Ostatnio dość sporo robię w drewnie i taka mnie myśl naszła (niezbyt nowatorska), że to dość wdzięczna analogia życia, które z mozołem przycinamy, impregnujemy, rzeźbimy, szlifujemy, inkrustujemy, a i tak czasem bywa porąbane.
Jakub Kwiatkowski skrawki swojego życia przedstawił w autobiograficznym komiksie "Strugliny", gdzie snując rysunkową opowieść, co jakiś czas struga ołówek, albo wariata, gdyż tenże przedmiot stanowi również nos bohatera, który niczym drewniany chłopiec Pinokio, marzy o tym aby zostać prawdziwym człowiekiem. Być może cała opowieść została po prostu wyssana z pencil'a, a bohater łże niczym przybrany syn Gepetta, więc musi skracać ten rosnący od ściemy nosek. Nasuwa się pytanie kogo okłamuje? Czytelnika, swoich bliskich, a może sam siebie...?Moim zdaniem ta historia jest bardzo szczera!!! Czasem idą drzazgi, które boleśnie wbijają się pod skórę, czasami lecą paprochy wpadając do oczu, więc te zaczynają łzawić, czasem przyjemnie się tli, dając odrobinę ciepła, a czasem spektakularnie płonie paląc na popiół. Fragmenty życia przedstawione w częstych retrospekcjach, narysowane są różnymi stylami oraz technikami, od dziecięcych bazgrołów kredką, poprzez ołówkowy szkic, rysunek techniczny, po malarskie impresje.
To rysunkowe opowiadanie jest zdecydowanie jednym z najlepszych polskich komiksów wydanych w tym roku, absolutną topką krajowych obyczajówek oraz queerową (o)powieścią graficzną na światowym poziomie!!! Śmiem podejrzewać, że haniebny nakład 300 egzemplarzy jest sprytnym posunięciem wydawniczym, gdyż Mandioca po szybkim wyprzedaniu na pniu wszystkich egzemplarzy, wyrzeźbi drugie wydanie z ekstra bonusami oraz dodatkową historią.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz