poniedziałek, 23 lutego 2026

W kryzysie

Z depresją tańcuję od ponad dekady, więc już zdążyłem się przyzwyczaić do jej wygibasów i to nie będzie kolejny wpis z serii jak mi źle i chujowo, bo starając się spojrzeć z boku oraz obiektywnie, to wcale tak nie jest, tylko percepcja rzeczywistości jest zupełnie inna. Potrafię się z niej śmiać, ale to nie jest śmiech przez łzy, tylko totalnie czarny gęsty i cuchnący jak smoła humor, gdzie rzucając żartem, który mnie bawi, spotykasz się z reakcją w stylu WTF, albo ejjjjjj.... nie wolno z tego żartować. Czas gdzie miotałem się zupełnie zanurzony w mule, nie wiedząc gdzie góra, gdzie dół, gdzie przód, a gdzie tył, mam nadzieję że kompletnie przeminął. Obecnie pływam w wodzie, czasem mętnej, czasem przejrzystej, a jej nurt bywa rwący. Grunt, że potrafię już rozpoznawać pierwsze symptomy tąpnięcia i odpowiednio wcześnie na nie reagować.

Zgodnie z prognozami żyćko nabrało takiego tempa, że serio nie mam czasu na skrobanie postów, czy wręcz czytanie tych jeszcze publikowanych. Ba!!! Nawet na komiksiki średnio go styka, więc choć ograniczenia zakupowe wdrożone, to hałda wstydu powoli zmienia się w górotwór. W minioną sobotę zamiast moich ulubionych Złotych Kurczaków, odbyły się pierwsze Podziemne Kocury, w tym samym miejscu i formule. Jednym z zakupionych tam zinów jest kolejny stworzony przez Anię Krztoń, której twórczość bardzo lubię i cenię za autobiograficzne wiwiseksje, podane w ironiczno-nostalgicznym sosie z dużą dawką humoru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz