środa, 15 maja 2019

Pierwszy Marsz Równości w Bydgoszczy

W minioną sobotę po bydgoskich ulicach przeszedł pierwszy Marsz Równości.
Jechałem na niego pełen mieszanych uczuć. Odrobina ciekawości, szczypta adrenaliny, wymieszanej ze strachem oraz sporo radości, że wreszcie komuś chciało się ruszyć ten temat w mieście, w którym mieszkam od kilkunastu lat.
Impreza ruszała z Wyspy Młyńskiej, gdzie bynajmniej nie z tej okazji usypano kwietne dywany.
Na miejscu wszystkie moje obawy uleciały z wiatrem. Zamiast kilkunastu osób na krzyż, zastałem kolorowy, radosny tłum, trzy dudniące rytmiczną muzyką platformy oraz ogrom pozytywnej energii. Wśród tęczowej braci udało mi się wyłowić cztery zjawiskowe motyle. Oczywiście byłem przygotowany na taką okazję, więc kolekcja Polskich Drag'ów powiększyła się o kolejne postacie.
Ala Express
Charlotte Drag Queer
Jej Perfekcyjność
Lelita Petit
W trakcie Marszu, nie obyło się bez spotkania garstki Ciemnego Ludu (dosłownie i w przenośni). Ubrani w czarno-buro-szare ciuchy, coś tam sobie pokrzyczeli, podrzucili parę prezentów (jajek i petard), jednak Policja bardzo sprawnie nie pozwoliła nam się bliżej zbratać.
Oficjalny after odbył się w nieczynnym Pomorzaninie, który mam nadzieję, że zostanie odnowiony i wróci w glorii i chwale na kulturalną mapę Bydgoszczy.
Z okazji imprezy zostało również otworzone przejście z kina do Mózgu, gdzie z kolei odbył się after afteru, na który z powodu zamroczenia radością i alkoholem niestety nie dotarłem.
Na imprezie udało mi się złapać do zdjęcia jednego z organizatorów Marszu ze Stowarzyszenia Stan Równości, na którego ręce złożyłem podziękowania za perfekcyjnie zorganizowany event!
Bartek Jaszczyk

środa, 8 maja 2019

Polaroidowy szlak Drzewo i Sacrum

Po wielu latach wróciłem na Podlasie jako turysta. To taki region, który jest jednym z ostatnich bastionów, broniących w pozytywnym rozumieniu zaściankowych tradycji. Z jednej strony zgadzam się z Prezesem Jedynej Słusznej Partii, który niedawno powiedział, że Podlasie bardzo skorzystało z dobrodziejstw unijnych dotacji (sic!) i to faktycznie widać. Z drugiej jest jeszcze sporo takich miejsc gdzie można znaleźć perły drewnianej architektury, a przysłowiowy pies dupą szczeka.
Mam taki pomysł, żeby takie powoli odchodzące w zapomnienie podlaskie zakątki, uwieczniać na nietrwałych i kapryśnych polaroidach. 
Szlak Drzewo i Sacrum był na mojej powrotnej top liście. Zmierzyć się z zastanymi warunkami nie było łatwo. Mało czasu na wyczekanie "złotego momentu", brak odpowiedniego odejścia, zmienne warunki świetlno-pogodowe... Cóż! Większość klejnotów na moich polaroidach nie olśniewa tak jak w rzeczywistości.
Bielsk Podlaski
Bielsk Podlaski
Dubicze Cerkiewne
Łosinka
Orla
Parcewo
Puchły
Rajsk
Stary Kornin
Szczyty-Dzięciołowo
Trześcianka

poniedziałek, 6 maja 2019

Hard work Ofelion

Patrząc na niektóre fotki ofelionowe, ktoś może sobie pomyśleć, że to kaszka z mleczkiem.
Część z nich była robiona z przyjemnością, na luzie i jakby od niechcenia, jednak najczęściej jest to ciężka praca.
Z racji wyeksploatowania tematu do granic możliwości, chyba ostatnim polem do popisu są ofeliony turystyczne, czyli w pewnym sensie kontynuowanie jednego z pierwotnych założeń projektu. W sumie stało się to moim kolejnym hobby, polegającym na rzucaniu się do wody, mając jakiś interesujący obiekt podróżniczy w tle.
W miniony długi weekend majowy znowu wędrowałem po ukochanym Podlasiu, a na przykładzie żartobliwego topielca z biebrzańskich bagien, zademonstruję proces powstawania kadru.
Jednego dnia wybraliśmy się na szlak "Barwik". Niestety wieloletnia susza daje się we znaki również na rozległych bagnach i zamiast brnięcia w błocie po pas i bardziej, w najgłębszym miejscu było raptem do połowy uda. 
Chciałem na ofelionowym zdjęciu wcielić w życie hasło
"Bagno wciąga!... dosłownie i w przenośni",
robiąc pocztówkę w stylu "Pozdrowienia z Biebrzy", czyli samą rękę wystającą z wody, w geście pozdrowienia/pomocy.
Pierwszym etapem robienia zdjęcia jest znalezienie odpowiedniego miejsca do utopienia. Należy wziąć pod uwagę względy malowniczości, dostępności, bezpieczeństwa, liczebności postronnych gapiów.
Kolejnym etapem jest sprawdzenie panujących warunków, uporządkowanie planu z przeszkadzających elementów lub dodanie jakichś easter egg'ów.
W przypadku omawianego zdjęcia jest nim mój but, który niby został wciągnięty przez błoto.
Zanurzenie. 
Nie zawsze miłe, bo woda zimna, brudna, śmierdzi itp.
Albo jest zbyt płytka, żeby efekt był zadowalający.
Więc trzeba zmienić ułożenie ciała, żeby stworzyć iluzję bardzo głębokiej wody.
Tutaj przezornie ustawiłem kadr pod światło, żeby niebo odbijające się w tafli wody, maskowało ciało prześwitujące spod mętnej brei.
W cyklu pierwotnym, najczęściej robiłem sobie selfiaki z opóźnionym zapłonem, co i tak było zbyt krótkim czasem od momentu zanurzenia, przez co często są widoczne kręgi na wodzie, niestety zdradzające prawdopodobną żywotność potencjalnego trupa. 
Mając do dyspozycji "migawkowego", najczęściej poinstruowanego w kwestii kadru i pożądanego efektu, staram się wytrzymać w nieruchomej pozycji jak najdłużej.
Wynurzenie zazwyczaj jest mniej problematycznie, chociaż w szybkim nurcie strumienia i rzeki, ciało zdołało się przemieścić, a dalej mogą na dnie czyhać szkła, ostre kamienie, gałęzie. Wychodząc z przerębla można się zranić o ostre krawędzie lodu lub zwyczajnie poślizgnąć, a w mulistym dnie po prostu zapadać.
Na koniec warto również się obmyć z nadmiaru syfu, co przy obecnie włochatym cielsku daje dużo "radości".
Na chwilę obecną mam dwa wielkie, ofelionowe marzenia turystyczne, które wiążą się z prawdopodobną karą pieniężną, więc zbieram na nie kasę.
Pierwszy to "kąpiel" w rzymskiej fontannie di Trevi.
Drugim jest zanurzenie się w wodach Morskiego Oka.

środa, 1 maja 2019

O! DYSco men! Volume 3

Ostatnia część OdDysejowych polaroidów, powstałych dokładnie przed rokiem, przedstawia męskich uczestników tego pleneru.
 Poprzednie do obejrzenia tutaj oraz tutaj.
Bodys Jakub
Górka Robert
Tajemniczy Tomasz
Płoch Krzysztof
Szenk Paweł
Tofiluk Dariusz
Tokarczyk Ignacy
Zięba Albert

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Gdzie kucharek sześć...

Ostatnio mój umysł znalazł sobie nową rozrywkę, czyli wyszukiwanie alegorii, analogii i porównań w życiu codziennym, być może dając podświadome sygnały, że valar morghulis Parę dni temu padło na modeling, teraz fotografię TFP. Co prawda już kiedyś na ten temat się rozpisywałem i moje rozumowanie tego rodzaju współpracy chyba jest znane, choć być może niekiedy nieakceptowane, jednak "edukowania" nigdy nie za wiele.
Uważam, że fotografia TFP służy WYŁĄCZNIE wzbogacaniu portfolio ludzi w nią zaangażowanych. Wszelkie rodzaje jakiegokolwiek czerpania korzyści materialnych z powstałych zdjęć są według mnie mocno śliskim tematem, choć nie oznacza, że nieakceptowalnym. To już kwestia osobnego dogadania między współtwórcami, jeżeli taki "problem" się pojawi". Oczywistym dla mnie jest, że istnieje popyt na fotografie, szczególnie jeśli są one dobre. No i tutaj zaczynają się schody. Idealnie jeżeli fotograf fatyguje się z samą informacją ewentualnej sprzedaży dzieła, a potem zaczyna się mniej lub bardziej rzeczowa dyskusja, więc teraz czas na alegorię:
FOTOGRAFIA TFP JEST JAK WSPÓLNE PIECZENIE CIASTA
Ktoś daje ingrediencje, ktoś przepis, ktoś sprzęt, ktoś zdobniczy talent, we wszelakich możliwych kombinacjach i proporcjach.
Ile to już razy słyszałem pokraczną argumentację, że fotografowi należy się najwięcej, bo aparaty, filmy, oprogramowanie, doświadczenie, czas itp., próbując dyskredytować w przenośni, że modelka ma po prostu dar odpowiedniego wyglądu i talentu, nie inwestując w to wcale, albo wizażystka czy stylistka dostała swoje narzędzia od Wróżki Zębuszki. Najczęściej spotykam się z propozycją 7:3, prawdopodobnie z pominięciem reszty współtwórców. 
Wydaje mi się, że podział powinien być fifty-fifty dla wszystkich! Podkreślam, że w przypadku współpracy TFP. Po pierwsze dlatego, że dość trudno dociec kto, ile zainwestował materialnie i niematerialnie. Po drugie, najważniejsze - fotograf z automatu dostaje większy kawałek upieczonego ciasta, bo jako JEDYNY ma do niego wieczyste prawo!
Podsumowanie muzyczne, które już kiedyś pojawiło się na tym blogu, właśnie w trakcie pieczenia ciasta, jednak tym razem w remake'u.

niedziela, 21 kwietnia 2019