czwartek, 30 czerwca 2011

Wieśniacki artycha - Pseudonim sceniczny

Poznaliście już mój pseudonim artystyczny, natomiast teraz prezentuję inny, wykorzystywany przy okazji publicznych występów "na scenie", o których pewnie już niebawem wspomnę w Przodowniku Pracy ;)

Geneza powstania poniższego symbolu oraz jego prawidłowego czytania jest prosta.

Po długoletniej, wszechstronnej edukacji, tonach przerzuconego żelaza, aby wypracować odpowiednią muskulaturę oraz intensywnej pracy nad zniewalającym charakterem, osiągnąłem upragniony cel - HARMONIĘ.

Nie chodzi o instrument muzyczny, ino perfekcyjne zrównoważenie elementów
Ciała
Umysłu oraz
Duszy
w skrócie CUD.

;)))))))))))))))))

Nie pozostało mi nic innego, jak tylko opracować odpowiedni znak graficzny.
Od dzisiaj wołajcie na mnie - CUD hds.

Źródło: Głosy w mojej głowie

Może więc pokażę cycki???

Za zakończenie wczorajszy pean na moją cześć, prosto od fanki Anetki ;DDD

Lecę obierać dziemniagi!

poniedziałek, 27 czerwca 2011

After BFK 2011

Kolejne BFK za pasem.

O ile zeszłoroczna impreza była mocno kameralna, to tym razem zebrało się więcej luda.
Nektarem nęcącym komiksowe pszczółki był Szymon B., który sam nie stronił od polskiego miodku pitnego, podczas sesji autograficznej;)
Przyznaję, że po raz pierwszy zdarzyło mi się widzieć (a jestem etatowym kolejkowiczem), zgodnie stojących w jednym sznurze ciał, zwykłych czytelników, jak i komiksowych celebrytów.
To tylko pokazuje skalę fanatyzmu, na punkcie tego Pana.

Wracając do samej imprezy, nadal uważam ją za moją ulubioną, z całego kalendarza festiwali.
Plusów jest kilka:
- samo miasto Gdańsk (wiem dla wielu jest to spory minus, bo położony peryferyjnie na mapie kraju),
- interesujące tematy spotkań,
- pełen profesjonalizm organizatorów,
- fajna pora roku,
- darmowy wstęp i ciekawy katalog.

Chyba najbardziej podoba mi się sama organizacja, bez napinania się, bez rozbuchanego do granic możliwości grafiku zajęć.
Widać, że dobrze znają swoje siły na zamiary.
BFK jest małym festiwalem (raczej takim pozostanie), natomiast w przypadku Łodzi, czy Warszawy, odnoszę wrażenie, że ludzie za nie odpowiedzialni, z jednej strony starają się pokazać, jakie one są wielkie, atrakcyjne i superhiperduper, a mentalnie cały czas tkwią w niszowo-konwentowych klimatach, od których zaczynali.
Lista grzechów jest spora:
- obsuwy kolejnych punktów programu,
- mylenie i nie rozpoznawanie zaproszonych artystów, przez osoby odpowiedzialne za posadzenie ich przy stolikach autografowych,
- totalny chaos podczas samej sesji,
- brak klarownych zasad wrysowywania się, stąd zdarzają się chamy stojące z całymi naręczami komiksów, dla cioci, brata, sąsiadki i chorej siostrzenicy, wpychanie się w kolejkę i zajmowanie miejsc dla gromady nieobecnych kumpli (tak ciężko uregulować ją taśmociągiem, jak na lotniskach?),
- rozlokowanie atrakcji po całym mieście,
- często błędny zakres czasowy, przeznaczony na spotkanie z danym artystą (za krótko, za długo),
- sadzanie przy sąsiednich stolikach, gwiazd różnego formatu (do jednej stoją dzikie tłumy, a druga w tym czasie nerwowo dłubie w nosie).
- osoby teoretycznie pilnujące ludzi w kolejce, zamiast starać się wyciszać, często-gęsto gorące emocje, sami jeszcze je windują.
Podejrzewam, że stopień wyszkolenia tych ludzi, w zakresie pierwszej pomocy, panowania nad tłumem itp. jest mierny.
Najgorsze jest to, że te same błędy powtarzają się na każdej imprezie.
Totalna stagnacja w tych sprawach, tylko program z roku na rok bogatszy ;]

Na małych festiwalach tych problemów nie ma, bo i atrakcji mniej, jednak na dużych chyba za coś płacę w ramach wstępu.
No tak.
Plakaty, ulotki, medialna promocja, katalogi, wikt i opierunek dla gwiazd.
To kosztuje ;)
Na fanów, dla których jest to robione, już nie starcza.
Osobiście wolałbym, mniej atrakcji, mniej gwiazd, mniej imprez towarzyszących, na które i tak nie mam czasu, byle miało to ręce i nogi.
Tak właśnie jest na tych mniejszych festiwalach (BSzK, Ligatura, BFK, LeSzeK).

Wracając na zakończenie do tegorocznego Bałtyckiego Festiwalu Komiksowego, najbardziej pozytywnym zaskoczeniem była La Masakra ;DDD
Zgadzam się z Grzegorzem Januszem, że to może być polski, komiksowy album roku.
ZAJEBIOZA!!!

Subiektywna relacja znajduje się u Olgi Wróbel, która była wyjątkowo zapracowana ;)

Zwyczajowo kończąc, przedstawiam moje ssssskarbeńka dwa ;D

Na pytanie RongRong Luo, co ma narysować?
Wyjątkowo, jak nigdy, zamiast powiedzieć to co zwykle, czyli postać kobieca, wzruszyłem tylko ramionami ;]
Po części dlatego, że moja znajomość angielszczyzny ogranicza się do... rozumienia jej, po części, chciałem się przekonać, co narysuje sama z siebie.
Spodziewałem się Czerwonego Królika, otrzymałem profil... dziewczęcia ;D
Chyba mam to na ryju wymalowane, że specjalizuję się w kolekcjonowaniu lasek ;)))

U Simona, miałem sprecyzowaną prośbę, zatem z pomocą tłumaczącej Olgi, pokornie błagałem o biblijną Marię Magdalenę, bądź Maryję w ciąży ;)
Chyba wziął mnie za zboczeńca (zatem prawidłowo).
Naszkicował Matko Bosko z Jezuskiem i Trzema Królami Pingwinami.
Ma chłop fantazję ;DDD

Zupełnie pozafestiwalowo, miałem przyjemność poznać Ewę & Gosię, wręczając tej pierwszej nagrodę za wygraną w pierwszym, blogowym konkursie.
Bardzo sympatyczne dziewczyny ;)
Dodatkowo, przekonałem się na własne oczy, jaki komiksowy ugór, próbowało uprawiać wydawnictwo Abiekt.
Tym bardziej podziwiam ;)

piątek, 24 czerwca 2011

Pink Friday 10


Piątek… weekend… A co za tym idzie- jak co tydzień, Pink Friday na hds’owym poletku z pod Kimona dłoni. O mych poczynaniach można wyczytać, z Hasającego Dialektu Sarkastycznego, a ja sam po intensywnym tygodniu, postaram się troszkę ogarnąć, bo nie za wiele i nie za często mnie tu było- choć starałem się na bieżące śledzić blogowe poczynania… Nie ukrywam, że czuje się niczym zdjęty z krzyża- ale to pozytywny znak, że tydzień został dobrze zagospodarowany nie tracąc grama uciekającego czasu.

Pokazując powoli drugie oblicze właściciela poletka- a raczej to miększe i delikatniejsze (łoł)- wyciągając własne wnioski, można stwierdzić, ze oprócz pozującej zimnej ryby z domieszką pikanterii i szczyptą sarkazmu, HaDeS to bardzo współczulne stworzenie, które potrafi chwilami pokazać to czemu samemu się nie widzi, ukazując to w bardzo prosty i jednocześnie barwny sposób. Znajomość z Freak’iem to nie tylko pozytywny pląs, nieustający śmiech (choć tego jest najwięcej), ale przede wszystkim szczere stawianie do pionu, co ma nieść za sobą wyciągnięcie jakichkolwiek wniosków- mówiąc oczywiście o własnej perspektywie z Nim bytowania- bo wraz z Doro przejęli nade mną duchową opiekę- może to głupie, ale czuje się jak w energetycznym kloszu, gdzie wszystko ma inny smak. Nawet na wczorajsze zakończenie dnia dostał ode mnie szczere życzenia z okazji Ojcowego dnia, przypominając sobie o nim w ostatniej chwili, bo nie mam w zwyczaju obchodzić tego święta.

Słowo, obraz… HaDeS jednoznacznie i dosadnie potrafi patrzeć, czytać i półsłówkami dochodzić do swoich racji- które zazwyczaj okazują się prawdą… Mimo, że pod przykrywką infantylności i totalnego słownego pustkowia, daje ostro w pięty, będąc takim pozytywnym duchem, gdzie wiele czytelników nim się napaja, wkraczając w zastawioną pułapkę, która ma nieść za sobą uszczypliwe i bardzo otwarte komentarze- niesienie uśmiechu w swoim inwentarzu to nie lada wyzwanie- tym bardziej jeśli ma się za sobą bogate doświadczenia, które nie zawsze były smaczne i różowe... mimo zakładanej przez niego maski dystansu na dzień dobry, pokazując się z tej sarkastycznej strony, powoli daje się poznać z pod tej innej twarzy. Z racji swej autonomicznej emocjonalności, zawsze odkrywam to czego nie widać, bo to jest główna wartość człowieka, którą warto poznać, ściągając te wszystkie warstwy…

Obiecałem już na początku Pink Friday’owego cyklu, że pokaże HaDeSa jak go widzę ze swojej perspektywy- więc nastąpiło to w 10, rzekłbym nawet jubileuszowym odcinku. Na zakończenie w Jego imieniu, przepraszam, że na weekendzie będzie tu dość cicho i nie pojawi się sobotnie SZF & przy niedzieli QW, ale jak wiadomo z wcześniejszego wpisu, Freak wyemigrował do Gdańska na Bałtycki Festiwal Komiksowy, gdzie oddaje się błogiemu szlifowaniu swojej pasji jaką jest komiks. Postaram się godnie zaopiekować przez ten czas owym poletkiem- ale to robię praktycznie zawsze- albo dość często…

Na zakończenie dedykacja dla Freaka & JIM… Proszę się z tym utożsamić… A ja obiecuję odrobić lekcje jeszcze troszeczkę- czyli wyedukować się przed poniedziałkowym egzaminem z historii sztuki…


Zatem życzę udanego weekendu…

K.I.M.

(woah- dopiero ogarnąłem, że nie użyłem emotikon w tym wpisie!)

czwartek, 23 czerwca 2011

wtorek, 21 czerwca 2011

Fafik's travels 18 - Cypr

W przedostatnim odcinku SZF, Panek zdradził Wam, że pod koniec kwietnia byłem na Cyprze.

Typowo służbowy pobyt (zatem krótki oraz nieciekawy), wiązał się z gościnnymi występami konferencyjnymi na Uniwersytecie Cypryjskim w stolicy kraju - Nikozji.

Na zwiedzanie, plażowanie

oraz zajadanie cypryjskich przysmaków

było mało czasu.
Zresztą miasto oferuje niewiele interesującej, turystycznej rozrywki.

Jednego dnia, razem z pięknymi towarzyszkami, udaliśmy się do Larnaki, w której podziwiałem:
- Kościół Ajos Lazaros z IX wieku,

Wybudowany na grobie Łazarza (po wskrzeszeniu przez Chrystusa, założył tutaj gminę chrześcijańską).

- Meczet Al-Kebir.

niedziela, 19 czerwca 2011

Qltury week 56

Przyszły weekend będzie ukoronowany wycieczką nad polskie morze, zwane Bałtykiem ;D
Punktem docelowym jest Gdańsk, w którym po raz kolejny odbędzie się Bałtycki Festiwal Komiksowy ;)))

Impreza cały czas trzyma równie wysoki poziom, a w tym roku główną "małpką w zoo" będzie nie kto inny, ino Szymek Bisley!!!
Dla większości nerdów, wykarmionych tm-semicową pulpą, postać kultowa ;D

Sam nie wiem, czy w ramach cospleya, wcielić się w LOBO,

a może w SLAINE'a???

Macie swoje propozycje ;>

Jako taką wprawę w fanowskich przebierankach komiksowo-filmowych już posiadam ;)


Oczywiście w związku z festiwalem, wydawcy szykują jakieś nowości, ale jestem tak podjarany samym Simonem, że nie chce mi się już o nich wspominać ;D

sobota, 18 czerwca 2011

Saturday Zbok Fever 56


Autorem dzisiejszego aktu jest Marcus Moc, o którym do poczytania i pooglądania jeszcze tutaj oraz tutaj.

Zamiast teledysku, amatorski filmik z piłkarskiego szkolenia.

Nuuuda, nic się nie dzieje, ale wytrwajcie do finału.
W tle ostro i nieprzyjemnie szumi wiatr w głośniku, więc żeby cokolwiek rytmicznie plumkało, możecie odpalić nowy, krajowy projekt muzyczny.

Oczywiście niektórzy znów będą marudzili, że wieś tańczy, wieś śpiewa ;P
Wrzuciłem to specjalnie ;D
Nie dość, że wkurwiający moskit, to jeszcze freak ;)))

Wracając jeszcze do filmiku, który zapodały mi moje kochane kurki.
Mówiły, że jak same go oglądały, to pomyślały iż można taki żart zrobić jakiemuś znajomemu, jednakże chwilowo utknęły z problemem, kto się tak wypnie?
Po krótkim zastanowieniu, zerkając na siebie porozumiewawczo, chóralnie powiedziały - HADES!!! (śmiech).

Nie ma to jak odpowiednia opinia w środowisku ;]

mahna... mahna... hahahaha