośrodek Oporu Jastarnia, utworzony w celu obrony Helu od strony lądu.
Ścieżka dydaktyczna obejmuje cztery ciężkie schrony bojowe (Sęp, Saragossa, Sabała i Sokół), schron lekki i dwa w budowie oraz odtworzone przeszkody oraz fortyfikacje polowe.
Całość rewelacyjnie odrestaurowana.


Płatne jest tylko wejście do jednego ze schronów (super pomysł na bilety wstępu),

w którym ekspozycja funkcjonuje w myśl zasady "historii żywej" - można dotykać eksponaty, a fotografowanie jest obowiązkowe.