niedziela, 10 lipca 2011

Qltury week 58

Ufffff...
Jeszcze się zdołałem załapać z niedzielnym wpisem.

W przyszłym tygodniu czekają nas tylko dwie kinowe premiery.
Pierwsza to oczywiście długo oczekiwane zakończenie historii Harry'ego Pottera lol



Natomiast w drugim gra mój najukochańszy aktor Ewanek ;)))
Bardzo mnie ci "Debiutanci" intrygują, chociaż na dwoje babka wróżyła.

Jutro ukaże się aż jeden interesujący komiks od Egmontu ;(
Zapaść rynku pełną gębą ;((((((((

sobota, 9 lipca 2011

Saturday Zbok Fever 58


Korespondując z poprzednim wpisem SZF, tym razem męskie odbicie w tafli wody, autorstwa nieznanego.

Obudziłem się przed chwilą i mam ochotę na czekoladę ;D

Ten teledysk jest z serii idealnych, poczynając od Kylie w plisowanej, sliwkowej?, cudownej sukience od Paco Rabanne, poprzez taniec w duecie, kończąc na skubaniu róży ;)))

środa, 6 lipca 2011

Blogo(vs)Kazik 9 - Sydonia & NordBerd

Tym razem mam do zaproponowania duet idealny, uzupełniający się w każdym aspekcie, jak Yin & Yang.
Rezydująca w chatce, wśród jaworzańskich ostępów, smoczyca dwugłowa - NordSydoBerdNia.

Często ich wpisy są tak napisane, że wzajemnie się przenikają.
Co powie jedno, uzupełni drugie.
Wspólnie się inspirują, wspierają, bawią, goszczą przyjaciół oraz opiekują psinką Halinką, w której Fafik jest niemożliwie rozkochany (ale o tym cicho sza).

Im dłużej ich obserwuję, tym większe odnoszę wrażenie, że NordBerd jest jak morze, czasem spokojne i błękitne, za chwilę rozszalałe w pienistej topieli, natomiast Sydonia to oliwa rozlewana na powierzchni fal, która z czasem płonie jak Etna.

Po cichu liczę, że kiedyś będzie mi dane spotkać ich osobiście, by wspólnie biegać nago, w rozgwieżdżoną noc wśród paproci, podziwiać walory Kłosowłosej Venus z reczańskiej Pasji lub podczas ulewy zasnąć w stogu siana, czy odprawić tajemnicze obrzędy na szczycie Diabelskiego Kamienia.

Niedawno jedno z nich ogłosiło maleńki konkurs, w którym do wygrania są:
- darmowy pobyt w Jaworzu,
- miłe towarzystwo do celebrowania życia (tańce, hulanki, swawola),
- fotograficzna sesja,
- jedna cudowna praca (do wyboru z wielkiej kolekcji),
- możliwość bliższego ich poznania.

Długo biłem się z myślami, czy zgłosić się do niego, bo przyszło lato, a ja staram się być na słodkościowym odwyku.
Niestety nałóg jest silniejszy ;)

Was również, dość niechętnie (aby konkurencji nie podbijać) zapraszam do udziału w tym konkursie (banner jest w prawym, górnym rogu bloga).
Natomiast gorąco zachęcam do odwiedzania ich pisemek, bo choć wydalają tam rzadko, to jednak zawsze pachnie różami ;D

Kobieca głowa smoka - Akuku
Męska smocza głowa - Ocean myśli niespokojnych

poniedziałek, 4 lipca 2011

Ryszard Łucyszyn


Urodziłem się w Krakowie przy ul. Kremerowskiej 8 m. 4

Ryśka poznałem latem 2003 roku, podczas mojego pierwszego, samodzielnego wyjazdu nad polskie morze.
Właśnie postanowiłem zasmakować w niekultywowanym rodzinnie naturyzmie, zatem naturalnym wyborem były słynne Chałupy.
W tamtych czasach byłem jeszcze skromnym, zahukanym młodzieńcem, próbującym oswajać własną nagość.
Położyłem się zawstydzony na brzuchu, obok jakiejś starszej pary. Spiekam niemiłosiernie plecy, no bo przecież nie położę się na nich, odsłaniając newralgiczne organy, a brzegiem morza zaczął kołować jakiś „stary krążownik”.
Z godzinę tak się kręcił, a ja w duszy kurwiłem na swojego parszywego pecha, że od razu musiał mnie upatrzyć, jakiś nadpróchniały, zboczony wrak.
Wreszcie zdecydował się podejść, bo osobiście zdążyłem już z lęku o swoją cnotę, korzenie w piachu zapuścić.
Lezie, a mi ze stresu serce kołata, na szczęście mam w pamięci, że przecież tuż obok leżą ludzie, zatem chyba nie odważy się tak przy nich robić mi kuku.
Podszedł, zagadał i po kilku zdaniach gruchnął:
- Czy mógłbym Tobie zrobić parę fotek, bo jestem fotografem, a Ty… bla, bla, bla…
Autentycznie mnie wmurowało! Myślę sobie:
- Ja pierdolę. Podryw na fotografa. Do tego stosowany na jakimś wymemłanym wieśniaku. Nie wierzę.
Ale z drugiej strony, ego zostało mocno połechtane, co mi szkodzi, cały czas jesteśmy na publicznej plaży, w razie czego wyśmieję go i spierdolę. Do tego, jeśli mówi prawdę, będę miał świetną pamiątkę z wyprawy.
Gościu pyka fotki niezłym sprzętem, zaczyna opowiadać o swoim życiu i okazuje się, że chyba jest OK.
Na drugi dzień, z duszą na ramieniu, wsiadłem mu do auta i pojechaliśmy do Helu, a wieczorem piliśmy wino na jego kwaterze we Władysławowie. Nocą wróciłem piechotą do namiotu w Chałupach.
Wymieniliśmy się informacjami teleadresowymi, a po kilku dniach otrzymałem list z płytą CD, na niej jedne z najpiękniejszych zdjęć jakie posiadam.
Jeżeli ładniejszych się nie dorobię, to prawdopodobnie z tego zbioru zaprezentuję obiecany akt, w jubileuszowym SZF.

W fotografii, na którą wreszcie miałem trochę czasu, pociągał mnie wtedy akt. Sprawa była o tyle kontrowersyjna, ze chciałem fotografować chłopców. Zainspirowała mnie pani Krystyna Łyczywek (artysta fotografik), która mnóstwo jeździła po świecie i właśnie wróciła z Paryża, z wystawą paryskich fotografików, wśród których jeden fotografował męski akt. Były to piękne czarno białe zdjęcia murzyna. Bardzo dyskretne i wysmakowane fotografie czarnego na czarnym tle, jedynie obrysowane światłem kontury muskularnego, idealnego ciała młodego mężczyzny. Od dawna już chciałem spróbować tego tak trudnego tematu, kompletnie w Polsce nieznanego, ale nie miałem dobrego sprzętu no i... modela.

Kontakt się nie urwał, bo jeżdżąc raz do roku na Międzynarodowy Festiwal Komiksu, korzystając z jego gościnności, przy okazji wystawiałem się na błysk flesza.
Kilka jego zdjęć pozwoliłem sobie zamieścić w sieci: 1, 2, 3, 4, 5.
Czasem była to improwizacja, czasem wystudiowana sesja, bądź spełnienie mojej prośby.

Trzy lata temu, w galerii Łódzkiego Towarzystwa Fotograficznego, miała miejsce jego przekrojowa wystawa „Akt i portret”.
Możecie o niej poczytać tutaj oraz tutaj, a na poniższym zdjęciu uwieczniłem go przy jego bardzo celnej karykaturze, wykonanej przez Henryka Sawkę, na którymś Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu.

Ostatni raz byłem u niego w październiku 2009.
Był już schorowanym człowiekiem.
Na okrągło słuchał 7 Symfonię Beethovena.
Podczas rozmowy, ożywiał się jedynie, gdy opowiadał o swojej wnuczce.
Po wizycie byłem zdruzgotany.
Płakałem.
W kolejnym roku stchórzyłem.
Nie odważyłem się z nim skontaktować, licząc że dzięki chorobie (Alzheimer) zapomniał o mnie.
Tydzień temu zmarł.

Nie zostałem najsławniejszym fotografikiem w Polsce.
Jestem sobie biednym (dosłownie) facetem, na dodatek chorym.
Jestem bardzo, ale to bardzo samotny.


Cytaty (początek, koniec, oraz duży fragment), pochodzą z jego autobiografii, którą pisał w perspektywie nieuchronnej utraty pamięci.
Podarował mi jej kopię podczas ostatniej wizyty.
Wspaniała historia nieprzeciętnej osoby.
Dzieciństwo, nauka, przyjaźń ze swoją nauczycielką, pierwsze miłości, przyszywany brat, uczucie prowadzące na skraj szaleństwa, legalne ćpanie LSD w PRLu, blaski i cienie małżeństwa, instynkt ojcowski do własnej córki oraz szkolnego wychowanka, pikantne momenty, anegdoty taksówkarza zatrudnionego w łódzkiej filmówce, kolejny związek w „sile wieku”, choroba.
Chciałoby się rzec, gotowy scenariusz na film.

Jak ślepej kurze ziarnko, trafiła mi się znajomość z fantastycznym człowiekiem, życzliwie dzielącym się swoimi doświadczeniami, wiedzą, opowieściami z bogatego życiorysu. Mimo odmiennego charakteru (typowy choleryk), dostrzegam dużo mentalnych podobieństw.
Poznanie go sprawiło, że moje życie potoczyło się w zupełnie nieoczekiwanym kierunku, o czym zapewne kiedyś nabazgrolę.
RYSZARD ŁUCYSZYN 28.03.1946.?-27.06.2011.

niedziela, 3 lipca 2011

Qltury week 57


Na temat tej wystawy napisałem się już tak wiele, że nie mam ochoty się powtarzać.

Pamiętajcie tylko jedno, że otwarcie nastąpi w przyszły piątek, ale macie jeszcze caaały lipiec, żeby spokojnie ją sobie obejrzeć.
Zatem też mam nadzieję kiedyś się załapać, na oglądanie mojego malowanego Wacusia.

Nic więcej godnego uwagi, nie wydarzy się w nadchodzącym tygodniu.

sobota, 2 lipca 2011

Saturday Zbok Fever 57


Piękna baba, blond zrudziałe kłaki, przyroda - IDEAŁ w wykonaniu Aleksandry Kinskaj.

Nie pamiętam już czy zamieszczałem ten teledysk, który nie wiedzieć czemu mogę tylko podlinkować, ale baaardzo go lubię, szczególnie od momentu gdy zaczyna padać ;)

piątek, 1 lipca 2011

Pink Friday- Error 11


Wraz z przybyciem mego nowego rozdziału, przychodzi cichość z mej strony na owym poletku w cyklu Pink Friday- rączki w górę raz (wiem, że podnosicie)...

Opiekujcie się ciepło HaDeSem jak do tej pory :))))))

Kimon idzie lekko w cień (again) :D


Miłego weekendowego życzę jak co tydzień :*


K.I.M.