sobota, 4 lipca 2026

Alcoholic Memorial Wall


Mój tata był alkoholikiem.

Na szczęście kompletnie niegroźnym. Po prostu lubił sobie dziabnąć, najlepiej w towarzystwie. Pod wpływem nie był obcesowy, chamski, czy agresywny. Jak już zatankował pod korek, szedł grzecznie lulu do łóżka.

Dziadek po kądzieli pił zawodowo, bo był gorzelnianym, dziadka po mieczu nie przypominam sobie z kieliszkiem czy kufelkiem, ale synowie, czyli mój ojciec i jego brat alkoholizowali się dość często i regularnie.

Z pustych butelek jakie po tatku zostały, wymurowałem trzy ściany. Białą, zieloną i brązową, a jeszcze sporo (chyba większa połowa) materiału została. 
Część "cegiełek" jest również moim udziałem. Od roku nie piję! Nie rzuciłem kompletnie, bo w tym czasie były trzy upojne epizody.
Nie starałem się budować jakoś specjalnie ładnie, ściany są krzywe (momentami nawet bardzo), butelki brudne, a część z nich popękana. 
Jaki nałóg, taki memoriał. 

piątek, 19 czerwca 2026

Efekt Fiony

Gdy rano wstawałem do pracy, Fiona przebudziła się i zeskakując z fotela, aby przenieść się do pokoju Kaśki zrzuciła kocyk, którym była przykryta, ten pociągnął za sobą pluszaka Sticha, który spadając wprawił w ruch psią piłeczkę, ta potoczyła się przez cały pokój wpadając na rolkę stretchu, a ona upadając przewróciła kartony, te z kolei wyprowadziły z równowagi dwie wieże ułożone z hachettowych kolekcji komiksowych Marvela oraz DC... Jak to wszystko upadło i hukło, to miałem wrażenie, że jednak nastąpiła katastrofa budowlana, zarywając podłogę od ciężaru tych wszystkich woluminów, a niebo (znaczy sufit) spadł sąsiadom na głowy. Klasyczny EFEKT MOTYLA, tylko że na poczet tego wpisu ociupinkę go ubarwiłem.

W mojej egzystencji właśnie następują zmiany, o czym wspominałem już wcześniej. Moją strategią życiową jest płynięcie z nurtem życia, choć jakieś ostatnie dwadzieścia lat to była raczej stagnacja w coraz bardziej zabagnionym bajorze... No i teraz mogę sobie pogdybać, kiedy nastąpił ten efemeryczny trzepot motylich skrzydełek, powodujący przerwanie tamy, a to akurat nastąpiło w dniu śmierci taty.
Może to było zaproszenie koleżanek na działkową imprezę, a gdy jej termin się zbliżał, u taty zdiagnozowano raka prostaty. Może parę lat wcześniej jak ojciec wylądował na świeckim SORze z krwawiącymi wrzodami żołądka. Może parę miesięcy później gdy spłonął jego holenderski domek, a osoba organizująca zbiórkę pieniędzy na jego odbudowę, przywłaszczyła całą zebraną sumę. Może to nastąpiło gdy poznałem ćpuna, alkoholika i seksoholika, który chwilę później trafił na zamknięty odwyk. Chyba, że to była chwila gdy oddziałowa wzięła mnie kiedyś na bok i oznajmiła, że zapisała mnie na specjalizację. Niewykluczone, że owym efektem było ponowne zaproszenie "kur" nad jezioro, aby opić wyleczenie ojcowego nowotworu, by parę tygodni przed balangą ten kipnął nagle i niespodziewanie. 

Ktoś mógłby się w tych wydarzeniach dopatrywać znaków-sraków, ja wolę powiedzieć jebło to jebło, na chuj drążyć, karawana jedzie dalej, a na horyzoncie majaczą nowe krajobrazy, które być może są szarymi mirażami, albo zbliżającą się Apokalipsą, skoro komiks o nim wylądował najdalej.

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Już minął rok

To jest ostatnie zdjęcie taty jakie opublikował na facebook'u dwa dni przed swoją śmiercią. Jedną nogą stoi w Belgii, a drugą w Holandii.

Ten rok minął bardzo szybko i dość sporo wydarzyło się w tym czasie. Nie ma już kotki Agaty, Fiona i Shrek nauczyli się sporo ogłady przez ten czas, a "królowa" to nawet sama zaczęła spontanicznie wchodzić do wody!!! Co prawda robiliśmy to stopniowo, gdy rzucałem jej patyk coraz dalej od brzegu. W tym czasie jej syn patrzył na to z pogardą, w bezpiecznej odległości około 50 metrów od jeziora. Na początku roku dostałem wypowiedzenie najmu lokum w Fordonie, po dwudziestu latach mieszkania w tym miejscu. Zatem siłą rzeczy muszę zintensyfikować prace wykończeniowe domku po tacie, żeby z końcem roku zamieszkać tu na stałe. Niedawno skończyłem edukować się na specjalizacji pielęgniarskiej i teraz czeka mnie tylko jesienny egzamin państwowy. Rozważam zmianę pracy, skoro ostatnia rzecz (mieszkanie) jaka mnie trzymała w Juraszu właśnie się kończy.

Zatem wszystko wskazuje, że na półwiecze życia czekają mnie spore zmiany... Pożyjemy... Zobaczymy...

czwartek, 14 maja 2026

Melancholijny ćpun

Jakoś chyba dwa lata temu, trafiłem w sieci na informację, że Ketamina będąca lekiem, który czasem używamy w pracy przy znieczulaniu pacjentów, ma nowe zastosowanie w leczeniu depresji, a że lubię "eksperymentować" na sobie, żeby w dyskusji na jakiś temat być praktykiem czegoś, a nie tylko teoretykiem, to również ten medykament użyłem na sobie.

Specyfik chociaż jest ściśle reglamentowany, zabierałem jako resztki po znieczuleniu, bo zazwyczaj wszystkiego się nie zużywa, a pozostałość w fiolce po prostu wyrzuca. Najtrudniej jest sobie samemu założyć wenflon... Znaczy technicznie przy moich żyłach to bułka z masłem, tylko trzeba pokonać psychiczny opór, żeby samemu się dziabnąć. Nigdzie w internetach nie znalazłem jakie jest dawkowanie w psychiatrii, natomiast wiem jakie jest w anestezjologii, więc żeby być w miarę świadomym i nie odlecieć w zaświaty, choć kopa daje niezłego, po prostu ją miareczkowałem.

Jakbym miał do czegoś porównać jej działanie po podaniu, to jakby wrzucić bardzo musującą tabletkę do szamba, czyli efekt zaczyna się od "dna", czyli podstawy mózgownicy, by dość szybko poczuć "bąbelki" na powierzchni. Pomijam oczywiście efekty uboczne, które również występują, ale dość szybko mijają. Póki co przez te dwa lata specyfik zastosowałem czterokrotnie, więc raczej uzależnionym narkomanem nie jestem, natomiast nie jestem w stanie określić ,na ile to jest faktyczne działanie długofalowe, a na ile efekt placebo, ale po każdym kolejnym razie, "gnojowica" staje się jakby bardziej przejrzysta.

czwartek, 30 kwietnia 2026

Rzutem na taśmę...

 ... wrzucam jakiś pościk, żeby choć jeden był w miesiącu kwietniu.

Zapierdalando trwa w najlepsze, dzieje się mnóstwo i choć pomysły na wpisy są, to nie ma kiedy ich produkować. Jednym z nich miał być nawiązujący do bożonarodzeniowego, gdzie opowiadałem o swojej pierwszej choince, która trwała aż do pierwszego dnia wiosny, aby to strojne drzewko spalić jako Marzannę.

Aktualnie jestem na urlopie i ogarniam wiejskie tematy. Porządków po tacie nie ma końca: segregacja przydasi, katalogowanie księgozbioru, wyjadanie resztek po nim. Zima się skończyła, trzeba ukulać opału na kolejną (kupiłem sobie piłę łańcuchową), założyłem miniogródek, załadowałem kompostownik na full, zrobiłem dwa kolejne podejścia, umocniłem groblę nad jeziorem, bo się lekko rozjechała. 

Z racji wypowiedzenia po dwudziestu latach mieszkania we Fordonie, muszę hacjendę względnie ogarnąć do końca roku. Powoli zacząłem zwozić rzeczy z miasta tutaj, niedługo zacznę ocieplać pozostałą resztę, a potem kopanie studni, wykończenie łazienki i stworzenie komiksoteki marzeń.

niedziela, 8 marca 2026

International Women's Day

Dzisiejszy SZF ciut spóźniony nawet podwójnie, bo primo w niedzielę z okazji Dnia Kobiet, a po drugie pierwszy w tym roku, gdyż autentycznie czasu na skrobanie postów nie styka. 

Zatem wszystkiego NAJ Drogie Panie!!!

foto - Kuba Łakomy 

wtorek, 3 marca 2026

Yuanxiao

Od zawsze fascynowały mnie świetliste festiwale, gdzie ogień gra główną rolę. Noc Kupały (skakanie przez ognisko, puszczanie wianków, poszukiwanie kwiatu paproci), Adwent (odpalanie czterech świec co tydzień, wieczorne roraty z lampionami), Święto Zmarłych (masowe zapalanie zniczy na grobach), żydowska Chanuka (dziewięcioramienny świecznik), hinduskie Diwali, czy azjatyckie święta lampionów i wiele innych. Dzisiaj obchodzimy chińskie Yuanxiao, podczas którego w pierwszą pełnię nowego roku, zapala się czerwone latarnie.

Z racji tego, że ostatnio w jednym terminie nagromadziło się u mnie ptasich trucheł, pomyślałem sobie że zrobię im przy okazji tego święta pochówek nad jeziorem, robiąc też z nich magiczne totemy, strzegące granic posiadłości. 

Zrobiłem z nich mumie. Najpierw ich ciała zabandażowałem, nogi obwiązując czerwoną włóczką, a na piersi ułożyłem szkaplerze z muszli św. Jakuba i jednogroszówek. 

Później je całościowo zawoskowałem, a na koniec zagipsowałem przez co wyglądały jak... szynki.

Przez całą noc leżakowały jeszcze przed taty portretem pogrzebowym, z położonymi na nich agatem, kryształem górskim oraz srebrną monetą, by po zmroku, w świetle księżycowej pełni, ostatecznie spocząć w grobach. Kawka strzegąca drogi dojazdowej, jastrząb spoczął od strony lasu, natomiast czapla pilnuje ścieżki nad jezioro. Na ostatniej stronie usytuowany jest zwierzęcy cmentarz.