poniedziałek, 9 października 2017

O co tyle szumu?

foto Mariusz Mykicki
Lubię życie jakie obecnie wiodę. Cały czas bilans plusów dodatnich nad plusami ujemnymi w pielęgniarstwie bierze górę, choć ta różnica się zmniejsza. Modelingowo skupiłem się głównie na fotografii artystycznej, co nie znaczy, że zupełnie zaprzestałem flirtów z komercją, ale najwięcej frajdy i satysfakcji sprawia mi współtworzenie Ofelionów. Starcza mi na życie od pierwszego do pierwszego, dóbr doczesnych w postaci tv, mieszkania, auta, ciągle nie posiadam, niezmiennie marzę o małej chatce krytej strzechą, zagubionej gdzieś na Podlasiu. Nadal jestem uzależniony od komiksu oraz seksu, ale póki te słabości nie przesłaniają mi reszty świata, to nie ma sensu się z nimi szarpać. Emocjonalnie wyszedłem z czarnej dupy i strzepuje z siebie resztki gówna. Jednym słowem JEST SUPER!
STOP!!!
Ten wpis miał być o czym innym!
To ma być relacja ze wspaniałej sesji, którą niedawno realizowałem.
24.09.2017. spełniło się jedno z moich modelingowych marzeń!
Wówczas w industrialnych klimatach, jednej z najnowocześniejszych spalarni śmieci ProNatura w Bydgoszczy, fantastyczna Monika Cichoszewska "lała" kolodiony, w której główną rolę grały dwa obłędne kostiumy Karola Miętkiewicza, półtora roku temu podziwiane przez Fafika.
foto Karol Miętkiewicz
Zanim przystąpiliśmy do robienia zdjęć, odbyliśmy krótką wycieczkę edukacyjną po obiekcie, przy okazji szukając miejsc pod konkretne kadry.
foto moi
foto moi
Ostatecznie bardzo przypadł nam do gustu nieużywany nabierak do śmieci, wyglądający jak wielki, mechaniczny pająk.
Przystąpiliśmy do pracy, czyli stylizacja fryzury, szybki make-up, ubieranie pierwszego kostiumu, ustawienie światła oraz kadru i... czekanie na odpowiednie warunki pogodowe, bo nagle mimo wcześniejszego zachmurzenia wyszło słońce.
foto Mariusz Mykicki
Cała ekipa ze względów BHP, ubrana w kamizelki oraz kaski (Monia ciut oszukiwała) i hasająca wśród nich półnaga "chmurka", do zdjęć zdejmująca buty. W takich przypadkach przydają się hobbicie podeszwy, wyhodowane podczas długich bosych wędrówek.
foto Mariusz Mykicki
foto Mariusz Mykicki
foto Mariusz Mykicki
Kolodion to bardzo kapryśna i wymagająca technika. Zmarnowaliśmy kilka szklanych płytek, aż uzyskaliśmy zadowalający efekt.
Prezentujący się następująco.
Następnie postanowiliśmy zrobić coś w futurystycznych wnętrzach, klimatem przypominających "Nostromo".
foto Kinga Puchowska
foto Kinga Puchowska
Niestety z braku dostatecznej ilości oświetlenia oraz zbyt małej głębi ostrości, po jednym niezbyt udanym strzale, postanowiliśmy wrócić do chwytaka.
Zmiana kostiumu oraz kadru i powstały kolejne dwa ambrotypy, w kompletnie odmiennym klimacie.

Na koniec postanowiliśmy jeszcze strzelić polaroidy, żeby też coś było w kolorze.
foto Mariusz Mykicki
foto Mariusz Mykicki
Czasu już praktycznie zabrakło, zatem robiliśmy w tym samym miejscu.

Ahhhhhhh...
Byłbym zapomniał z tej radości, że mogłem współtworzyć z TAKIMI WSPANIAŁYMI LUDŹMI, w takim niesamowitym miejscu.
Nasze działania czujnie rejestrowała ekipa Dzień Dobry TVN, a gotowy materiał będzie do obejrzenia już jutro, czyli wtorkowy poranek 10.10.2017.
foto Agnieszka Peplińska
Na zakończenie garść podziękowań, niczym na oskarowej gali.
Dziękuję!
Kindze Puchowskiej za cynk o spalarni i pomoc w nawiązaniu kontaktu.
Piotrowi Kurkowi za udostępnienie terenu ProNatura do realizacji zdjęć.
Agnieszce Peplińskiej za fachową opiekę na terenie zakładu.

Ekipie DD TVN za chęć zrobienia z tego reportażu.
Marcie Buchli za pomysł i jego realizację, operatorowi kamery Sławomirowi Faroniowi oraz dźwiękowcowi Jarosławowi Kuśnierzowi.

Drużynie zdjęciowej:
Aleksandra Dubiel stworzyła fantazyjną fryzurę
Karol Miętkiewicz - Twoje kostiumy nie dość, że wyglądają orgiastycznie, to jeszcze wbrew pozorom są bardzo wygodne. Drugi kostium jest idealny pod kolodiony, bo korpus stabilizuje klatkę piersiową, a kołnierz działa jak podpórka. Liczę, że jeszcze będę miał przyjemność założyć coś Twojego.
Mariusz Mykicki perfekcyjna asysta i fajny backstage.
Monika Cichoszewska jesteś WIELKA!!!

sobota, 30 września 2017

wtorek, 30 maja 2017

Faszyn from Raszyn mejd in Podlasie







Fotograf Krzysztof Płoch
Asysta oświetleniowa Jakub Bodys
Legginsy Ewelina Maciocha-Pławska
Marynara, buty i kolczyki własne

czwartek, 4 maja 2017

Narcissus

Mit o pięknym Narcyzie jest jednym z najbardziej znanych ludzkości. 
Narcyz - Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Nad sadzawką oprawną w modre rozmaryny
klęczałem, zapatrzony w moją twarz młodzieńczą
by się w niej doszukać przyczyny,
czemu mnie nie kochają i za co mnie męczą?

Hasał sobie chłopaczyna po górach i dolinach łowiąc zwierzęta, wszystkie nimfy lubowały się w nim, a szczególnie jedna kochała jeho...ECHO...Echo...echo...eho...eh...o...On natomiast nic sobie z tego nie robił, bo te polowanka go najbardziej kręciły, a raz jak się spocił i chciał umyć, to zobaczył swoje odbicie w wodzie i zakochał się pierwszy raz.. w sobie. Wpadł po uszy, bo jak tu być spełnionym w miłości do własnego oblicza? Gapił się tak całe dnie i noce, nie jedząc i nie pijąc, aż wreszcie umarł ze zgryzoty. Później na jego grobie kwiatek wyrósł, ale ja nie o tym. 
Wolę lekko zmodyfikowaną historię biedaka, w której tak długo wpatruje się we własne odbicie w wodzie, że ostatecznie w niej tonie. Tutaj otwiera się pole do dywagacji, z jakiego powodu woda go pochłonęła? Czy wpadł przez nieuwagę? Może rzucił się ze zgryzoty? Może ktoś go pchnął albo przyszła powódź i nie zauważył? Ewentualnie odbicie było tak żywe i kuszące, że pomylił rzeczywistość z omamem? Zamienił się miejscami z powidokiem, który będąc zbyt mało żywotnym zmienił się w roślinę?...
O takim spojrzeniu na powyższy mit, wspomniałem w recenzji filmu "Wstyd". W ten sposób także interpretowałem go w moim pierwszym performansie, który w naturalny sposób wpisywał się w podstawowy projekt Ophelion, gdzie pod koniec jego trwania znowu wróciłem to tego tematu.
Motyw jak każdy inny... Można wałkować oraz interpretować bez końca, co też radośnie poczyniłem po raz kolejny w ostatni weekend w Bytomiu, a dokładniej w rezerwacie Segiet.
Fotografowała Wiktoria Odziomek, współmodelował Tomek Balon. Efekt współpracy moim zdaniem wyszedł wyśmienicie i szczerze zachęcam się do zapoznania się z całością po tym linkiem.

sobota, 29 października 2016

Dylematy blogera

Wracać albo nie wracać do blogowania?...

niedziela, 3 stycznia 2016

Rok 2015...

foto by Marta Machej
... był okresem przejściowym.
Po poprzednim okresie smuty, marazmu i stuporu, trzeba było wreszcie zebrać się do kupy, przestać wgapiać się się w płynący sufit i zacząć coś robić, żeby do końca nie zwariować.
Oczywistym rozwiązaniem było rzucenie się w wir pracy, wręcz zatracenie się w niej.
Zawodowo po latach zapierania się, że nigdy tego nie zrobię, z własnej nieprzymuszonej woli przeszedłem ze zwykłej umowy o pracę na własny garnuszek, czyli założyłem działalność gospodarczą, jako jednoosobowa firma świadcząca usługi dotychczasowemu pracodawcy. Żeby jeszcze bardziej dowalić do pieca, nie dość że w macierzystym szpitalu zwiększyła mi się ilość godzin do wypracowania, to jeszcze brałem po kilka dodatkowych dyżurów w innej placówce. Na dokładkę dzięki uprzejmości OIPiP, miałem przyjemność dwukrotnie poprowadzić szkolenia z resuscytacji dzieciaków.
MAŁO?!
Na początku roku ważyłem 70 kg, byłem masakrycznie wychudzony i generalnie wyglądałem jak ludzki wrak.
Wróciłem na siłownię, zwróciłem się do profesjonalnego trenera personalnego, zacząłem intensywny trening, zmieniłem dietę (znaczy się jeść zacząłem) i na koniec roku ważę 83 kg.
MAŁO?!
W połowie 2014 roku założyłem profil na portalu maxmodels.
Po co? Żeby móc gdzieś publikować owoce sporadycznej współpracy z Michałem Buddabarem, którego poznałem dzięki Bloggerowi i poprosiłem do zrobienia dwóch ofelionowych zdjęć. Dodatkowo mogłem tam zamieszczać jakieś wcześniejsze zdjęcia, pozostałe z udzielania się w modelingowym świecie. Praktycznie nie działo się tam nic do momentu, gdy na początku roku zostałem zaproszony przez Piotra Pietrygę na pierwszy w życiu plener fotograficzny.
Co działo się później? Do teraz trudno mi to ogarnąć! Brak słów, żeby to opisać: dużo, intensywnie, spektakularnie, owocnie, imponująco, fantastycznie, ciekawie, kameralnie, inspirująco itd. Posypała się lawina zaproszeń do współpracy, poznałem masę świetnych ludzi, zrobiłem olbrzymią ilość zdjęć, a niektóre z nich zdobyły prestiżowe nagrody i wyróżnienia, nakręciłem dwa teledyski.
Ktoś się spyta, dlaczego nie skupię się tylko na tym i nie zostanę profesjonalnym modelę?
Odpowiem, że to nigdy nie był, nie jest i nie będzie cel w moim życiu. Dziesięć lat temu, gdy dość późno, jak na modelingowe standardy startowałem w tej branży, również świat stał przede mną otworem. Liznąłem trochę tematu, nie zasmakowałem, sporo się nauczyłem, również poznałem dużo ludzi i wycofałem się. Nie skorzystałem i nie żałuję. Mogę sobie teraz pogdybać, ale wydaje mi się, że trochę mogłem zwojować w tej materii. Nisza, którą obecnie zająłem, idealnie mi odpowiada. Jestem kompletnie niezależny, nie skrępowany restrykcyjnym kontraktem z agencją, mogę uczestniczyć w projektach odpowiadających mojemu, choremu poczuciu estetyki.

Miniony rok był baaardzo intensywny, momentami aż za bardzo, ale to był mój własny wybór. Zaniedbałem przez to moją ukochaną Wieśkę, więc w tym roku mam zamiar to sobie odbić.
Kontrakt ze szpitalem podpisany na trzy lata (pierwszy minął i nie narzekam), wreszcie ustabilizowałem się finansowo i stać mnie na różne fanaberie. Dyżurowanie w drugim szpitalu póki co odpuściłem, szkolenia w tym roku być może też poprowadzę.
Cieleśnie chciałbym wyżyłować na maxa to co obecnie posiadam do osiemdziesięciu kilogramów. Żeby nie zachwiać delikatnej równowagi, pomiędzy trzema elementami mojego pseudonimu scenicznego, chciałbym też odrobinę liznąć jakieś kursy i szkolenia.
Fotograficznie chyba odrobinę przystopuję, ciśnienia i parcia w tym kierunku nie posiadam, więc będę mógł bardziej skupić się na własnych projektach i wizjach.
Najważniejszy z nich to powrót do OFELIONA. Adres internetowy zostaje ten sam, zmienia się nazwa na "Ofelion Forever" oraz założenia, które pierwotnie brzmiały tak:
"Projekt zakłada publikację zdjęć robionych dzień po dniu przez okrągły rok, a ich niezmiennym motywem przewodnim ma być woda w różnych stanach skupienia oraz pełny akt. Dokumentalny zapis mijających dni, zmian cielesnych, miejsc, w których aktualnie byłem, bez artystycznego zacięcia, zbędnych stylizacji, upiększania, żmudnego ustawiania kadrów oraz światła. Fotografie robione przez rodzinę, przyjaciół, znajomych lub zwykłe łazienkowe samojebki (autor podpisany pod zdjęciem). Liczy się sam proces, a nie efekt finalny."
Pozostaje motyw przewodni, czyli woda w różnych stanach skupienia oraz akt... umierania. Inwencję twórczą pozostawiam w gestii fotografów, których na zasadzie dobrowolności mam zamiar zapraszać do współpracy. Nie ma ram czasowych, ograniczeń kadrowych i ilościowych, nie ma wymogów w kwestii stylizacji. Tym razem liczy się efekt finalny, a nie sam proces tworzenia.
Kilka sesji w tym temacie już udało mi się zrobić, więc na ponowny rozruch coś jest.
Na pierwszy ogień idą zdjęcia Weroniki Woźniak, której fotografia posłużyła również do zaprojektowania nowej winietki.

piątek, 20 listopada 2015

Dreamcatcher, star & sea monsters

 ...czasem sny spełniają się, a czasem budzą się koszmary...