niedziela, 11 września 2011
Qltury week 62
Plakat reklamujący największą komiksową imprezę, pokazuje idealnie co się dzieje.
Szary blok, gadające gacie i robocik z kartonu.
sobota, 10 września 2011
Saturday Zbok Fever 62
Złota plaża mi się marzy, a także tak obficie wyposażone blondyny, hasające na niej półnagie i lśniące od oliwki ;DDD
czwartek, 8 września 2011
Bizarre Bite 3 - Leczo
Jesienią jest to główne paliwo żerne, którym odżywiamy się z Pankiem.
Gotujemy tego pełen gar i pochłaniamy przez kolejny tydzień, popiardując radośnie po kątach.
Generalnie leczo odmienia się przez wszystkie gospodynie, czyli co kuchnia, to inny sposób wykonania. Dlatego nawet nie próbuję przedstawić jedynej właściwej wersji, bo taka chyba już nie istnieje.
LECZO
Składniki:
1 kg papryki czerwonej,
0,5 kg pieczarek,
2 duuuże cebule,
pęto kiełbasy,
średni słoiczek koncentratu pomidorowego,
100 ml wody,
oliwa (olej),
ostra papryka (przyprawa).
Czas przygotowania: około 1 godzina.
Sposób przygotowania:
W odpowiednio dużym garze, podsmażamy na oliwie kawałki papryki, aż puszczą pierwszy soczek. Następnie dodajemy wodę i dusimy pod przykryciem, na małym ogniu.
W międzyczasie podsmażamy pieczarki, później wrzucamy do gara, kiełbasę i do gara oraz cebulę krojoną w "piórka" - do gara.
Składniki kroję na dość duże kawałki, gdyż lubię czuć, co trzymam w pyszczku.
Gdy wszystko, wspólnie dusi się w naczyniu, dodaję koncentrat pomidorowy, wymieszany z ostrą papryką, tak żeby cała potrawa była odpowiednio (w zależności od preferencji) ostra.
Solić nie trzeba, gdyż sama kiełbasa jest dostatecznie słona.
Jeszcze chwilę bulgocimy leczo i właściwie możemy je nakładać na talerze wygłodniałych gości.
Oczywiście o wiele lepiej smakuje, gdy wszystkie składniki "przejdą się" nawzajem, czyli na drugi-trzeci dzień, po uprzednim schłodzeniu (zmrożeniu) i kolejnym zagrzaniu.
Jó étvágyat!
wtorek, 6 września 2011
Fafik's travels 19 - USA. Ann Arbor
Być może spodziewaliście się widoków nowojorskich drapaczy, słonecznej Florydy, dzikiej Alaski, wietrznego San Francisco, Wielkiego Kanionu lub niezmierzonej, trawiastej prerii.
Nic z tego.
Tak jak zapowiedziałem, wizyta w Stanach była krótka, a wiązała się z konferencyjnymi występami na University of Michigan.
Kampus uniwersytecki znajduje się w Ann Arbor.
W USA byłem po raz pierwszy, zatem nie mam porównania, jednakże oglądam wiele amerykańskich filmów i jedyne co mogę powiedzieć o tym mieście, to tylko tyle, że nie wyróżnia się niczym specjalnym na tle innych.
Ot sieć ulic, budynków, stacji paliwowych i marketów.
Specjalnie dla Panka sfotografowałem się przy Wolverine Tower.
Jemu ta nazwa kojarzy się tylko z komiksowym bohaterem, natomiast przeciętnemu hamerykaninowi z futrzastym zwierzakiem.
That's all Folks!
niedziela, 4 września 2011
Qltury week 61 czyli Black & White. Niepoprawny komiks i animacja
Z racji tego, że za oknami raczej cały czas szaro, buro i ponuro, kto ze stolycy lub okolicy, albo przejazdem, niech koniecznie wstąpi do Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Naszukałem się go jak głupi, bo wciśnięte toto między Hotel Intercontinental, a budowany wieżowiec Libeskinda (bynajmniej gdzieś w tym fyrtlu), jednak było warto!
Otóż jeszcze tylko niecałe pół miesiąca (do 18 września) odbywa się tam wystawa - Black & White. Niepoprawny komiks i animacja.
Kolejny to raz, próbuje się wbić temu narodu (przepraszam NARODOWI), że jedno i drugie nie som tylko dla dzieci.
Wystawa nie jest duża.
Myślę, że poświęcając całą uwagę wszystkim wyświetlanym filmikom oraz prezentowanym grafikom (w antyramach, na ścianach, czy szkle), a także pobieżnie kartkując "zakazane" komiksy, można bardzo miło spędzić jakąś godzinkę, chroniąc się przykładowo przed deszczem pod dachem i to za totalną darmoszkę.
Najwięcej radochy sprawiła mi salka, wymalowana specjalnie przez Marka Raczkowskiego.
Szczególnie jednego obrazka warto poszukać, bo łatwo go z racji położenia przegapić.
Kwintesencja Raczkowskiego ;DDD
Bezlitośnie jeździ po nadętym ego Polaków, jak na łysej kobyle.
Powiem Wam w sekrecie, że jak rzadko kiedy, musiałem chronić Panka przed popełnieniem jednego z grzechów głównych.
W jednej z sal, na stoliku, leżała sterta różnych komiksów, wśród których spoczywał TEN KOMIKS!!!
Gdy go Panek zauważył, zrobił się niespokojny, oczy dostał rozbiegane, ręce spocone i roztrzęsione, w kąciku ust zalśniła stróżka śliny.
Ojojoj...
Niezbyt dobrze to wróżyło.
Musiałem stanąć tuż przy książce
warcząc, szczekając i groźnie szczerząc zęby, wybić mu z pustej, uzależnionej łepetyny głupie myśli.
Było ciężko, ale wreszcie odszedł, strzelając megafocha.
Później na spokojnie przejrzałem rzeczone dziełko i wiecie co?
Nie wiem czemu, zrobiono z tego taką sensację.
Widziałem u Panka na półkach o wiele "gorsze" rzeczy.
Zatem jeśli nie macie co ze sobą zrobić, będąc akurat w Warszawie, to idźcie do MSN, tym bardziej, że jest niedaleko Dworca Centralnego.
Po co czekać na wiecznie opóźnione pociągi w hałasie i smrodzie?
sobota, 3 września 2011
Saturday Zbok Fever 61
Króciutki filmik poglądowy, jak prostymi metodami dyscyplinować kobiety ;)
Mam ogromną chęć zrobić tak mojej szefowej, która na sam początek miesiąca, rozgrzała swoim duractwem cały zespół do czerwoności!!!
wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr...
Panna z wąsem zaistniała w mainstreamie, dzięki gościnnym występom, w teledysku do udanego covera pewnej disco melodii.
Jako że uknuto spisek, mający pokazać światu moją (podobno) skrywaną kobiecą naturę, zatem ćwiczę pilnie, zapatrując się na dokonania tej artystki ;D
Może nie posiadam takich zajebistych ciuszków, a pijani goście weselni mówią, że jestem płaska, jednak sobie z tego nic nie robię i zarażam kolejne osoby pasją weselnych przebieranek ;)))
Na zakończenie melodia, która ostatnio hula mi po głowie.
piątek, 2 września 2011
Little comeback
Sporo się w tym czasie wydarzyło.
Zebrałem "odrobinę" materiału na kolejne wpisy, złapałem drugi oddech, przed dalszą pisaniną.
Przerwa od bloga pomogła spojrzeć na niego z innej perspektywy i zweryfikować kilka kwestii.
Chciałem też sprawdzić, jakie jest faktyczne czytelnictwo tego miejsca, bez "kółkoróżańcowego" towarzystwa, karmionego kolejnymi (czasami zupełnie bezsensownymi wpisami).
Otóż zaglądactwo zmniejszyło się dokładnie o połowę i napędzane było w 99% Googlem.
Nieodmiennie hitem tego miejsca jest queerowe spojrzenie na komiks, czyli Tęczowy KomiX BOX, a dokładniej rozdziały o biseksualizmie (1 miejsce), gejowszyźnie polskiej (2) i wstępny (3).
Chętnie klikano w kilka odcinków Saturday Zbok Fever: czternasty (4), trzydziesty drugi (6) oraz trzeci (8).
Miło mi, że pamięć o maszkach nadal trwa w narodzie (5 miejsce poczytności), a także interesuje Was los jednego z egzemplarzy Kobuza, który wylądował na moim osiedlu (7 miejsce).
Kompletnie nie wiem, dlaczego zainteresowaniem cieszył się wpis o filmie Lesbian Vampire Killers (9), obawiam się jedynie, że nadal funkcjonuje ono w społeczeństwie, na mentalnym poziomie posła W., natomiast fafikowy wpis o Chałupach (10), to prawdopodobnie wynik letniej pory.
W planach na przyszłość bloga jest... odrobinę mniejsza częstotliwość pisania (chyba nastąpiło zmęczenie materią).
Jak widać, zmieniła się szata graficzna.
Powitalny baner jest przetworzonym plakatem, który wypatrzyłem w jednej z krakowskich restauracji.
Pozdrawiam.


