Mój tata był alkoholikiem.
Na szczęście kompletnie niegroźnym. Po prostu lubił sobie dziabnąć, najlepiej w towarzystwie. Pod wpływem nie był obcesowy, chamski, czy agresywny. Jak już zatankował pod korek, szedł grzecznie lulu do łóżka.
Dziadek po kądzieli pił zawodowo, bo był gorzelnianym, dziadka po mieczu nie przypominam sobie z kieliszkiem czy kufelkiem, ale synowie, czyli mój ojciec i jego brat alkoholizowali się dość często i regularnie.
Z pustych butelek jakie po tatku zostały, wymurowałem trzy ściany. Białą, zieloną i brązową, a jeszcze sporo (chyba większa połowa) materiału została.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz