sobota, 24 stycznia 2026

Memories summoner

Wczoraj była rocznica urodzin mojego taty. Korzystając z pobytu na wieśce, podjechałem w jego rodzinne strony, żeby odwiedzić bliskie mu miejsca, w których pewnie spędzał mnóstwo czasu i miał stamtąd bez liku doświadczeń oraz wspomnień. 

Dom rodzinny w Czersku Świeckim wybudował mój dziadek z gliny i słomy. Rozbudował i zmodernizował go mój wujek, który zmarł ponad 3 lata temu i od tego czasu stoi pusty. 
Niedaleko na "Pustkowiu" niszczeje dom tatowego wujka i jeszcze kilka lat minie, aż zupełnie popadnie w ruinę.
Po gospodarstwie cioci Trudy zostało kilka wiekowych drzew owocowych i rozłożysty świerk, który posadzono obok domu.
Podczas tej nostalgicznej podróży znowu naszła mnie myśl, jaki sens ma ludzka chęć posiadania? Miejsca, które wcześniej tętniły życiem wielodzietnych rodzin, gdzie każdy miał jakieś marzenia, cele, troski, ulubione rzeczy, pamiątki, dzisiaj rozpadają się w proch.
W serii komiksów o przygodach Lanfeusta z Troy, w jednej z krain żyli bogowie. Niektórzy niezwykle potężni, inni po prostu dziwni, a ich moc zależała od ... ludzi w nich wierzących. Umieszczona jest tam niezwykle wzruszająca scena, podczas której jeden z nich znika, bo właśnie umarła ostatnia osoba w niego wierzącą.
Z ludźmi jest jeszcze bardziej prozaicznie i cokolwiek znaczymy za życia, a po naszej śmierci pozostaje tylko gromadzony przez nas majątek, o który szarpią się nasi spadkobiercy, garść przedmiotów które dla nas były cenne, a dla innych to zwykłe kurzołapy, bo przecież mają SWOJE SSSSSKARBY, a te po kimś można ewentualnie spieniężyć, rozdać, wyrzucić lub zniszczyć. 
Jednostki to mały pikuś, skoro w proch sypią się całe cywilizacje albo w niepamięć odchodzą wierzenia jak chociażby słowiański panteon, który z braku pisemnego dziedzictwa jest teraz zaledwie marną rekonstrukcją.
Lubię urbex!!! Wchodzić w opuszczone przestrzenie, śmierdzące stęchlizną, gdzie kiedyś żyli czy pracowali ludzie. Lubię gromadzić artefakty i przydasie! W każdym przedmiocie jest wspomnienie lub wyobrażenie o KIMŚ kiedyś dla kogoś ważnym!

niedziela, 18 stycznia 2026

Downhill convention

Po prawie dwóch tygodniach dość sporych mrozów, kilka dni temu nastąpiła odwilż, a wraz z nią gołoledź, by znowu przymrozić. Było bajkowo, choć niebezpiecznie, a spontaniczny jednodniowy wyjazd na wieśkę skończył się wielogodzinnym czekaniem na kolei na pociąg powrotny. Jak byłem na stacji po 19tej, to pociągu z16tej jeszcze nie było, a jak wreszcie po 21 przyjechał zupełnie inny skład, to tamtego nadal ni widu ni słychu.
Od jutra zaczynam praktyki ze specki, czując lekki stres. Nie jest on związany z tym, że lękam się powinięcia nogi, niczym na ślizgawce, tylko bardziej tego, że ogarnięcie tego czasowo będzie wymagało dość sporych fikołków logistycznych, ale skoro robiło się studia na dwóch kierunkach, z często pokrywającymi się zjazdami, to co tam jakaś nauka, praca, życie na dwa domy i inne przyjemności, przez najbliższe minimum pół roku.
Choć aura za oknem wymarzona, zimowa, z mrozem szczypiącym w policzki i nos, krą spływającą Wisłą, ino zasp śnieżnych brakuje do pełni szczęścia, to psychicznie czuję jakbym zjeżdżał z górki. Może nie jest to niekontrolowany ślizg z Nosala, a raczej slalom na oślej łączce, to jednak z każdym dniem jestem coraz niżej, pomimo dorzucenia dodatkowego leku. Choć ciemna dolina jeszcze daleko, to chciałbym się już zatrzymać, a nie potrafię.

piątek, 9 stycznia 2026

Lost lives

Jestem przegrywem!!!

Czasem nachodzą mnie takie myśli, które wydaje mi się, że nie są związane ze zniżką nastroju, tylko obserwacją ludzi wokół.

Nie jest łatwo starać się żyć alternatywnie według własnych zasad, a nie tych dyktowanych przez społeczny dyskurs. Nawet jeśli masz wyjebane na ten współczesny dobrostan, to i tak znajdą się "życzliwi", którzy dziwią się wielce i dają "dobre" rady. Jednak najgorzej bywa, gdy najbliżsi starają się w dobrej wierze umeblować egzystencję.

Zdarza mi się rozmyślać jak wyglądałoby moje żyćko, gdybym na rozdrożach poszedł inną ścieżką? Został leśniczym, albo nauczycielem, założył rodzinę, gromadził dobra lub zwiedzał świat... Gdybym słuchał siebie, a nie kogoś bliskiego, bo jestem jak to pokorne cielę żrące trawsko tam gdzie pastuszek wskazuje. Krowy w stadzie upasione, ta ma lepsze korytko, inna bardziej lśniące futro, ładnej brzęczący dzwonek. Łąka pachnąca ziołami, niczego nie brakuje, brzuch pełen, słonko miło przygrzewa i choć wewnętrzy wilk wyje wzywając w leśną głuszę, to mościsz sobie kawałek obory po swojemu, bo lękasz się zmian.

czwartek, 1 stycznia 2026

Pamiętny rok i plany na przyszłość

2025 będzie z tych przełomowych, które zapadają w pamięć!!! Ponarzekałem sobie na niego wcześniej, więc teraz pozostaje mi go jedynie bilansowo podsumować, jak to zrobiłem rok temu.

Niestety nie dobiłem do czterech tysięcy kilometrów przejechanych rowerem, choć i tak wynik 3552,7 km plasuje go na drugiej pozycji liczonych od pandemicznego roku. W sumie nie wiem czy jest sens jeszcze to zliczać, bo przerzuciłem się na elektryka, więc jest zdecydowanie lżej, choć staram się jeździć na minimalnym wspomaganiu, a większe włączać pod górkę czy wiatr.

W kinie tym razem byłem trochę mniej razy, bo "tylko" 117. Standardowa dwunastka najlepszych filmów wg kolejności oglądania: Sonic 3, Better Man, Flow, Dog Man, Nosferatu, Mickey 17, Bezcenny pakunek, Ostatnie podróż, Brzydka siostra, Fantastyczna Czwórka, Predator. Większość to animacje, filmy fantastyczne oraz s-f, a największym zaskoczeniem, bo nie dość że poszedłem na niego bez żadnych oczekiwań, raz przełożyłem seans, a fabuła podczas oglądania była bardzo intrygująca to Ostatni wiking.

W ograniczaniu komiksowego nałogu, udało mi się zejść do limitu zakładanego w zeszłym roku, zatem w porównaniu z 2024 wydawałem 500 złotych miesięcznie mniej, a na ten rok będę starał się zejść o kolejną pięćsetkę. Jako komplecista skupię się tylko na tych seriach, które rozpocząłem nabywać, a w nowe wchodzić bardzo świadomie i tak samo z pojedynczymi albumami. Mikrodawkowanie, jak ten odwyk nazwała Kaśka, poskutkowało tym że po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy, nie musiałem się bez przerwy zapożyczać oraz nie żałować na inne rzeczy, które do tej pory sobie odpuszczałem. Zresztą spora część tej nadwyżki, idzie teraz na zwierzyniec oraz eksploatację auta, które zakupiłem na spółkę z mamą.

Prowadzenie od ponad 10 lat rachunkowości, pozwala wychwycić różne tendencje w wydatkach, jak i zaplanować łatanie budżetu. Z takich ciekawszych obserwacji, o 40 zł spadły mi miesięczne wydatki na alkohol, bo od lipca praktycznie nie piję, po części dlatego żeby wspierać w abstynencji Kamila, chociaż bardziej z powodu przyjmowanych (znowu) antydepresantów. Zresztą na zdrowie wydawałem 1500 złotych więcej, ale głównie z powodu zaniedbanego zęba, który trzeba było wyleczyć kanałowo. Ciut mniej wydałem na szeroko pojętą kulturę, ale to raczej nie dziwi z braku na nią czasu. Ponad 100% podskoczyły mi dojazdy na wieśkę (pociągiem i autem), jednak to również nie jest zaskoczeniem, skoro aktualnie żyję na dwa domy. Dobrze, że Kaśka oficjalnie zamieszkała w Fordonie, współdzieląc czynsz oraz opiekując się teraz (w okresie zimowym) zwierzakami.

Sprawy po tacie w większości zostały wyprostowane i w sumie tylko jedna kwestia spędza mi sen z powiek, ale na chwilę obecną jest nie do rozwiązania, więc muszę się z nią po prostu oswoić i próbować znaleźć jakieś wyjście z patowej sytuacji. Prace jako takie ograniczone były do porządkowania i utylizacji "pamiątek" po Heńku, w czym ogromnie pomaga mi Kamil, bo głównie z powodów sentymentalnych nie byłem na siłach, żeby zrobić to samemu. W tym roku chciałbym dokończyć wykończeniówkę domu (ostatecznie zaizolować całość, mieć źródło wody, zrobić łazienkę). Jak starczy sił oraz finansów, to przygotować miejsce na komiksową kolekcję oraz ogródek, a sauna pozostaje jeszcze w sferze marzeń. Dopiero wtedy można zdecydować się na sprowadzenie się tutaj na stałe.

W pracy totalnie bez zmian, a specka nudna jak flaki z olejem i zwykłe zawracanie dupy. Jeszcze tylko pół roku praktyk na różnych oddziałach i jesienią egzamin.

sobota, 27 grudnia 2025

Goły Mikołaj, czyli worek pełen prezentów

Prezentowane zdjęcia powstały jako okładki do pierwszej płyty CD, z kompilacją świąteczno-zimowych piosenek, jakie swego czasu rozdawałem w ramach prezentu. Fotografował Rysiek Łucyszyn, a do publikacji wykorzystałem wtedy najbardziej łagodną wersję.

czwartek, 25 grudnia 2025

Pała na wysokości, a po chuj na Ziemi

Nie lubię Świąt i całej tej dłuuugiej otoczki, zaczynającej się zaraz po Zaduszkach!!!

Ludzie opętani manią zakupów prezentowych, wybieraniem choinek, gotowaniem, pieczeniem i porządkami, a na dodatek zazwyczaj zgniła pogoda i dzionek krótki jak mój siusiak po morsowaniu.

Nie zawsze tak było. Pamiętam zimy wyglądające jak na ślicznym obrazku lub w hollywoodzkim filmie. Gdy napadało śniegu przynajmniej po kolana, to utrzymywał się on do marca, bo mróz trzaskał i nie odpuszczał po kilku dniach. Lepiło się bałwany, jeździło na sankach lub łyżwach, były śnieżkowe bitwy, zapasy w zaspach i kuligi. 

Okres adwentu był czasem oczekiwania i wieczorową porą szło się z samodzielnie wykonanymi lampionami do kościoła na roraty. Dopiero kilka dni przed wigilią w domu zaczynało pachnieć świętami - żywym świerkiem przyniesionym z lasu, pomarańczami, pieczonymi piernikami i gotowanym bigosem. Jeszcze tylko strojenie choinki, wypatrywanie pierwszej gwiazdki na niebie, rodzinna wieczerza, śpiewanie kolęd, wizyta Gwiazdora, nocna pasterka, w pierwsze święto odwiedziny u rodziny, a w drugie spacery po okolicy.

Im bardziej w dorosłość, tym mniej magii. Będąc już na swoim, znaczy wynajmowanym, nigdy nie miałem bożonarodzeniowego drzewka, ani nawet namiastki. Dopiero jakieś dwa lata temu stwierdziłem że czas najwyższy, a że od dłuższego czasu bolało mnie serduszko na widok dogorywających na śmietnikach iglastych trucheł, postanowiłem jednego zombiaka przygarnąć pod swój dach, tylko przegapiłem moment adopcji.

Podzieliłem się tym oryginalnym pomysłem koleżankom w pracy i w zeszłym roku jedna z nich zostawiła po świętach swoją jodełkę dla mnie, którą w połowie grudnia przywiozłem na wieśkę i postawiłem na tarasie. Najpierw ustroiłem ją gałązkami z owocami dzikiej róży, a czubek udekorowałem jemiołą, czyli magiczną rośliną Celtów, żyjącą w zawieszeniu pomiędzy niebem, a ziemią. Na to przyszły 52 łańcuchy z kolorowej krepy, 12 wełnianych pomponów i 4 kwiaty z papieru.

W domu między salonem, a kuchnią zawiesiłem również spory jemiołowy wiecheć, robiący za podłaźniczkę, przy oknie stanęło kolejne "magiczne" drzewko zmontowane z jesionowej gałęzi, czyli nordyckiego Yggdrasila oraz przywiązanych gałązek jemioły, a na oknie aztecka poinsencja. Jeszcze tylko nasrać na środku i będzie komplet!!!

To nie jest tak, że kompletnie zgrinchowałem, bo nie przepadam po prostu za świąteczną atmosferą, ale lubię elementy związane z tym okresem. Świąteczne swetry, szczególnie te najbardziej obciachowe, zimowe piosenki popowe, makowiec mojej mamy, no i te rzadkie już momenty prawdziwej, mroźnej, śnieżnej zimy.
Mikołaj w tym roku tradycyjnie ofelionował.

sobota, 20 grudnia 2025

Świąteczny szał zakupów

modelki - Martyna (mojewredneja) & Martyna (pfeffa)