Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 listopada 2010

Fafik's travels 9 - BET: Chorwackie żarcie

Miałem wrzucić wpis w środę, ale wypadł mi z Pankiem nagły wyjazd do stolicy i dopiero teraz wróciłem.
Nie przepadam za Warszawą, wręcz mnie wszystko boli (najbardziej głowa), jak mam tam jechać.
To miasto nawet nie próbuje być ładne.
Rozumiem że Hitler i Stalin zrobili co swoje i po wojennych prawie całkowitych zniszczeniach, odrodziła się z gruzów jak feniks z popiołów, tylko że odbudowano ją byle jak i z byle czego.
Minie jeszcze wiele lat zanim naprawione zostaną te wszystkie szkody.
Każde normalne nadrzeczne miasto zwraca głównie swoje oblicze właśnie ku wodzie, natomiast tutaj Wisła jest martwa.
Zdaję sobie sprawę, że jako "metropolia" daje wiele możliwości rozwoju, lansu i znajomości i niektórzy zachłystują się tym faktem.
Dwa razy w życiu miałem sposobność sprowadzenia się za chlebem do Warszafki, tylko że jako zwykły wiejski kundel, najzwyczajniej w świecie kołowacieję tutaj, a poza tym nie mam aż takich potrzeb, jakie to miasto mogłoby zaspokoić, zatem dziękuję i pobiegam po lesie, a od czasu do czasu poświęcę się i przyjadę do wielkiego miasta.

Jednak nie miało być o Warszawie tylko o chorwackich rozkoszach podniebienia.
Tutejsza kuchnia to takie pomieszanie kuchni śródziemnomorskiej (oliwki, owoce morza), włoszczyzny w postaci makaronów oraz mięsnej słowiańszczyzny.

Typowo bałkańska potrawa - Ćevapčići

to w uproszczeniu zwykłe mielone, tylko bardziej pikantne i w innym kształcie.
Jak makaron to koniecznie z morskimi robalami,

natomiast ryż podawany jest z kałamarnicowym atramentem i kawałkami ich ciałek.

Linje na zaru,

czyli kalmary z grila (jadłem to codziennie).
Na "deser" przegrzebki (muszle św. Jakuba),

zapiekane z masłem oryginalnie we własnych muszlach.
Jeszcze odrobina soku z cytryny i jesteśmy w raju.
W Polsce niektóre restauracje serwują przegrzebki, tylko że każą sobie płacić jak za zboże, a poza tym jest to potrawa która nie znosi mrożenia (tylko takie u nas są dostępne), więc zazwyczaj na talerzu ląduje kawałek gumiastej podeszwy.

To już koniec chorwackich klimatów ;/
Pisząc o tym kraju posiłkowałem się Przewodnikiem turystycznym National Geographic "Chorwacja" autorstwa Piers'a Letcher'a.
Książka napisana z jajem, z dużą ilością anegdot, jednym słowem najlepszy przewodnik z jakim do tej pory podróżowałem.
Jedyną jego wadą są fatalnej jakości plany miast, ale i tak góruje nad wszelakimi Pascalami, które są takim "Autostopem przez galaktykę" - dużo informacji, zazwyczaj przedawnionych lub nie mających odzwierciedlenia w rzeczywistości.

wtorek, 2 listopada 2010

Fafik's travels 9 - BET: Chorwacja - FKK Ulika

Źródło: skogar.de

Chorwacja znana jest jako europejska kolebka kempingów naturystycznych, profesjonalnie nazywanych FKK, od niemieckiego konglomeratu słów Freikörperkultur, co na uniwersalny język angielski, tłumaczone jest jako Free Body Culture.
Łącznie w kraju jest 12 kempingów, z czego na Istrii 7, w Kvarnerze 3, w Dalmacji 2. Wyznaczonych jest także 17 oficjalnych plaż naturystycznych, które stanowią część plaż przy hotelach i kempingach.
Jednak naturystów można spotkać także po za FKK, często nawet w dość zatłoczonych miejscach. Nikogo to nie dziwi i nikt się nie oburza.
Powszechnie praktykowanym zwyczajem jest opalanie się pań bez górnej części kostiumu.
Żeby poczytać odrobinę o naturystycznej filozofii można cofnąć się do tego wpisu.

Najbardziej znane (kultowe) ośrodki znajdują się oczywiście na Istrii i są to:
Polaris niedaleko Poreca,
Valalta koło Rovinj'a
oraz najsłynniejsza Koversada, z której najprościej dostać się z Vrsaru.
Dwa ostatnie znajdują się na przeciwległych brzegach chorwackiego fiordu zwanego Kanałem Limskim.

Jeżeli decyduję się na wypoczynek polegający na leżeniu plackiem i pluskaniu się w wodzie, staram się wynajdywać miejsca mniej oblegane (sławne).
Taki jest autocamping Ulika (w istryjskiej gwarze znaczy oliwka), zajmujący półwysep znajdujący się jakieś 5 km (12 km szosą) w linii prostej od Poreca.
Okres funkcjonowania: 16/04 do 10/10.



Na ogrodzonym terenie jest pełne zaplecze kulturalno-gastronomiczne, zatem nie ma potrzeby opuszczania tego miejsca ani na krok (jeżeli ktokolwiek wytrzyma codzienne nicnierobienie).
Przy okazałym wjeździe, ze szlabanami (obowiązują przepustki),
Źródło: kroistra.de

po prawej stronie, znajduje się budynek recepcji z kawiarenką internetową.
Źródło: bilder.krolada.de

Dalej znajduje się właściwy teren campingu, porośnięty oliwkowo-piniowo-dębowym gajem, podzielony na strefy z domkami,
Źródło: camping.hr

dla camperów, przyczep campingowych, namiotów.

Są tutaj sklepy, salon masażu, restauracje i bary, w tym mój ulubiony w samym centrum półwyspu, serwujący rewelacyjne, chorwackie żarcie, w przyzwoitej cenie,
Źródło: photoforum.istria.info

korty tenisowe, pole do minigolfa oraz buli, boiska do gry w różne piłki, plac zabaw,
Źródło: adriaforum.com

odkryty basen ze słodką wodą,
Źródło: forum.kroatien-tipps.de

Źródło: croatia-tourizm.info

Źródło: yasni.co.uk

marina oraz jakieś dwa kilometry skalisto-kamieniestej plaży.
Źródło: panoramio.com

Źródło: croatia.hr

Polacy przyzwyczajeni do złocistego, bałtyckiego piasku narzekają na chorwackie skały. Moim zdaniem leżenie na ciepłych głazach może nie należy do najwygodniejszych na świecie, jednak ma jedną wielką zaletę, mianowicie po zejściu z plaży nie musimy wygrzebywać z każdego zakamarka naszego ciała ton piasku ;)

Jest nawet spory wydzielony areał, przeznaczony dla wypoczynku zwierząt (z plażą i prysznicami).
Źródło: zapomniałem ;/

Po całym obszarze poruszmy się oczywiście na golasa.
WSPANIAŁE UCZUCIE!!!
Wyjątkami od reguły są wizyta w sklepie (nie ma zbytnio gdzie schować portfela), barze (ze względów czystohigienicznych wypada mieć, chociaż ręcznik pod tyłkiem) oraz wieczorne spacery (chłód).
Punkty sanitarne nie mają podziału na strefy kobiece i męskie, bo po co ;)
Największy ból jest wtedy, gdy po tygodniu takiej swobody trzeba znowu wciągnąć łachy (wszystko drapie, swędzi i uwiera).

Polaków jest jak na lekarstwo (brak w naszym ultrachrześcijańskim narodzie normalnego postrzegania nagości), najwięcej jest Niemców (Chorwacja to kolejny niemiecki land), Austriaków, Włochów i Słoweńców (stosunkowo niewielka odległość).

Jeżeli ktoś ma jeszcze mało informacji na temat tego campingu, to zapraszam na forum o Chorwacji, do tego tematu.

Generalnie jest całkowity zakaz robienia zdjęć, jednak wcześnie rano lub wieczorem nikt zbytnio nie oponuje, po za tym za dnia jeżeli robimy fotki nie naruszając intymności współplażowiczów, też nikt nie robi problemów.
Zatem teraz kilka własnych zdjęć na zakończenie naturystycznej relacji.

Nasz mały namiocik prezentował się wyjątkowo skromnie na tle sąsiednich siedzib.

Rozbiliśmy go prawie że nad brzegiem morza, także do snu kołysał nas pobliski szum fal.

Miejsce zamieszkania należy oznaczyć takim znaczkiem.

Podczas gdy Panek na rozpalonych kamieniach wytapiał zwały tłuszczu z opasłego cielska,

moczył się w słonej wodzie w poszukiwaniu morskich skarbów,

z których kiedyś przy wolnej chwili zamierza zrobić pamiątkę z pobytu (jakiś naszyjnik lub inny badziew)
lub grał z powodzeniem w minigolfa na lazurowym tle,

ja obserwowałem kormorany suszące się na skałach

albo próbowałem nawiązać nić przyjaźni z krabami zamieszkującymi sosnę ocieniającą nasz domek.

Jutro ostatni chorwacki wpis (nawet pisząc o tym jakoś mi smutno i nostalgicznie).
Byle do lata ;D
Na pożegnanie piosenka, która nie wiedzieć czemu, kojarzy mi się z pobytem w Chorwacji i za każdym razem jak ją słyszę to przed oczyma ukazują się obrazy: błękitne wody, błyszczący marmur, czerwone dachówki, oliwne gaje, winnice i pachące pola lawendowe.

Źródło: cronatur.com

piątek, 29 października 2010

Fafik's travels 9 - BET: Chorwacja - Poreč


Liczący 8000 mieszkańców Porec jest bezdyskusyjnie stolicą chorwackiej turystyki. Rocznie przyjeżdża na tutejsze 50 km wybrzeże około 700000 gości, korzystający ze zwykłego opalania się i pływania w morzu, pieszych wycieczek, rowerowych wypraw, jazdy konnej, nart i skuterów wodnych, nurkowania, latania balonem lub na paralotni, gier zespołowych, wieczornych imprez w klubach i na koncertach.

Stare Miasto ściśle wypełnia półwysep o długości zaledwie 440 i szerokości 200 m.
Główna, starożytna, wykładana kamiennymi płytami, wypolerowanymi milionami ludzkich stóp ulica Decumanus,

stanowi miejski kręgosłup, który jest kulinarno-pamiątkarskim centrum. Stoją przy niej piękne średniowieczne kamienice (głównie gotyckie i jedna, samotna romańska), a na końcu półwyspu odnajdziemy pozostałości rzymskiego forum.
Jednak najsłynniejszym zabytkiem Poreca jest wczesnochrześcijański kompleks katedralny (wpisany na listę UNESCO), składający się z bazyliki, atrium, baptysterium i pałacu biskupa.

Powstał on w VI wieku na zlecenie biskupa Eufrazjana, w miejscu wyburzonego wcześniej kościoła, którego pozostałości w postaci mozaiki podłogowej można podziwiać do dzisiaj.

Bazylika sama w sobie wali po oczach prostotą, jednak tym co zachwyca wszystkich zwiedzających są oszołamiające bizantyjskie mozaiki, pochodzące z tych samych czasów co mozaiki w kościele Hagia Sofia w Stambule.

Po tylu wiekach nadal skrzą się złotem i ferią żywych barw. Do ich wykonania użyto barwionych kamieni oraz całych muszli przegrzebków i ostryg.

Trzykrotnie przedstawiono postać Jezusa Chrystusa.
Najpierw jako Dziciątko w objęciach Matki Boskiej, w otoczeniu świętych i aniołów (drugi z lewej, z modelem bazyliki stoi sam Eufrazjan).
Na łuku umieszczono postacie pierwszych 12 świętych kobiet z Barankiem Bożym pośrodku.
Nad wszystkim góruje Rabbi z apostołami.

Kamienny baldachim nad ołtarzem, wykonany został dopiero w 1277 roku, na wzór tego z katedry św. Marka w Wenecji.
W niewielkim muzeum w pałacu biskupim (niewielka opłata) można obejrzeć mnóstwo elementów kamiennych i fragmentów mozaik z IV wieku,

niektóre fatalnie potraktowane przez wandali,

mozaikową rybę - tajny symbol wczesnych chrześcijan, a obecnie folderowy symbol Poreca,

kamienny tron z VI wieku (dopiero 400 lat później nasz Mieszko pierdział w skórzano-drewniany stołek).

Ciekawostka na sam koniec - Hanka Bielicka w oknie chorwackiej apteki ;)

czwartek, 28 października 2010

Fafik's travels 9 - BET: Chorwacja - Rovingo


W Rovinju zagubiłem się na bite trzy dni, tylko ile można szwendać się po maleńkim Starym Mieście?
Urozmaiceniem pobytu może być rejs statkiem po okolicy.
Dwadzieścia dwie wyspy i wyłaniające się z morza skały, tworzą rezerwat przyrody o niezwykłej bioróżnorodności. Tylko na Katerinie jest podobno 456 rodzajów flory, a wokół Andrei (Crveni)

są najczystsze wody, jakie można sobie wyobrazić (oczywiście można się w nich pluskać).
Łodzie wypływają z portu co pół godziny, kurs trwa około godziny.
My wybraliśmy Glass Boat,

czyli statek ze szklanym dnem.

Na nieszczęście razem z nami płynęła włoska rodzina z dziewczynką, która na widok każdej rybki, krewetki, kraba, muszli, kalosza i innego badziewia dojrzanego w wodzie, napierdalała w tym swoim narzeczu, tak że miałem ochotę rzucić jej się do tętnicy i przerwać cierpienia współtowarzyszy.

Wieczorem wybieramy się do Baru Valentino, otwieranego w sezonie od godziny 18.00, usytuowanego obok maciupkiego, różowego, kościółeczka przekształconego na artystyczną galerię.

Schodzimy stromymi schodkami,

siadamy wprost na skałach (pod tyłek dostaniemy gąbkową podkładkę) i w otoczeniu zakochanych par podziwiamy romantyczny zachód słońca, sącząc megadrogiego, pedalskiego drinka.

Morze po zmroku zostaje podświetlone reflektorami, a chwilę potem rozpoczyna się rovinjska cepeliada.
Z portu wypływają śpiewacy na batanach (regionalna "gondola" - płaskodenna łódź o kwadratowym dziobie) i nucą batinady (wiodący tenor pełni rolę dyrygenta, śpiewając frazę która następnie powtarzana jest w rytm walca przez pozostałych śpiewaków) lub arie da nuoto (słowa i melodie przekazywane są łodzi na łódź, a kolejni śpiewacy dodawają do nich nowe brzmienia).

Kiczu w tym wszystkim (sam bar, drink, zachód, śpiewy, szum fal) ogromna ilość, ale raz na jakiś czas można przecież być niepoprawnym romantykiem ;)

Jak już czytelnicy wiedzą uwielbiam dobrze zjeść, zatem czas przejść do rozkoszy podniebienia.
Na samym początku działalności tego bloga, mój Pan wspomniał przy okazji opisywania twórczości pewnego francuskiego artysty komiksowego, o lokalu Limbo w którym byłem rok temu, odwiedzając Rovinj tylko przelotem.
Kawiarnia idealnie nadaje się na szybki relaks przy kawie w trakcie zwiedzania miasta.
Natomiast na królewską wyżerkę zapraszam do mikrorestauracji Ulika, posiadającej zaledwie kilka stoliczków, kuchnia znajduje się za barem, a za magazyn ingrediencji służy zwykła lodówka.
Z tej okazji stoliki trzeba wcześniej rezerwować.

Całość jak wszystko w tym miasteczku, prowadzona jest z artystycznym zacięciem, więc podanie zwykłego pieczywa,

grzanek,

sałatek,



czy dań głównych


podnosi się do rangi sztuki.

Nocowałem w Pensjonacie "Celestina"

z baaardzo małym basenem.

Tylko po waca komu basenik, skoro niedaleko jest krystaliczny Adriatyk z wielgachnymi meduzami.