niedziela, 15 grudnia 2019

sobota, 14 grudnia 2019

środa, 11 grudnia 2019

There are three Jokers!?

Pod koniec ery New DC, Batman dosiadający wszystkowiedzącego tronu Moebiusa, zadawał mu różne pytania, a jedna odpowiedź była niezwykle szokująca!
Okazało się, że największy jego antagonista jest niczym Bóg Wszechmogący, czyli w trzech osobach!
No i jeżeli spojrzeć na to z perspektywy filmograficznej, to faktycznie jest coś na rzeczy.
Co prawda dekady temu, w komediowym serialu telewizyjnym występował Joker w wykonaniu Cesara Romero z zamalowanym wąsem, którego aktor nie zgodził się zgolić, ale jego można potraktować jako zabawne kuriozum.
Dopiero pod koniec lat 80 świat oszalał na punkcie wykonu Jacka Nicholsona, który na wiele lat stał się ikonicznym Królem Zbrodni.
Zatem nie miał łatwo Heath Ledger, z którego hejterzy robili sobie podśmiechujki gdy padła informacja, że to on zostanie nowym Zabójczym Klaunem. Tymczasem rola przeszła do historii kinematografii, aktor tuż po premierze popełnił samobójstwo i dostał pośmiertnego Oskara, a mnie za każdym razem jak oglądam go na ekranie, szczególnie w tej scenie przechodzą ciary.
Później był epizodyczny Jared Leto, który moim zdaniem miał potencjał, jednak nie dane mu było go rozwinąć, więc teraz kompletnie nie liczy się w rankingach, no chyba że do Złotej Maliny.
W tym roku poznaliśmy domniemany origin tej postaci i znowu malkontenci narzekali przed projekcją jakiż to jest zły pomysł i fatalny odtwórca Joaquin Phoenix. Tymczasem film bije rekordy oglądalności, zbiera deszcz nagród i zachwyt publiczności.
Najwcześniej był oczywiście Conrad Veidt w "The man who laughs", stając się de facto pierwowzorem Jokera.
Po drodze był jeszcze serial "Gotham", w którym z tego co się orientuję, bo niestety nie mam czasu na oglądnie seriali, postać Jerome/Jeremiaha nigdy wprost nie została nazwana, że on to ON.
Jednak obecnie w lubisiach liczą się Jack, Heath oraz Joaquin!

wtorek, 10 grudnia 2019

Final Ophelion Conceptual Art

Minione pół nocy spędziłem bezsennie w wygodnym łóżku, turlając się z boku na bok. Bynajmniej ten stan nie był spowodowany wręczanym dzisiaj Oldze Tokarczuk Noblem. Miotała mną setka pomysłów związana z wystawą, którą chciałbym zwieńczyć trwającego już kilka lat Ofeliona.
Od dłuższego czasu powtarzam, że jestem już zmęczony tym tematem, a mniej więcej przez ostatni rok rozważałem całościową wystawę jemu poświęconą. Wymyśliłem sobie, żeby wernisaż odbył się 20.02.2020 roku, bo sama data wygląda zacnie. Oczywiście wykazałem się maksymalną ignorancją w temacie wystawienniczym uważając, że wpadnę z marszu do pierwszej, lepszej galerii, rzucę temat i będzie natychmiastowy odzew 
"RÓBMY TO!!! TERAZ, NATENTYCHMIAST, JUŻ!!!"
Mijały tak kolejne miesiące i pomijając ogólną koncepcję, kompletnie nie czyniłem żadnych ruchów w tej materii. Teraz jest już chyba ciut zbyt późno, ale w sumie bez żalu.
Co się odwlecze, to nie uciecze, a dojrzeje jeszcze bardziej, no chyba że skiśnie.
Zresztą od nowego roku startuję z projektem, który wykluł się mniej więcej 1,5 roku temu, a jest powieleniem pierwotnego pomysłu, czyli robienia codziennie, przez 365 dni jednego zdjęcia. Różnica będzie polegała na tym, że zamierzam to czynić polaroidem, bez tak sztywnych reguł jak poprzednio, co nie znaczy, że będzie łatwiej, bo jest to technika mocno zawodna, nieprzewidywalna i droga, a dodatkowo będę bardziej uzależniony od osób drugich.
Z kolei miesiąc temu napadł mnie kolejny koncept, żeby tym razem zrobić twist w temacie, ale to temat na lata i niech póki co sobie kiełkuje.
Od dłuższego czasu fantazjuję również o przytulnym domku na wsi. Wizualizuję jego wygląd, sieję i sadzę w ogrodzie, projektuję wnętrze, zaszywam się w tajnej, komiksowej kaplicy.
Jak widać nadmiar wolnego czasu pozytywnie wpływa na pracę wyobraźni.
Wracając do nieprzespanej nocy, jestem bardziej niż pewien, że impulsem do tej lawiny pomysłów, stała się przeczytana na dobranoc książeczka dla dzieci pt. S.Z.T.U.K.A.
Do tej pory pomysł na wystawę polegał na tym, że w jednym miejscu zawisnąłby projekt pierwotny w formie kalendarza ściennego, gdzie indziej "Sielanka" oraz "Narcyz", a wspaniałomyślnie wypożyczone przez różnych autorów prace, będą prezentowane w najróżniejszych technikach fotograficznych (kolodiony, polaroidy, fotografie i wydruki wielkoformatowe). Na wspomnianym wernisażu wskoczyłbym do basenu i przez jakiś czas standardowo poudawał trupa.
Brawa, wino, przekąski, pogaduszki i do domciu.
...

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Land art deconstruction

Na początku lata, nudząc się na naturystycznej plaży, spacerowałem sobie wzdłuż brzegu i zbierałem muszle, a uzbierało się ich tyle, że stworzyłem z nich nietrwałą rzeźbę w terenie.
Zakładałem, że nie przetrwa dłużej niż standardowy zamek z piasku, i o ile pierwszy element złożony z długiej gałęzi, na której po prostu poukładałem skorupy, faktycznie zniknął po kilku dniach, najprawdopodobniej zabrany przez rzekę, o tyle druga rzecz trwała na miejscu.
Nie zniszczył jej żaden plażowicz, ani naturalny kataklizm. Rozpada się powoli pod wpływem warunków atmosferycznych.
Jestem ciekaw czy przetrwa zimę oraz wiosenne podtopienia?
Nowe graffiti

piątek, 6 grudnia 2019

Świąteczna, kolorowa pasja

 Lubię ludzi z pasją, którą się jarają gdy ją realizują.
Pierwsza sesja ze Sławkiem Kralą odbyła się w moim mieszkaniu i lubię ją za sam pomysł.
Tutaj był nowy/stary film kolorowy, który testowaliśmy dokładnie dwa lata temu w świątecznych sceneriach Bydgoszczy.
Chuj, że poruszone, nieostre, byle jak skadrowane i z farfoclami!
Liczy się pasja i kolorki!

środa, 27 listopada 2019

Tęczowy rusek nad Morzem Północnym

Jak wspomniałem na zakończenie tej relacji, zamiast zostać z Izą w Amsterdamie do wieczora, żeby paradować w szpilkach po dzielnicy czerwonych latarni, po pięciokrotnych ablucjach kanałowych postanowiliśmy wyskoczyć nad pobliskie morze, żebym na dobitkę zaznał również w nim kąpieli.
Nie ma co oszukiwać! 
Rozkosze cielesne raczej wątpliwe. 
Pizgało wiatrem z zachodu, zacinając ostrym piachem po łydach, ale nawet jakby napieprzał grad wielkości kurzych jaj i tak bym wszedł.
Zresztą jak widać po perspektywie niektórych zdjęć, fotografka również weszła.