środa, 10 lipca 2019

Pamiątkowy Open'er 05.07.2019.

W kwestii Open'er biłem się z myślami na kilku frontach.
Jechać - Nie jechać?
Ubrać się odlotowo - Czy przeciętnie?
Zabrać rower - Czy zdać się całkowicie na transport publiczny?
Z polaroidem - Czy bez?
Tutaj bitwa trwała do ostatniej chwili, bo z jednej strony tysiące kolorowych ludzi i potencjalnych kadrów oraz wkłady idealnie pasujące do tematyki. Z drugiej strony dodatkowe obciążenie, a także prognoza pogody, która zapowiadała pochmurności i przelotne deszcze. Po ostatniej nauczce wolałem nie ryzykować utraty aparatu, zatem ostatecznie zostawiłem go bezpiecznie w domu, no i okazało się, że kompletnie bez sensu, bo owszem deszczyk jakiś mały pokropił i baranki po niebie śmigały, ale głównie to jednak dominowało słońce.
Wielka szkoda, gdyż faktycznie mógłbym się fotograficznie wyżyć, a tak został pamiątkowy Instax Mini, którego z zaskoczenia zrobiła mi przechodząca dziewczyna.
Fotka w gratisowej ramce magnesowej

wtorek, 9 lipca 2019

Naturystyczne Boże Ciało

Wybrałem się w minione Boże Ciało na jednodniowy wypad do Chałup. Co prawda pogodynka przewidywała jakieś przelotne deszcze, ale przecież z cukru nie jestem.
Wysiadłem w Kuźnicy, bo chałupska plaża naturystyczna jest dokładnie w połowie pomiędzy. Akurat przez wioskę szła procesja, skutecznie blokując ruch samochodowy. Po szybkich zakupach oraz beforowym piwku, szybkim krokiem popędziłem nad morze. Wychodząc z lasu na piasek, mijałem sporą ilość ludzi ewakuujących się pośpiesznie. W sumie nic dziwnego, skoro na zachodzie rysował się taki widoczek.
Myślę sobie, też mi coś. 
Przelotna burza. 
Przeczekam. 
Zmoknę i później wyschnę na słońcu. 
Rozłożyłem ręcznik, usiadłem na nim nie zdejmując ciuchów, deszcz zaczął kropić i chwilę później jebła mnie ściana piachu (to ten biały tuman majaczący na horyzoncie). Przyjemności z tego żadnej, więc postanowiłem przenieść się do lasu pod pobliski kamień. Tak wiem, że siedzenie w lesie podczas burzy nie jest zbyt inteligentnym pomysłem, ale po pierwsze miejscówka jest w obniżeniu terenu, więc ryzyko oberwania piorunem znikome, po drugie jakby leciały gałęzie z drzew, to najprawdopodobniej najpierw uderzałyby w głaz, po trzecie wszelkie zabudowania i tak fhój daleko.
Umościłem sobie gniazdko pod tym obeliskiem i rozpętał się ARMAGEDON!
Grad z deszczem, gromy huczą jednostajnie, ściółka wokół płynie, a ja sobie siedzę półnagi, bo przecież po co brać cokolwiek przeciwdeszczowego, starając się ciałem chociaż ochronić plecak przed zamoknięciem. Po godzinie takiego napierdalania wreszcie przestało, ale chęć na plażowe wysychanie odeszła w zapomnienie. 
Jeszcze nigdy w życiu tak mnie nie zgnoiło!
Bagażu też nie uratowałem, czyli cztery komiksy straciły jakąkolwiek wartość rynkową.
Zziębnięty, mokry, oblepiony piaskiem wróciłem do Emila. Racząc się szprotkowymi czipsami oraz dogrzewając herbatą i winem, doczekałem do pociągu powrotnego.
Mimo, że kąpieli w morzu nie zaliczyłem, to jednak wody miałem po dziurki w nosie.
Nauka na przyszłość - pakować komiksy w reklamówkę (najlepiej podwójnie)! 

poniedziałek, 8 lipca 2019

LOVE Kylie

Kylie Minogue jest moją ulubioną piosenkarką zagraniczną.
Kompletnie nie jestem w stanie określić dlaczego właśnie ona, a nie Madonna, Lady Gaga czy Cher.
Być może to jest jeden z kluczy tej fascynacji, gdyż wszystkie te wokalistki mocno wspierają środowisko LGBTQ+, tylko że jakoś średnio mnie to interesuje, po prostu to miłe z ich strony.
Mogę natomiast wskazać moment, od którego zaiskrzyło, czyli 2001 rok i premiera płyty "Fever".
Białe wdzianko z teledysku "Can't get you out of my head" mocno pobudzało moją wyobraźnię, ale to muzyka i sceny z "In your eyes" pojawiły się w erotycznym śnie, zakończonym morning wood'em z finalną zmazą.
Wstyd się przyznać, ale na początku jej kariery nie odróżniałem Kylie od Kim Wilde, tak jak George'a Michaela od Michael'a Jacksona, bo w sumie ci wszyscy wykonawcy są w worku z napisem POP, czyli muzyka ładna, zgrabna, rytmiczna i przyjemna, bez głębszych treści, co nie znaczy, że takich nie lubię, skoro na polskim poletku w moim rankingu rządzi Kasia Nosowska
Po obejrzeniu w internetach koncertu promującego płytę "Aphrodite", zamarzyłem że chciałbym przed śmiercią zobaczyć Kylie na żywo. Wystąpiła w Polsce w 2014 roku, tylko ani nie było mnie wtedy stać, ani nie potrafiłem przełamać swojego lęku przed tłumami.
Artystka nagrywała kolejne płyty, raz lepsze, czasem gorsze, a youtube'owy algorytm większość jej piosenek proponuje jako ulubione, choć nie subskrybuję jej kanału.
Na początku czerwca gruchnęła niespodziewana wiadomość, że na zbliżającym się Open'er w Gdyni wystąpi ONA!
Wspomniana obawa odnośnie zgromadzeń ludzkich, skutecznie blokowała mnie przed tego rodzaju festiwalami, ale jak z większością własnych kompleksów, blokad i lęków, postanowiłem z tą również w końcu zawalczyć, zaczynając chodzić na koncerty, począwszy od tych bardziej kameralnych, ale zawsze stojąc gdzieś z boku lub na tyłach, mając upatrzone wszystkie możliwości szybkiego spierdolenia.
Przyjechałem na event dość wcześnie, żeby na spokojnie zobaczyć atrakcje oferowane w tej wygórowanej dla pielęgniarza cenie.
Pięć scen z różną muzyką, morze foodtracków z żarciem i alkoholem drogim jak za zboże, strefa modowa z pokazami na żywo,
teatry na które nie poszedłem, bo jednak byłem za późno, muzeum z wystawą Daniela Rycharskiego, itd.
Jakieś siedem godzin spędziłem na łażeniu po tym rozległym terenie, mijając pijaną młodzież i zblazowaną hipsteriadę oraz oderwaną od rzeczywistości influencerkę.
Kompletnie nie moja bajka, klimatu nie poczułem, nie mój target. Dziękuję, raczej nie powtórzę, chyba że...
Dopiero o 22:00 na dłużej zasłuchałem się w występ The Smashing Pumpkins, po których chwilę po północy na scenę wyszła Bogini Popu.
W myśl powiedzenia RAZ KOZIE ŚMIERĆ, wbiłem się prawie pod samą scenę.
Pokoncertowe confetti
Zdarłem gardło, nóg nie czuję, mózg rozjebany, mogę umierać!
Fanty znalezione po występie

środa, 3 lipca 2019

Polaroid Misja

Misjonarki na tle repliki Pałacu Carskiego z Białowieży
Vero Błaszczyk / Sławek Śleszyński / Agnieszka Stępka
Anna Urbańska / Yuliia Mykhaliuk / Marta Bagińska
Vero Błaszczyk i Marzen(i)a
Sławek Patoka
Ula Maksymiuk i Wojtek Marczak
Wojtek Marczak

poniedziałek, 1 lipca 2019

Piknik pod wierzbą

Było ciepłe, majowe popołudnie, gdzieś na podlaskich rubieżach...
Cesarzowa polskiego kolodionu zaprosiła nas na tea time w cieniu wierzby.

środa, 26 czerwca 2019

Brickyard skull

Rok temu na Misji Wschód, skoczyliśmy z Alą Czerniewicz oraz Krzysiem Płochem do nieczynnej cegielni. Wewnątrz moja wyobraźnia wyszukała obraz wielkiej, ludzkiej czaszki, w którą wmontowałem Alę.
Cóż...
Mimo poprawki, z próbą bardziej stabilnego trzymania aparatu, wyszło jak widać.
Krzysiek poprawił cyfrą, bo szkoda mi było kadru.

poniedziałek, 24 czerwca 2019