piątek, 17 maja 2019

Mister Gay Poland 2017

Dwa lata temu postanowiłem wystartować w wyborach na Mistera Polski, tylko że tęczowego.
Konkurs był kilkuetapowy, a cały z nim problem polegał na tym, że chciałem dotrzeć do finału, podczas którego starałem się żeby nie zdobyć żadnego tytułu, który kompletnie nie był mi potrzebny, a właściwie byłby tylko kulą u nogi. Po prostu traktowałem udział w tym przedsięwzięciu w ramach rozrywki oraz chęci odśrodkowego poznania tego rodzaju imprezy.
Wybory regionalne odbywały się w kilku większych, polskich miastach. 
Zamiast do najbliższego Sopotu trafiłem do Katowic, bo akurat ten termin pasował mi najbardziej.
Zdobyłem zaszczytny tytuł ViceMistera, nie mając najmniejszych szans z faworytem.
Z tej euforii oraz nadmiaru procentów śmigających we krwi, zapomniałem zabrać z klubu pakiet nagród. 
Pal licho! 
Cel został osiągnięty, czyli zakwalifikowałem się do ligi ogólnopolskich finalistów, reprezentując tym samym Śląsk, a nie Kujawy. 
Przy okazji pobytu w tym regionie, zaliczyłem miło wspominaną sesję fotograficzną.
Kolejnym, nieobowiązkowym etapem, jak się dopiero na koniec całej przygody okazało, była warszawska Parada Równości.
Przyznaję bez bicia, że gdyby nie presja ze strony organizatora, prawdopodobnie nadal byłbym biernym, internetowym obserwatorem tego rodzaju aktywności środowiska LGBTQ w przestrzeni publicznej, uważając że niczego pozytywnego to nie przynosi.
Myliłem się ogromnie!!!
Przymus bycia na tej imprezie był dla mnie dość trudny logistycznie, co skutkowało sporą kilometrówką zaliczoną w krótkim czasie. 
W czwartek wieczorem jechałem do Michałowic, żeby zrealizować umówioną jakąś pół roku wcześniej sesję. Kolejna noc w pociągu, by od rana zapieprzać w paradowym ferworze, co wyjaśnia "lekko" nieświeży wygląd, wonz i liczne tatuaże, których celowo nie zmywałem.
Przed marszem mieliśmy zorganizowaną sesję wizerunkową. 
W trakcie parady, biegałem z koszyczkiem wśród tłumu, rozdając ludziom prezerwatywy oraz zbierając buziaki od drag queens.
Wieczorem prezentacja kandydatów na scenie głównej oraz wybory mistera parady.
Ogólnopolski finał był dwudniowy i odbywał się w Poznaniu.
Zgodnie z deklaracjami organizatora, który powtarzał jak mantrę, że to nie jest konkurs piękności, mieliśmy do zaliczenia kilka zadań: test z wiedzy LGBTQ, znajomość języka angielskiego, rozmowa z komisją, autoprezentacja w "reklamie". 
Do tego wizyta w poznańskim schronisku dla zwierząt, spotkanie w siedzibie Grupy Stonewall, wspólny obiad, zbieranie punkcików w internetowym głosowaniu na mistera foto czy publisi. 
Na koniec właściwa szopka, czyli sceniczne wygibasy.
Podczas tych wszystkich konkurencji wspiąłem się na wyżyny psychologiczno-fizycznej jogi, żeby zaprezentować się w miarę wyględnie oraz inteligentnie (vice zobowiązywało), jednak na tyle przeciętnie żeby przypadkiem nie wyjebać się na podium. Stąd te "dziwaczne", niepokojące miny do zdjęć promocyjnych, zaplamiona koszulka na foto do konkursu mr foto, delikatnie lekceważący, ironiczny ton podczas pogadanki z komisją oraz potknięcia wiedzowe.
Wyścig zasłużenie wygrał Kacper Sobieralski
Przygoda - Świetna
Wspomnienia - Kolorowe
Znajomości - Wiele
Organizacja - Przemilczę 

czwartek, 16 maja 2019

ITO

Na taki jeden podlaski, przyjechała Kasia Grzelak i przywiozła projektowane przez siebie dzianiny pod marką ITO
Rewelacyjne ciuchy, aż żal że tylko kobiece!
Juleczkowy duet w tych ciepłych, zwiewnych oraz miękkich cudownościach poczynił nam Gregory Pin.
foto Dariusz Gas
 Do bezciuchowego trójkąta dołączyła Aldona Sitarczyk.

środa, 15 maja 2019

Pierwszy Marsz Równości w Bydgoszczy

W minioną sobotę po bydgoskich ulicach przeszedł pierwszy Marsz Równości.
Jechałem na niego pełen mieszanych uczuć. Odrobina ciekawości, szczypta adrenaliny, wymieszanej ze strachem oraz sporo radości, że wreszcie komuś chciało się ruszyć ten temat w mieście, w którym mieszkam od kilkunastu lat.
Impreza ruszała z Wyspy Młyńskiej, gdzie bynajmniej nie z tej okazji usypano kwietne dywany.
Na miejscu wszystkie moje obawy uleciały z wiatrem. Zamiast kilkunastu osób na krzyż, zastałem kolorowy, radosny tłum, trzy dudniące rytmiczną muzyką platformy oraz ogrom pozytywnej energii. Wśród tęczowej braci udało mi się wyłowić cztery zjawiskowe motyle. Oczywiście byłem przygotowany na taką okazję, więc kolekcja Polskich Drag'ów powiększyła się o kolejne postacie.
Ala Express
Charlotte Drag Queer
Jej Perfekcyjność
Lelita Petit
W trakcie Marszu, nie obyło się bez spotkania garstki Ciemnego Ludu (dosłownie i w przenośni). Ubrani w czarno-buro-szare ciuchy, coś tam sobie pokrzyczeli, podrzucili parę prezentów (jajek i petard), jednak Policja bardzo sprawnie nie pozwoliła nam się bliżej zbratać.
Oficjalny after odbył się w nieczynnym Pomorzaninie, który mam nadzieję, że zostanie odnowiony i wróci w glorii i chwale na kulturalną mapę Bydgoszczy.
Z okazji imprezy zostało również otworzone przejście z kina do Mózgu, gdzie z kolei odbył się after afteru, na który z powodu zamroczenia radością i alkoholem niestety nie dotarłem.
Na imprezie udało mi się złapać do zdjęcia jednego z organizatorów Marszu ze Stowarzyszenia Stan Równości, na którego ręce złożyłem podziękowania za perfekcyjnie zorganizowany event!
Bartek Jaszczyk

środa, 8 maja 2019

Polaroidowy szlak Drzewo i Sacrum

Po wielu latach wróciłem na Podlasie jako turysta. To taki region, który jest jednym z ostatnich bastionów, broniących w pozytywnym rozumieniu zaściankowych tradycji. Z jednej strony zgadzam się z Prezesem Jedynej Słusznej Partii, który niedawno powiedział, że Podlasie bardzo skorzystało z dobrodziejstw unijnych dotacji (sic!) i to faktycznie widać. Z drugiej jest jeszcze sporo takich miejsc gdzie można znaleźć perły drewnianej architektury, a przysłowiowy pies dupą szczeka.
Mam taki pomysł, żeby takie powoli odchodzące w zapomnienie podlaskie zakątki, uwieczniać na nietrwałych i kapryśnych polaroidach. 
Szlak Drzewo i Sacrum był na mojej powrotnej top liście. Zmierzyć się z zastanymi warunkami nie było łatwo. Mało czasu na wyczekanie "złotego momentu", brak odpowiedniego odejścia, zmienne warunki świetlno-pogodowe... Cóż! Większość klejnotów na moich polaroidach nie olśniewa tak jak w rzeczywistości.
Bielsk Podlaski
Bielsk Podlaski
Dubicze Cerkiewne
Łosinka
Orla
Parcewo
Puchły
Rajsk
Stary Kornin
Szczyty-Dzięciołowo
Trześcianka

poniedziałek, 6 maja 2019

Hard work Ofelion

Patrząc na niektóre fotki ofelionowe, ktoś może sobie pomyśleć, że to kaszka z mleczkiem.
Część z nich była robiona z przyjemnością, na luzie i jakby od niechcenia, jednak najczęściej jest to ciężka praca.
Z racji wyeksploatowania tematu do granic możliwości, chyba ostatnim polem do popisu są ofeliony turystyczne, czyli w pewnym sensie kontynuowanie jednego z pierwotnych założeń projektu. W sumie stało się to moim kolejnym hobby, polegającym na rzucaniu się do wody, mając jakiś interesujący obiekt podróżniczy w tle.
W miniony długi weekend majowy znowu wędrowałem po ukochanym Podlasiu, a na przykładzie żartobliwego topielca z biebrzańskich bagien, zademonstruję proces powstawania kadru.
Jednego dnia wybraliśmy się na szlak "Barwik". Niestety wieloletnia susza daje się we znaki również na rozległych bagnach i zamiast brnięcia w błocie po pas i bardziej, w najgłębszym miejscu było raptem do połowy uda. 
Chciałem na ofelionowym zdjęciu wcielić w życie hasło
"Bagno wciąga!... dosłownie i w przenośni",
robiąc pocztówkę w stylu "Pozdrowienia z Biebrzy", czyli samą rękę wystającą z wody, w geście pozdrowienia/pomocy.
Pierwszym etapem robienia zdjęcia jest znalezienie odpowiedniego miejsca do utopienia. Należy wziąć pod uwagę względy malowniczości, dostępności, bezpieczeństwa, liczebności postronnych gapiów.
Kolejnym etapem jest sprawdzenie panujących warunków, uporządkowanie planu z przeszkadzających elementów lub dodanie jakichś easter egg'ów.
W przypadku omawianego zdjęcia jest nim mój but, który niby został wciągnięty przez błoto.
Zanurzenie. 
Nie zawsze miłe, bo woda zimna, brudna, śmierdzi itp.
Albo jest zbyt płytka, żeby efekt był zadowalający.
Więc trzeba zmienić ułożenie ciała, żeby stworzyć iluzję bardzo głębokiej wody.
Tutaj przezornie ustawiłem kadr pod światło, żeby niebo odbijające się w tafli wody, maskowało ciało prześwitujące spod mętnej brei.
W cyklu pierwotnym, najczęściej robiłem sobie selfiaki z opóźnionym zapłonem, co i tak było zbyt krótkim czasem od momentu zanurzenia, przez co często są widoczne kręgi na wodzie, niestety zdradzające prawdopodobną żywotność potencjalnego trupa. 
Mając do dyspozycji "migawkowego", najczęściej poinstruowanego w kwestii kadru i pożądanego efektu, staram się wytrzymać w nieruchomej pozycji jak najdłużej.
Wynurzenie zazwyczaj jest mniej problematycznie, chociaż w szybkim nurcie strumienia i rzeki, ciało zdołało się przemieścić, a dalej mogą na dnie czyhać szkła, ostre kamienie, gałęzie. Wychodząc z przerębla można się zranić o ostre krawędzie lodu lub zwyczajnie poślizgnąć, a w mulistym dnie po prostu zapadać.
Na koniec warto również się obmyć z nadmiaru syfu, co przy obecnie włochatym cielsku daje dużo "radości".
Na chwilę obecną mam dwa wielkie, ofelionowe marzenia turystyczne, które wiążą się z prawdopodobną karą pieniężną, więc zbieram na nie kasę.
Pierwszy to "kąpiel" w rzymskiej fontannie di Trevi.
Drugim jest zanurzenie się w wodach Morskiego Oka.

środa, 1 maja 2019

O! DYSco men! Volume 3

Ostatnia część OdDysejowych polaroidów, powstałych dokładnie przed rokiem, przedstawia męskich uczestników tego pleneru.
 Poprzednie do obejrzenia tutaj oraz tutaj.
Bodys Jakub
Górka Robert
Tajemniczy Tomasz
Płoch Krzysztof
Szenk Paweł
Tofiluk Dariusz
Tokarczyk Ignacy
Zięba Albert