środa, 14 lutego 2018

Pierwsze kroki w fotografii artystycznej

Poniższym wpisem oficjalnie inauguruję w miarę regularny powrót z publikacjami na tym blogu.
Odkąd przez teoretycznie niezgodne publikowanie treści łamiących regulamin bloggera, zostałem odgórnie przyblokowany, chęć na dalsze uzewnętrznianie się spadła drastycznie, do tego nadszedł też dość trudny (pisząc kolokwialnie) okres w życiu. Stąd w 2015 roku wpisy były aż trzy, a rok później tylko dwa, dopiero w poprzednim nastąpiło pewne ożywienie, głównie dlatego że szafa z regularnie tworzonym materiałem modelingowym spuchła niemiłosiernie.
Zaczynając przygodę z fotomodelingiem artystycznym, na miejsce publikacji zdjęć wybrałem głównie portal maxmodels, który rządzi się dość rygorystycznym i mało przejrzystym regulaminem, więc część zdjęć z automatu nie miało możliwości ujrzeć światła dziennego. Poza tym założyłem, że z danej sesji będę publikował maxymalnie 3 najlepsze (moim subiektywnym zdaniem) zdjęcia, zatem kolejna porcja szła do szuflady.
Po latach uznałem, że w sumie blokada tego bloga ma jakieś zalety. Ponieważ przestał wyszukiwać się w Google, może faktycznie być swojego rodzaju pamiętnikiem (ciut naiwnie i pensjonarsko pisanym), do którego wgląd będą mieli ci, którzy faktycznie chcą go czytać i przeglądać (taka namiastka elitaryzmu). 
Będę publikował w miarę pełne sesje, niekoniecznie w chronologicznej kolejności, aby również w ten sposób podziękować ludziom, których poznałem przez ostatnich kilka lat, przy okazji pojawi się też sporo wspominek, anegdot i mejkingofów.
Chwila po wyjściu z wody
 Na pierwszy rzut idzie sesja, dzięki której osobiście poznałem BM, z którym flirtowaliśmy od maja 2010 roku. Dopiero 3 lata później nieśmiało poprosiłem go, czy nie chciałby mi cyknąć zdjęcia w kończącym się pierwotnym cyklu ofelionowym. Moje obawy odnośnie jego zgody były tym większe, że on robi głównie kwadratowe kadry, a ja potrzebowałem prostokąta o konkretnych wymiarach. Zgodził się i tym sposobem, przy okazji robienia utopca, poznałem go w zestawie z jego ówczesną dziewczyną. 
Pojechaliśmy na wilanowskie łęgi, gdzie powstały zdjęcia z tej sesji.
No to jedziemy!!!
Niedzielne przedpołudnie 17.11.2013. 
Pizga złem i wieje nieprzyjemny, wilgotny, przeszywający wiatr.
Najpierw zaczęliśmy zdjęcia solo i w parze, a na "deser" zostawiliśmy wchodzenie do wody.
Powyższe spacery po drzewie, miały na celu sprawdzenie stabilności podłoża, żeby wejść na nie we dwójkę. Najpierw proste w wykonaniu siedzenie w objęciu (przynajmniej nie było nam tak zimno).
Później już ciut trudniej, bo wbrew pozorom położyć się płasko na twardym, chropowatym drzewie i utrzymać równowagę w układzie "na kanapkę" nie jest wcale tak łatwo.
Z niewygodnego drzewa przenieśliśmy się na stały grunt. Przy okazji tych dwóch zdjęć muszę się przyznać, że podczas ich robienia pierwszy i na razie ostatni raz, wykazałem się niepełnym profesjonalizmem, który na szczęście podobno nie został zauważony. Chodzi o to, że bliskość pięknej, nagiej modelki w takim układzie (to był mój pierwszy raz), podziałała na mnie... stymulująco.
Shame you, David!!!

W tych oczach ewidentnie widać delikatną panikę przed utratą kontroli

Kolejne cztery zdjęcia bardzo lubię. Szczególnie ostatnie, ze względu na malujący się spokój na twarzy i wysiłkowo napięte mięśnie. Roboczo tytułuję je jakże oryginalnie...
"Mięso"
 Kolejne zdjęcie uwielbiam... z wielu powodów.
Właściwa sesja skończona, przemarznięci ubieramy się i idziemy kawałek dalej robić Ofeliona.
Ten moment przed zanurzeniem do lodowatej wody, podczas zjebanej pogody, gdy zastanawiasz się "Po jakiego CHUJA to robię?"...
... ano żeby głównie być konsekwentnym w swoich działaniach, które nagradzane są dobrymi zdjęciami.
Po ponad czterech latach premierowo publikuję zdjęcie z pierwotnego cyklu, różniące się detalami od zaprezentowanego na oficjalnym blogu.
Jakiego miałem wtedy mindfucka, żeby dokonać subiektywnego wyboru!

piątek, 26 stycznia 2018

Katharsis & hds by Keymo

HamKid is dead!!!
Działo się działo i się zesrało... 
Było minęło. 
Nie ma co wnikać, tylko iść dalej.
Kimonek dorósł, dojrzał i ku wielkiemu zdziwieniu wielu, pojawiła się ONA...
Dla mnie nie było to wielkim zaskoczeniem, wiedząc co Maupa (ups już nie można tak na nią mówić) robiła dotychczas. Zresztą... Czasy wzajemnego nakręcania się oraz inspiracji zamierzchły, więc trzeba było czymś jebnąć, żeby przebić freakowego freestajla. Właściwie nic nie wskazywało na to, że nasze drogi jeszcze się przetną. Okazją okazała się fotografia, a dokładniej fotografka Keymo, z którą poznaliśmy się niezależnie od siebie. Z jej inicjatywy, w gościnnych progach krakowskiego Teatru Barakah, wystąpiliśmy w totalnie odjechanej sesji zdjęciowej, której owoce można skonsumować poniżej.





















That's all folks!!!
A nieeeeeee!!!
Jeszcze ogłoszenie!
Już jutro, czyli 27.01.2018. we wspomnianym teatrze, odbędzie się wernisaż Arka
Zapraszam bardzo serdecznie!!!
Niestety mnie z racji zobowiązań fotograficznych na Mazurach oraz realizacji kolejnego Ofeliona (o czym wkrótce), niestety nie będzie.
Moja wirtualna szuflada ze zdjęciami zaczyna pękać w szwach, dlatego będę starał się tutaj, mniej więcej co tydzień, prezentować pełne sesje, których dotychczas nigdzie w całości nie pokazywałem.

czwartek, 9 listopada 2017

Archipelag Gułag

Faworyzuję projekty fotograficzne, które wymagają maksimum zaangażowania całej ekipy twórczej. Sesje do których muszę się odpowiednio przygotować fizycznie i mentalnie, gdzie na pierwszy rzut oka nie widać włożonego nakładu pracy. Jednym z takich pomysłów był Samson, który z kolei został zrobiony pomiędzy dwoma dniami zdjęciowymi do teledysku Who you are.
Bezpośrednią inspiracją innego projektu, realizowanego późną wiosną był komiks "Tulipanek", pokazujący hermetyczną kulturę więźniów gułagu, gdzie powstała charakterystyczna szkoła tatuażu. Jakieś trzy miesiące przed planowaną sesją zacząłem dość intensywny trening, pod czujnym okiem Krzysztofa Buczyńskiego, żeby konkretnie pod ten projekt, odpowiednio wymodelować ciało.
Jako, że nie miałem jak umówić się na osobną sesję z fotografką i wizażystką, postanowiłem specjalnie jechać nocnym pociągiem z Bydgoszczy do Michałowic. Skoro świt, około godziny siódmej, zaczął się żmudny proces malowania tatuaży, specjalną farbą aktywowaną alkoholem, czyli niezmywalną pod wpływem wody, którą specjalnie do tego zamówiła Monika Stradomska. Całość była skończona gdzieś w okolicach jedenastej.
Jeszcze szybkie wyprostowanie oraz ułożenie włosów przez Sylwię Drożniak i mogłem stanąć przed obiektywem Renaty Młynarczyk, która wyszukała odpowiednie miejsce, klimatem przypominające więzienie.

Będąc już na plenerze fotograficznym, niejako przy okazji, ciężka praca Moniki, została w promiennym towarzystwie Kate Kasyanowy uwieczniona przez Janka Malinowskiego.




Wieczorem kolejny nocny pociąg, tym razem do Warszawy, gdzie następnego dnia na Paradzie Równości, tatuaże w nienaruszonym stanie, bo przecież nie ja, zostały docenione przez polską skandalistkę Rafalalę.
DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM WSPÓŁTWÓRCOM!!!